poniedziałek, 6 lipca 2015

,,Halo, czy jest na sali lekarz?'' - Levi x Eren (Riren) - Shingeki no Kyojin, rozdział 1

  

  Ech, znowu zeszło mi się znacznie dłużej, niż początkowo zamierzałam. Najpierw szkoła, później praca... Poza tym ten rozdział pisałam jakieś 10 razy, za każdym razem coś mi nie pasowało. Nadal nie jestem zupełnie zadowolona, ale ja jeszcze nigdy nie byłam w stu procentach zadowolona z tego, co piszę, więc zostawię to tak, jak jest. Miało być dłużej, ale reszta tego, co tu zaplanowałam pojawi się w rozdziale drugim, nad którym już pracuję! Nic natomiast nie mogę obiecać...
Zapraszam do czytania! ;)


    Eren siedział na fotelu pacjenta, wpatrując się w niskiego, czarnowłosego mężczyznę, zajmującego miejsce jego ojca. Zupełnie inaczej wyobrażał sobie Leviego. Owszem, słyszał wiele historii na temat jego ekscentryczności, ale zaprezentowane przed chwilą zachowanie zadziwiło go na tyle, że prawie zapomniał o złożonej samemu sobie obietnicy. Miał zacząć sprawiać wrażenie poważnego, przyszłego studenta medycyny, a nie narwanego nastolatka, jakim był na co dzień. Żarty skończyły się wraz z liceum, a on nie chciał przynieść wstydu ojcu.
   - Głuchy jesteś, bachorze? Odpowiadaj, kiedy zadaję ci pytanie – Levi przerwał panującą w gabinecie ciszę. Jego głos sprawiał wrażenie, jakby był zarazem zirytowany i znudzony. To samo można było powiedzieć o jego twarzy.
   Eren zamrugał oczami i rozejrzał się, jakby szukając innej osoby, do której mogły być skierowane słowa bruneta. Levi prychnął z niezadowoleniem i wstał, przechodząc na drugą stronę biurka. Usiadł na brzegu, tuż naprzeciwko Erena.
   - Nie jesteś zbyt bystry, co? – mruknął, patrząc na niego z góry.
   Eren puścił obelgę mimo uszu, skupiając się na zachowaniu powagi. Widok nóg mężczyzny, nie sięgających do podłogi, bardzo go bawił i musiał pilnować się, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Po chwili opanował się i odchrząknął, wciąż nie mówiąc ani słowa. Prawie za każdym razem, gdy otwierał usta, źle się to kończyło. Zbyt często dawał się ponieść emocjom i mówił, zanim pomyślał.
   - Dobrze, Eren, wyjaśnijmy sobie coś – odezwał się ponownie Levi, widząc, że nastolatek sam nie zacznie rozmowy. – Nie lubię takich rozpieszczonych gówniarzy jak ty, myślących, że mogą robić wszystko, na co mają ochotę ze względu na stanowisko rodziców. Nie mam pojęcia, jak taki idiota dostał się na studia medyczne i szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to, póki to nie mnie będziesz leczył. Zgodziłem się na ten chory układ tylko ze względu na twojego ojca. Nie mam zamiaru być dla ciebie drugą matką, więc lepiej przemyśl to dobrze.
   - Hę? – wyrwało się Erenowi, zanim zastanowił się, co w ogóle robi. – Próbujesz mnie przestraszyć?
   Dopiero po chwili dotarło do niego, że zupełnie zapomniał o formach grzecznościowych, ale Levi nie wyglądał na przejętego tym faktem.
   - Ostrzegam. To, że nie będę cię niańczył, nie znaczy, że będziesz miał zupełnie wolną rękę. Wymagam posłuszeństwa i zaangażowania w to, co robisz. Jeśli nie możesz temu podołać, lepiej od razu sobie odpuść. Nie będę się z tobą użerał, cholerny dzieciaku.
   Szatyn uśmiechnął się. Wyglądało na to, że Levi rzucał mu wyzwanie, a on zamierzał je podjąć.
   - Z czego się, kurwa, cieszysz?
   - Nie zniechęcisz mnie – powiedział Eren z determinacją, podnosząc się z miejsca i opierając dłonie obok nóg Leviego, praktycznie uniemożliwiając mu poruszanie się. – Może jeszcze tego o mnie nie wiesz, ale nie należę do osób, które łatwo się poddają. Jeśli coś sobie postanowię, to dopnę swego, niezależnie od przeszkód, które staną mi na drodze! – dodał trochę głośniej niż zamierzał. Jak zwykle dał się ponieść, ale nie żałował tego. Wyrzucił z siebie wszystko, co leżało mu na sercu i poczuł się znacznie lepiej. Spojrzał wyczekująco na Leviego, którego twarz znajdowała się teraz bardzo blisko jego własnej. Mężczyzna nie wyglądał, jakby przemowa Erena zrobiła na nim większe wrażenie. Jedyna zmiana, jaka zaszła w jego minie, to lekko uniesiona brew.
   - Odsuń się – rzucił, wymownie kierując swój wzrok na ręce Erena. Nastolatek zabrał je szybko i zarumienił się lekko. – Dużo mówisz, dzieciaku. Jestem ciekawy, czy potrafisz robić cokolwiek poza tym.
   Po tych słowach Levi zszedł – a właściwie zeskoczył – z biurka i pomaszerował do wyjścia. Przed drzwiami przystanął i wyjął z kieszeni opakowanie chusteczek antybakteryjnych. Dokładnie wytarł nimi klamkę i dopiero po tym zdecydował się ją nacisnąć. Opuścił pomieszczenie, zostawiając Erena samego z jego myślami. Chłopak wstał i odstawił fotel na właściwe miejsce. Najwyraźniej nieświadomie przesunął go, gdy rozmawiał (o ile można to było tak nazwać) z Levim. Następnie wyszedł z gabinetu, gasząc po drodze światło. Był już prawie przy schodach prowadzących na zewnątrz, gdy usłyszał za sobą głos ojca.
   - Eren! – mężczyzna złapał go za ramię. Chwilę próbował złapać oddech, po czym odetchnął głęboko i spojrzał na syna. Do jego spoconej twarzy przykleiły się włosy, a pod oczami miał niemal czarne cienie. Nie wyglądał dobrze i Eren miał nadzieję, że szybciej zwolnią go dziś do domu. – Rozmawiałem z Levim. Podobno świetnie się dogadaliście! Wracaj teraz do domu się pakować, wylatujecie jutro o szóstej.
   Jutro? Szatyn otworzył szerzej oczy. Spojrzał na zegarek. Dochodziła czwarta po południu. Nie miał dużo czasu.
   - Poczekaj na mnie chwilę – powiedział jeszcze Grisha, widząc, że Eren zbierał się do wyjścia. – Zamknę gabinet i odwiozę cię. Przyda mi się dłuższa przerwa.
   Eren skinął głową, chociaż nie był do końca przekonany, czy podróż samochodem przez centrum miasta w godzinach szczytu był dobrym pomysłem. Mieli jednak szczęście – ulice nie były zakorkowane i do domu dotarli w piętnaście minut.
   Szatyn wpadł do przedpokoju jak burza, zrzucił znoszone trampki, zostawiając je na środku korytarza i wbiegł do pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Dzięki opuszczonym roletom pomieszczenie było przyjemnie chłodne i panował w nim półmrok. Szatyn rozluźnił się nieco i spróbował opanować. Mimo niewątpliwie wybuchowego charakteru zdawał sobie sprawę, że pośpiech mu nie pomoże. Wyjął z szafy walizkę i położył ją otwartą na podłodze. Podszedł do szafki z ubraniami i zaczął wyciągać z niej rzeczy, które uznał za potrzebne. Układał je równo złożone i zanim się zorientował walizka była już zapakowana. Zajrzał pod łóżko i zamarł, widząc, ile zgromadziło się tam kurzu i śmieci. Sięgnął po małą szczotkę i zaczął wszystko wymiatać, nie chcąc zostawiać po sobie bałaganu
   - Eren? – usłyszał nagle za sobą spokojny głos Mikasy. Szatyn wyczołgał się spod mebla i usiadł, wciąż trzymając w dłoniach cały sprzęt do sprzątania. – Co robisz?
   - Pakuję się.
   Mikasa zrobiła zdziwioną minę.
   - Przecież masz jeszcze tydzień wakacji.
   - Ale wyjeżdżam jutro – wyjaśnił, w międzyczasie ściągając kulki kurzu ze swojej ciemnozielonej koszulki.
   - Cooo?! – wykrzyknęła Mikasa. – Nie podoba mi się to! Chcę jechać z tobą!
   Eren wypuścił szczotkę z ręki i wlepił w siostrę zdumione spojrzenie. Mikasa, zwykle tak opanowana, dała się ponieść emocjom?
   - Mikasa, nie możesz ze mną jechać. Ja sam będę wystarczającym problemem dla Leviego, nie sądzisz? – zapytał retorycznie. Czarnowłosa ze smutkiem spuściła wzrok, skubiąc guzik swojej koszuli. – Będziesz mogła wprowadzić się do mnie, gdy znajdę własne mieszkanie.
   Dziewczyna momentalnie ożyła. Nie uśmiechnęła się, ale usiadła obok Erena i chwyciła go za ręce. – Obiecujesz?
   Eren kiwnął głową, rozbawiony jej reakcją. Mikasa odwróciła się z zawstydzeniem i przybrała z powrotem maskę obojętności.
   - W takim razie zostawiam cię. Zostało ci mało czasu – ponagliła.
   Szatyn kiwnął głową. Jeszcze nie wyjechał, a już niemal tęsknił za Mikasą. Przez ostatnie dwanaście lat, czyli od czasu śmierci jej rodziców i adopcji przez rodzinę Erena, byli prawie nierozłączni. Eren miał czasem dość jej nadopiekuńczości, ale wiedział, że siostra robi wszystko dla jego dobra, dlatego starał się nie okazywać irytacji. Poza tym zachowanie czarnowłosej znacznie częściej go śmieszyło, niż denerwowało. Miał nadzieję, że dziewczyna nie zniesie źle ich kilkumiesięcznej rozłąki.
   Skończył sprzątanie i rozejrzał się po pokoju. Podszedł do biurka i pozamykał w większości puste szuflady. Poczuł lekkie ukłucie smutku, więc skierował się do łazienki by wziąć długą, gorącą kąpiel.
 
   Jasne światło o żółtym odcieniu oświetlało kremowe kafelki, nadając im cieplejszego odcienia. Eren osunął się niżej po ściance wanny, bardziej zanurzając się w puszystej, pachnącej fiołkami pianie. Cisza, której nawet on czasami potrzebował, pozwoliła mu się odprężyć i pozbyć wszystkich negatywnych myśli. Szatyn zamknął oczy, wzdychając cicho i ciesząc się ze spokoju, gdy nagle zadzwonił telefon. Eren niechętnie wytarł dłoń o leżący najbliżej ręcznik i wyciągnął rękę, by odebrać połączenie. Irytacja z faktu niechcianego telefonu minęła od razu, gdy zobaczył na wyświetlaczu imię swojego najlepszego przyjaciela.
   Z Arminem znali się od dziecka, właściwie wychowywali się razem. Wspólnie z Mikasą byli nierozłączni. Armin był w tym samym wieku, ale ze względu na wyjątkowo dobre wyniki w nauce przyjęto go na uniwersytet rok wcześniej. Jego uczelnia znajdowała się w Troście, w pobliżu tej, na którą miał zacząć uczęszczać Eren.
   - Słyszałem już dobre wieści – rozległ się w słuchawce głos Armina. – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, Eren. Nie mogę się doczekać, kiedy przyjedziesz.
   - Nie będziesz musiał długo czekać – powiedział Eren, nabierając na dłoń trochę piany. – Wyjeżdżam jutro.
   - Jutro? To wspaniale! – ucieszył się Armin. – Poznałeś już doktora Ackermana?
   Eren po raz kolejny westchnął ciężko.
   - Tak. Jest kurduplem z niewyparzoną gębą. Na początek myślałem, że ma jakiś problem ze mną, ale to chyba jest sposób bycia. Wszystkich traktuje jak gówno.
   W słuchawce na chwilę zapanowała cisza, jakby blondyn przetwarzał zasłyszane informacje.
   - Jak się miewa Mikasa? – zmienił temat.
   - Dobrze. Zaczęła już praktyki.
   Pasją Mikasy było projektowanie ubrań. Parę miesięcy temu wzięła udział w pokazie mającym na celu umożliwienie początkującym projektantom zaprezentowaniu ich prac szerszemu gronu odbiorców. Dziewczyna została zauważona przez jedną z największych firm, wyznaczających trendy we współczesnej modzie. Mikasę przyjęto na okres próbny. Eren był pewien, że dzięki talentowi i kreatywności siostra szybko się wybije.
   Eren porozmawiał z Arminem jeszcze parę minut, po czym pożegnał się, żeby położyć się spać. Miał wrażenie, że czeka go trudny dzień.