wtorek, 31 maja 2016

,,Halo, czy jest na sali lekarz?'' - Levi x Eren (Riren) - Shingeki no Kyojin, rozdział 8

 Hejoo!! ~~ Trochę się boję tu pokazywać po takiej przerwie, ale najpierw pokonała mnie rzeczywistość, a potem matury... Jeśli ktoś tu jeszcze jest to oddaję w Wasze ręce kolejny rozdział (w końcu!). W międzyczasie wymyśliłam też zarys fabuły kolejnego opowiadania, które chcę pisać równolegle do tego (nie ogarniam jednego, więc zabiorę się za jeszcze jedno - to brzmi jak plan!). Zdradzić Wam coś? :>
P.s.: Dziękuję wszystkim komentującym, jesteście wspaniali! <3
P.s.2: Nie dorastajcie, to pułapka!
P.s.3: Naginam rzeczywistość studencką i w ogóle jakąkolwiek, a niedługo nagnę też wymiar sprawiedliwości. Bo tak :D Patrzcie na to, proszę, z przymrużeniem oka.

  Eren wszedł do mieszkania i zdyszany oparł się o drzwi. Wchodzenie po schodach na ostatnie piętro nie było jednak tak dobrym pomysłem, jak początkowo mu się wydawało. Wciągnął głęboko powietrze, próbując przywrócić normalny rytm serca. Nie miał jednak na to czasu, ponieważ w jego nozdrza uderzyła ostra woń spalenizny. Szatyn natychmiast się ożywił i pobiegł do kuchni, skąd zaczynał się już unosić dym. Zastał tam Hanji, w panice łapiącą się za głowę nad płonącą patelnią. Nie zastanawiając się długo, Eren wyłączył kuchenkę i zaczął gasić ogień, by nie rozprzestrzenił się dalej. Gdy udało mu się zapanować nad sytuacją, otworzył szeroko okno i wychylił głowę na zewnątrz, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Oczy mu łzawiły i czuł drapanie w gardle. Gdy częściowo doszedł do siebie i odsunął się od okna, natychmiast został zamknięty w niedźwiedzim uścisku.
   - Ereen! - krzyknęła Hanji z przejęciem, przyciskając go do siebie z całej siły. Szatyn miał wrażenie, że zaraz połamie mu kości.
   - Hanji - wychrypiał powoli - pić.
   Kobieta spojrzała na niego ze zdziwieniem, po czym dotarło do niej, o co chodziło Erenowi. Rzuciła się do butelki z wodą i szybko nalała jej do stojącej na blacie szklanki.
   Eren wypił wodę, zastanawiając się, jakim cudem Hanji w ogóle nie ucierpiała od dymu, skoro stała tu dłużej. Lata praktyki? Wolał nawet o tym nie myśleć.
   - Dzięki - powiedział, wstawiając szklankę do zmywarki. Levi nie cierpiał bałaganu. - Wytłumaczysz mi, co tu się stało?
   - Levi zawsze zajmuje się gotowaniem, ale dziś zadzwonił, że wróci późno. Zwykle w takich wypadkach robię kanapki, ale dziś miałam ochotę na coś innego.
   - Na węgiel?
   Hanji puściła docinek mimo uszu.
   - Próbowałam zrobić jajecznicę, ale sytuacja lekko wymknęła się spod kontroli.
   - Lekko... - mruknął Eren. - Dobrze, Hanji. Mam lepszy pomysł. Zamówimy pizzę. Zanim ją dowiozą, powinniśmy zdążyć posprzątać.
   Hanji ochoczo skinęła głową i zabrała się za mycie, wietrzenie i szorowanie. Uwinęła się ze wszystkim w kilka minut. Pomijając spaloną, nadającą się do wyrzucenia patelnię, po katastrofie nie było śladu.
   Pół godziny później siedzieli w salonie z pizzą oraz puszkami coli przeglądali kolekcję filmów Hanji.
   - ,,Piła''? - zaproponowała z nadzieją.
   - Nie - skrzywił się Eren, podłączając laptopa do dużego, płaskiego telewizora. - Nie masz czegoś mniej... obrzydliwego?
   Eren zdążył już wcześniej odrzucić propozycje kilku filmów gore, ,,Ludzką stonogę'' i ,,Teksańską masakrę piłą mechaniczną''. Powoli zaczynał wątpić, że dojdą do jakiegoś porozumienia.
   - To może chociaż ,,Dziecko Rosemary''? - w głosie Hanji dało się usłyszeć błagalną nutę. - To prawdziwy klasyk!
   Eren wzruszył ramionami. Lepiej już raczej nie będzie.
   - Ok - powiedział w końcu.
   - Jeeej! - ucieszyła się Hanji i włożyła płytę do stacji dysków.
   Eren sięgnął po jedną z szarych poduszek, burząc tym samym idealny porządek  panujący na kanapie i oparł się na niej. Wziął talerz z pizzą i ugryzł kawałek, zastanawiając się, co pomyślałby Levi, widząc, że je na łóżku. Szybko odgonił od siebie tę wizję i skupił uwagę na filmie. Był jednak na tyle zmęczony, a film rozkręcał się tak powoli, że wkrótce zasnął.

   Kiedy się obudził, za oknami było już ciemno. Miał zamiar po prostu się odwrócić i spać dalej, ale przeszkadzało mu w tym coś ciężkiego. Wyciągnął rękę, próbując zorientować się, co go przygniata i natrafił na włosy Hanji. Eren wzdrygnął się i odsunął ją lekko, po czym przykrył leżącym najbliżej kocem. Wstał i rozejrzał się po pomieszczeniu Panowała w nim nienaturalna cisza, a przez szczelne okna i odległość od ulicy nie było słychać nawet dźwięków dochodzących z zewnątrz. Światło wysokich latarni ulicznych wydobyło z mroku leżące na stole brudne naczynia. Eren westchnął i spojrzał na zegar. Trzecia w nocy, idealna pora na sprzątanie. Levi zapewne widział już ten armagedon i Eren miał nadzieję, że do rana przejdzie mu wściekłość.
   Kiedy podłoga była już tak czysta, że śmiało można było z niej jeść, a stół wyglądał jak nowy, zegar wskazywał trzecią dwadzieścia siedem. Eren udał się do pokoju z zamiarem zabrania piżamy. Zdążył wyjąć rzeczy z szafki i usłyszał, jak otwierają się drzwi wejściowe. Eren nasłuchiwał po cichu, jak kroki z przedpokoju przenoszą się do sypialni Leviego. Dopiero wrócił? Gdzie był całą noc? U kogo? Co robił? Mózg Erena pracował na najwyższych obrotach.
   Po kilku chwilach rozległ się szum wody w łazience. Eren oparł się o łóżko i z opuszczoną głową zagłębił się w myślach. Właściwie czemu go to obchodziło? Levi był dorosły, miał prawo przebywać poza domem kiedy tylko chciał. To było oczywiste i logiczne, ale wcale nie uspokoiło Erena. Z jakiegoś powodu wcale mu się to nie podobało.
 
   - Eren, wstawaj! - Hanji szturchnęła go w ramię.
   Szatyn próbował się poruszyć, ale szybko tego pożałował - poczuł ogromny ból w karku. Podjął jeszcze jedną próbę i udało mu się normalnie usiąść. W rękach trzymał koszulkę, w którą miał się przebrać do spania. Najwyraźniej zasnął oparty o łóżko, z odchyloną do tyłu głową, co tłumaczyło ból.
   - W kuchni czekają na ciebie tosty i kawa - powiedziała Hanji, wychodząc. - Weź szybki prysznic i dołącz do mnie, bo inaczej zjem też twoją porcję! - zagroziła ze śmiechem.
   Szatyn podniósł się, zabrał ciuchy i zastosował się do rady Hanji. Czysty od razu poczuł się lepiej. Wszedł do kuchni. Hanji podbiegła do niego i przyjrzała się uważnie jego dłoni.
   - Co robisz? - zapytał.
   - Szukam ran po gwoździach, bo wygląda na to, że zmartwychwstałeś!
   - Bardzo śmieszne - odburknął, udając obrażonego, ale nie mógł opanować delikatnego uśmiechu.
   - Ktoś tu wstał lewą nogą? - mrugnęła do niego. - Złość piękności szkodzi, a Levi ma bardzo wysokie wymagania.
   Eren drgnął, niemal wypuszczając kubek.
   - O czym ty mówisz?
   - O niczym - odparła z pozoru swobodnie, ale nie spuszczała z niego uważnego wzroku. - Mniejsza o to. Jedz, bo wystygnie! Smacznego!
   - Dzięki - mruknął Eren, przeżuwając już pierwszego tosta.
   Po śniadaniu Eren umył zęby, niedbale przeczesał włosy i był prawie gotowy do wyjścia. Prawie, bo nie miał absolutnie ochoty na użeranie się z ludźmi na uczelni.

   Pierwsze zajęcia - chemię - udało mu się przetrwać bez większego uszczerbku na zdrowiu. Następna była anatomia z Hanji. Eren spojrzał z zainteresowaniem na niesioną przez nią stertę kartek. Wszystko wyjaśniło się z chwilą rozpoczęcia zajęć.
   - Mam dla was wstępny test - oznajmiła. - Nie będzie się liczył do żadnych ocen, ale weźcie go na poważnie. Chcę za jego pomocą sprawdzić, gdzie macie największe braki i te zagadnienia przerobić najdokładniej. Przychodząc tutaj powinniście już to wszystko doskonale umieć - ktoś z końca sali prychnął z rozbawieniem - ale zdaję sobie sprawę, że tak nie jest. Rozdam testy i będziecie mieli piętnaście minut na wypełnienie ich.
   Eren nie mógł skupić się na arkuszu. Błądził wzrokiem po sali, jakby szukając natchnienia.
   - Eren, wszystko w porządku? - zapytała Hanji zza swojego biurka.
   - Pewnie doktorek nie dał mu spać - rzucił Jean sugestywnym tonem.
   Cała aula wybuchnęła śmiechem, który szybko ucichł, gdy studenci spojrzeli na poważną minę Hanji.
   - Jesteście dorośli, więc tak się zachowujcie - powiedziała tylko. - Tracicie cenny czas.
   Eren z wściekłości zacisnął pięści. W pierwszym odruchu miał po prostu wstać i wyjść, ale nie wolno mu było tego zrobić. Nie mógł zawieść ojca, a poza tym to byłoby zbyt proste. Nie da tym idiotom, a w szczególności Końskiej Twarzy, satysfakcji ze swojej porażki. Szatyn zebrał wszystkie myśli i jeszcze raz spróbował skupić się na poleceniach. Zdumiało go teraz, jak prosta jest większość z nich. Większość zadań rozwiązał bez jakiegokolwiek wysiłku. Był pewien, że poszło mu znacznie lepiej niż głowiącemu się nad arkuszem Jeanowi, a to mu chwilowo wystarczało. Jeszcze pokaże wszystkim, co to znaczy szydzić z Erena Jaegera.