Mam niestety złe wieści, proszę mnie nie bić. Przez charakter obecnej pracy, gdzie przebywam daleko od domu i laptopa, prawie nie mam czasu wolnego, i nie mieszkam sama, nie będę w stanie pisać nowych postów przynajmniej do końca sierpnia. Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną mimo wszystko, a tymczasem żegnam się z Wami. Brakuje mi pisania, ale siła wyższa :< Do zobaczenia! (oby)
poniedziałek, 18 lipca 2016
wtorek, 31 maja 2016
,,Halo, czy jest na sali lekarz?'' - Levi x Eren (Riren) - Shingeki no Kyojin, rozdział 8
Hejoo!! ~~ Trochę się boję tu pokazywać po takiej przerwie, ale najpierw pokonała mnie rzeczywistość, a potem matury... Jeśli ktoś tu jeszcze jest to oddaję w Wasze ręce kolejny rozdział (w końcu!). W międzyczasie wymyśliłam też zarys fabuły kolejnego opowiadania, które chcę pisać równolegle do tego (nie ogarniam jednego, więc zabiorę się za jeszcze jedno - to brzmi jak plan!). Zdradzić Wam coś? :>
P.s.: Dziękuję wszystkim komentującym, jesteście wspaniali! <3
P.s.2: Nie dorastajcie, to pułapka!
P.s.3: Naginam rzeczywistość studencką i w ogóle jakąkolwiek, a niedługo nagnę też wymiar sprawiedliwości. Bo tak :D Patrzcie na to, proszę, z przymrużeniem oka.
Eren wszedł do mieszkania i zdyszany oparł się o drzwi. Wchodzenie po schodach na ostatnie piętro nie było jednak tak dobrym pomysłem, jak początkowo mu się wydawało. Wciągnął głęboko powietrze, próbując przywrócić normalny rytm serca. Nie miał jednak na to czasu, ponieważ w jego nozdrza uderzyła ostra woń spalenizny. Szatyn natychmiast się ożywił i pobiegł do kuchni, skąd zaczynał się już unosić dym. Zastał tam Hanji, w panice łapiącą się za głowę nad płonącą patelnią. Nie zastanawiając się długo, Eren wyłączył kuchenkę i zaczął gasić ogień, by nie rozprzestrzenił się dalej. Gdy udało mu się zapanować nad sytuacją, otworzył szeroko okno i wychylił głowę na zewnątrz, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Oczy mu łzawiły i czuł drapanie w gardle. Gdy częściowo doszedł do siebie i odsunął się od okna, natychmiast został zamknięty w niedźwiedzim uścisku.
- Ereen! - krzyknęła Hanji z przejęciem, przyciskając go do siebie z całej siły. Szatyn miał wrażenie, że zaraz połamie mu kości.
- Hanji - wychrypiał powoli - pić.
Kobieta spojrzała na niego ze zdziwieniem, po czym dotarło do niej, o co chodziło Erenowi. Rzuciła się do butelki z wodą i szybko nalała jej do stojącej na blacie szklanki.
Eren wypił wodę, zastanawiając się, jakim cudem Hanji w ogóle nie ucierpiała od dymu, skoro stała tu dłużej. Lata praktyki? Wolał nawet o tym nie myśleć.
- Dzięki - powiedział, wstawiając szklankę do zmywarki. Levi nie cierpiał bałaganu. - Wytłumaczysz mi, co tu się stało?
- Levi zawsze zajmuje się gotowaniem, ale dziś zadzwonił, że wróci późno. Zwykle w takich wypadkach robię kanapki, ale dziś miałam ochotę na coś innego.
- Na węgiel?
Hanji puściła docinek mimo uszu.
- Próbowałam zrobić jajecznicę, ale sytuacja lekko wymknęła się spod kontroli.
- Lekko... - mruknął Eren. - Dobrze, Hanji. Mam lepszy pomysł. Zamówimy pizzę. Zanim ją dowiozą, powinniśmy zdążyć posprzątać.
Hanji ochoczo skinęła głową i zabrała się za mycie, wietrzenie i szorowanie. Uwinęła się ze wszystkim w kilka minut. Pomijając spaloną, nadającą się do wyrzucenia patelnię, po katastrofie nie było śladu.
Pół godziny później siedzieli w salonie z pizzą oraz puszkami coli przeglądali kolekcję filmów Hanji.
- ,,Piła''? - zaproponowała z nadzieją.
- Nie - skrzywił się Eren, podłączając laptopa do dużego, płaskiego telewizora. - Nie masz czegoś mniej... obrzydliwego?
Eren zdążył już wcześniej odrzucić propozycje kilku filmów gore, ,,Ludzką stonogę'' i ,,Teksańską masakrę piłą mechaniczną''. Powoli zaczynał wątpić, że dojdą do jakiegoś porozumienia.
- To może chociaż ,,Dziecko Rosemary''? - w głosie Hanji dało się usłyszeć błagalną nutę. - To prawdziwy klasyk!
Eren wzruszył ramionami. Lepiej już raczej nie będzie.
- Ok - powiedział w końcu.
- Jeeej! - ucieszyła się Hanji i włożyła płytę do stacji dysków.
Eren sięgnął po jedną z szarych poduszek, burząc tym samym idealny porządek panujący na kanapie i oparł się na niej. Wziął talerz z pizzą i ugryzł kawałek, zastanawiając się, co pomyślałby Levi, widząc, że je na łóżku. Szybko odgonił od siebie tę wizję i skupił uwagę na filmie. Był jednak na tyle zmęczony, a film rozkręcał się tak powoli, że wkrótce zasnął.
Kiedy się obudził, za oknami było już ciemno. Miał zamiar po prostu się odwrócić i spać dalej, ale przeszkadzało mu w tym coś ciężkiego. Wyciągnął rękę, próbując zorientować się, co go przygniata i natrafił na włosy Hanji. Eren wzdrygnął się i odsunął ją lekko, po czym przykrył leżącym najbliżej kocem. Wstał i rozejrzał się po pomieszczeniu Panowała w nim nienaturalna cisza, a przez szczelne okna i odległość od ulicy nie było słychać nawet dźwięków dochodzących z zewnątrz. Światło wysokich latarni ulicznych wydobyło z mroku leżące na stole brudne naczynia. Eren westchnął i spojrzał na zegar. Trzecia w nocy, idealna pora na sprzątanie. Levi zapewne widział już ten armagedon i Eren miał nadzieję, że do rana przejdzie mu wściekłość.
Kiedy podłoga była już tak czysta, że śmiało można było z niej jeść, a stół wyglądał jak nowy, zegar wskazywał trzecią dwadzieścia siedem. Eren udał się do pokoju z zamiarem zabrania piżamy. Zdążył wyjąć rzeczy z szafki i usłyszał, jak otwierają się drzwi wejściowe. Eren nasłuchiwał po cichu, jak kroki z przedpokoju przenoszą się do sypialni Leviego. Dopiero wrócił? Gdzie był całą noc? U kogo? Co robił? Mózg Erena pracował na najwyższych obrotach.
Po kilku chwilach rozległ się szum wody w łazience. Eren oparł się o łóżko i z opuszczoną głową zagłębił się w myślach. Właściwie czemu go to obchodziło? Levi był dorosły, miał prawo przebywać poza domem kiedy tylko chciał. To było oczywiste i logiczne, ale wcale nie uspokoiło Erena. Z jakiegoś powodu wcale mu się to nie podobało.
- Eren, wstawaj! - Hanji szturchnęła go w ramię.
Szatyn próbował się poruszyć, ale szybko tego pożałował - poczuł ogromny ból w karku. Podjął jeszcze jedną próbę i udało mu się normalnie usiąść. W rękach trzymał koszulkę, w którą miał się przebrać do spania. Najwyraźniej zasnął oparty o łóżko, z odchyloną do tyłu głową, co tłumaczyło ból.
- W kuchni czekają na ciebie tosty i kawa - powiedziała Hanji, wychodząc. - Weź szybki prysznic i dołącz do mnie, bo inaczej zjem też twoją porcję! - zagroziła ze śmiechem.
Szatyn podniósł się, zabrał ciuchy i zastosował się do rady Hanji. Czysty od razu poczuł się lepiej. Wszedł do kuchni. Hanji podbiegła do niego i przyjrzała się uważnie jego dłoni.
- Co robisz? - zapytał.
- Szukam ran po gwoździach, bo wygląda na to, że zmartwychwstałeś!
- Bardzo śmieszne - odburknął, udając obrażonego, ale nie mógł opanować delikatnego uśmiechu.
- Ktoś tu wstał lewą nogą? - mrugnęła do niego. - Złość piękności szkodzi, a Levi ma bardzo wysokie wymagania.
Eren drgnął, niemal wypuszczając kubek.
- O czym ty mówisz?
- O niczym - odparła z pozoru swobodnie, ale nie spuszczała z niego uważnego wzroku. - Mniejsza o to. Jedz, bo wystygnie! Smacznego!
- Dzięki - mruknął Eren, przeżuwając już pierwszego tosta.
Po śniadaniu Eren umył zęby, niedbale przeczesał włosy i był prawie gotowy do wyjścia. Prawie, bo nie miał absolutnie ochoty na użeranie się z ludźmi na uczelni.
Pierwsze zajęcia - chemię - udało mu się przetrwać bez większego uszczerbku na zdrowiu. Następna była anatomia z Hanji. Eren spojrzał z zainteresowaniem na niesioną przez nią stertę kartek. Wszystko wyjaśniło się z chwilą rozpoczęcia zajęć.
- Mam dla was wstępny test - oznajmiła. - Nie będzie się liczył do żadnych ocen, ale weźcie go na poważnie. Chcę za jego pomocą sprawdzić, gdzie macie największe braki i te zagadnienia przerobić najdokładniej. Przychodząc tutaj powinniście już to wszystko doskonale umieć - ktoś z końca sali prychnął z rozbawieniem - ale zdaję sobie sprawę, że tak nie jest. Rozdam testy i będziecie mieli piętnaście minut na wypełnienie ich.
Eren nie mógł skupić się na arkuszu. Błądził wzrokiem po sali, jakby szukając natchnienia.
- Eren, wszystko w porządku? - zapytała Hanji zza swojego biurka.
- Pewnie doktorek nie dał mu spać - rzucił Jean sugestywnym tonem.
Cała aula wybuchnęła śmiechem, który szybko ucichł, gdy studenci spojrzeli na poważną minę Hanji.
- Jesteście dorośli, więc tak się zachowujcie - powiedziała tylko. - Tracicie cenny czas.
Eren z wściekłości zacisnął pięści. W pierwszym odruchu miał po prostu wstać i wyjść, ale nie wolno mu było tego zrobić. Nie mógł zawieść ojca, a poza tym to byłoby zbyt proste. Nie da tym idiotom, a w szczególności Końskiej Twarzy, satysfakcji ze swojej porażki. Szatyn zebrał wszystkie myśli i jeszcze raz spróbował skupić się na poleceniach. Zdumiało go teraz, jak prosta jest większość z nich. Większość zadań rozwiązał bez jakiegokolwiek wysiłku. Był pewien, że poszło mu znacznie lepiej niż głowiącemu się nad arkuszem Jeanowi, a to mu chwilowo wystarczało. Jeszcze pokaże wszystkim, co to znaczy szydzić z Erena Jaegera.
P.s.: Dziękuję wszystkim komentującym, jesteście wspaniali! <3
P.s.2: Nie dorastajcie, to pułapka!
P.s.3: Naginam rzeczywistość studencką i w ogóle jakąkolwiek, a niedługo nagnę też wymiar sprawiedliwości. Bo tak :D Patrzcie na to, proszę, z przymrużeniem oka.
Eren wszedł do mieszkania i zdyszany oparł się o drzwi. Wchodzenie po schodach na ostatnie piętro nie było jednak tak dobrym pomysłem, jak początkowo mu się wydawało. Wciągnął głęboko powietrze, próbując przywrócić normalny rytm serca. Nie miał jednak na to czasu, ponieważ w jego nozdrza uderzyła ostra woń spalenizny. Szatyn natychmiast się ożywił i pobiegł do kuchni, skąd zaczynał się już unosić dym. Zastał tam Hanji, w panice łapiącą się za głowę nad płonącą patelnią. Nie zastanawiając się długo, Eren wyłączył kuchenkę i zaczął gasić ogień, by nie rozprzestrzenił się dalej. Gdy udało mu się zapanować nad sytuacją, otworzył szeroko okno i wychylił głowę na zewnątrz, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Oczy mu łzawiły i czuł drapanie w gardle. Gdy częściowo doszedł do siebie i odsunął się od okna, natychmiast został zamknięty w niedźwiedzim uścisku.
- Ereen! - krzyknęła Hanji z przejęciem, przyciskając go do siebie z całej siły. Szatyn miał wrażenie, że zaraz połamie mu kości.
- Hanji - wychrypiał powoli - pić.
Kobieta spojrzała na niego ze zdziwieniem, po czym dotarło do niej, o co chodziło Erenowi. Rzuciła się do butelki z wodą i szybko nalała jej do stojącej na blacie szklanki.
Eren wypił wodę, zastanawiając się, jakim cudem Hanji w ogóle nie ucierpiała od dymu, skoro stała tu dłużej. Lata praktyki? Wolał nawet o tym nie myśleć.
- Dzięki - powiedział, wstawiając szklankę do zmywarki. Levi nie cierpiał bałaganu. - Wytłumaczysz mi, co tu się stało?
- Levi zawsze zajmuje się gotowaniem, ale dziś zadzwonił, że wróci późno. Zwykle w takich wypadkach robię kanapki, ale dziś miałam ochotę na coś innego.
- Na węgiel?
Hanji puściła docinek mimo uszu.
- Próbowałam zrobić jajecznicę, ale sytuacja lekko wymknęła się spod kontroli.
- Lekko... - mruknął Eren. - Dobrze, Hanji. Mam lepszy pomysł. Zamówimy pizzę. Zanim ją dowiozą, powinniśmy zdążyć posprzątać.
Hanji ochoczo skinęła głową i zabrała się za mycie, wietrzenie i szorowanie. Uwinęła się ze wszystkim w kilka minut. Pomijając spaloną, nadającą się do wyrzucenia patelnię, po katastrofie nie było śladu.
Pół godziny później siedzieli w salonie z pizzą oraz puszkami coli przeglądali kolekcję filmów Hanji.
- ,,Piła''? - zaproponowała z nadzieją.
- Nie - skrzywił się Eren, podłączając laptopa do dużego, płaskiego telewizora. - Nie masz czegoś mniej... obrzydliwego?
Eren zdążył już wcześniej odrzucić propozycje kilku filmów gore, ,,Ludzką stonogę'' i ,,Teksańską masakrę piłą mechaniczną''. Powoli zaczynał wątpić, że dojdą do jakiegoś porozumienia.
- To może chociaż ,,Dziecko Rosemary''? - w głosie Hanji dało się usłyszeć błagalną nutę. - To prawdziwy klasyk!
Eren wzruszył ramionami. Lepiej już raczej nie będzie.
- Ok - powiedział w końcu.
- Jeeej! - ucieszyła się Hanji i włożyła płytę do stacji dysków.
Eren sięgnął po jedną z szarych poduszek, burząc tym samym idealny porządek panujący na kanapie i oparł się na niej. Wziął talerz z pizzą i ugryzł kawałek, zastanawiając się, co pomyślałby Levi, widząc, że je na łóżku. Szybko odgonił od siebie tę wizję i skupił uwagę na filmie. Był jednak na tyle zmęczony, a film rozkręcał się tak powoli, że wkrótce zasnął.
Kiedy się obudził, za oknami było już ciemno. Miał zamiar po prostu się odwrócić i spać dalej, ale przeszkadzało mu w tym coś ciężkiego. Wyciągnął rękę, próbując zorientować się, co go przygniata i natrafił na włosy Hanji. Eren wzdrygnął się i odsunął ją lekko, po czym przykrył leżącym najbliżej kocem. Wstał i rozejrzał się po pomieszczeniu Panowała w nim nienaturalna cisza, a przez szczelne okna i odległość od ulicy nie było słychać nawet dźwięków dochodzących z zewnątrz. Światło wysokich latarni ulicznych wydobyło z mroku leżące na stole brudne naczynia. Eren westchnął i spojrzał na zegar. Trzecia w nocy, idealna pora na sprzątanie. Levi zapewne widział już ten armagedon i Eren miał nadzieję, że do rana przejdzie mu wściekłość.
Kiedy podłoga była już tak czysta, że śmiało można było z niej jeść, a stół wyglądał jak nowy, zegar wskazywał trzecią dwadzieścia siedem. Eren udał się do pokoju z zamiarem zabrania piżamy. Zdążył wyjąć rzeczy z szafki i usłyszał, jak otwierają się drzwi wejściowe. Eren nasłuchiwał po cichu, jak kroki z przedpokoju przenoszą się do sypialni Leviego. Dopiero wrócił? Gdzie był całą noc? U kogo? Co robił? Mózg Erena pracował na najwyższych obrotach.
Po kilku chwilach rozległ się szum wody w łazience. Eren oparł się o łóżko i z opuszczoną głową zagłębił się w myślach. Właściwie czemu go to obchodziło? Levi był dorosły, miał prawo przebywać poza domem kiedy tylko chciał. To było oczywiste i logiczne, ale wcale nie uspokoiło Erena. Z jakiegoś powodu wcale mu się to nie podobało.
- Eren, wstawaj! - Hanji szturchnęła go w ramię.
Szatyn próbował się poruszyć, ale szybko tego pożałował - poczuł ogromny ból w karku. Podjął jeszcze jedną próbę i udało mu się normalnie usiąść. W rękach trzymał koszulkę, w którą miał się przebrać do spania. Najwyraźniej zasnął oparty o łóżko, z odchyloną do tyłu głową, co tłumaczyło ból.
- W kuchni czekają na ciebie tosty i kawa - powiedziała Hanji, wychodząc. - Weź szybki prysznic i dołącz do mnie, bo inaczej zjem też twoją porcję! - zagroziła ze śmiechem.
Szatyn podniósł się, zabrał ciuchy i zastosował się do rady Hanji. Czysty od razu poczuł się lepiej. Wszedł do kuchni. Hanji podbiegła do niego i przyjrzała się uważnie jego dłoni.
- Co robisz? - zapytał.
- Szukam ran po gwoździach, bo wygląda na to, że zmartwychwstałeś!
- Bardzo śmieszne - odburknął, udając obrażonego, ale nie mógł opanować delikatnego uśmiechu.
- Ktoś tu wstał lewą nogą? - mrugnęła do niego. - Złość piękności szkodzi, a Levi ma bardzo wysokie wymagania.
Eren drgnął, niemal wypuszczając kubek.
- O czym ty mówisz?
- O niczym - odparła z pozoru swobodnie, ale nie spuszczała z niego uważnego wzroku. - Mniejsza o to. Jedz, bo wystygnie! Smacznego!
- Dzięki - mruknął Eren, przeżuwając już pierwszego tosta.
Po śniadaniu Eren umył zęby, niedbale przeczesał włosy i był prawie gotowy do wyjścia. Prawie, bo nie miał absolutnie ochoty na użeranie się z ludźmi na uczelni.
Pierwsze zajęcia - chemię - udało mu się przetrwać bez większego uszczerbku na zdrowiu. Następna była anatomia z Hanji. Eren spojrzał z zainteresowaniem na niesioną przez nią stertę kartek. Wszystko wyjaśniło się z chwilą rozpoczęcia zajęć.
- Mam dla was wstępny test - oznajmiła. - Nie będzie się liczył do żadnych ocen, ale weźcie go na poważnie. Chcę za jego pomocą sprawdzić, gdzie macie największe braki i te zagadnienia przerobić najdokładniej. Przychodząc tutaj powinniście już to wszystko doskonale umieć - ktoś z końca sali prychnął z rozbawieniem - ale zdaję sobie sprawę, że tak nie jest. Rozdam testy i będziecie mieli piętnaście minut na wypełnienie ich.
Eren nie mógł skupić się na arkuszu. Błądził wzrokiem po sali, jakby szukając natchnienia.
- Eren, wszystko w porządku? - zapytała Hanji zza swojego biurka.
- Pewnie doktorek nie dał mu spać - rzucił Jean sugestywnym tonem.
Cała aula wybuchnęła śmiechem, który szybko ucichł, gdy studenci spojrzeli na poważną minę Hanji.
- Jesteście dorośli, więc tak się zachowujcie - powiedziała tylko. - Tracicie cenny czas.
Eren z wściekłości zacisnął pięści. W pierwszym odruchu miał po prostu wstać i wyjść, ale nie wolno mu było tego zrobić. Nie mógł zawieść ojca, a poza tym to byłoby zbyt proste. Nie da tym idiotom, a w szczególności Końskiej Twarzy, satysfakcji ze swojej porażki. Szatyn zebrał wszystkie myśli i jeszcze raz spróbował skupić się na poleceniach. Zdumiało go teraz, jak prosta jest większość z nich. Większość zadań rozwiązał bez jakiegokolwiek wysiłku. Był pewien, że poszło mu znacznie lepiej niż głowiącemu się nad arkuszem Jeanowi, a to mu chwilowo wystarczało. Jeszcze pokaże wszystkim, co to znaczy szydzić z Erena Jaegera.
wtorek, 19 stycznia 2016
,,Halo, czy jest na sali lekarz?'' - Levi x Eren (Riren) - Shingeki no Kyojin, rozdział 7
Cześć! c: Udało się wreszcie coś dodać! Usunęłam z bloga rozdziały poprzedniego opowiadania, bo przy pisaniu tego bawię się znacznie lepiej i chcę poświęcić mu całą uwagę, by spokojnie doprowadzić je do końca (a do tego jeszcze daleko, bo lubię wolno rozwijające się relacje. Bez komplikacji i dziwnych zbiegów okoliczności też się nie obędzie!). Mój plan względem Hanji trochę się zmienił, jak pewnie widać było w poprzednim rozdziale. Tak to już mam, że zapowiada jedno, a robię drugie. Nie żałuję niczego! Zapraszam do czytania i przepraszam za nadmiar dialogów :c ~ Od teraz obiecuję trochę więcej akcji. Nadal jednak nie umiem w długie rozdziały.
Sprawdzałam ten rozdział będąc kompletnie wykończoną, więc w razie błędów proszę pisać - postaram się szybciutko poprawić!
Lato nie ustępowało jeszcze miejsca jesieni. Słońce mocno świeciło, nagrzewając asfalt i chodniki. Wiatr był zbyt delikatny, by przynieść ochłodę. Nieliczni przechodnie, którzy musieli pozostawić klimatyzowane pomieszczenia, snuli się zmęczeni po ulicach.
Eren odwiązał krawat. Dobrze znosił ciepło, więc nie czuł się tak wyczerpany jak większość ludzi. Szedł lekkim krokiem, ciesząc się, że resztę dnia może spędzić z dala od ciekawskich spojrzeń i chichotów za każdym razem, gdy pojawiał się w pobliżu. Wyciągnął słuchawki i telefon, i nagle uprzytomnił sobie, że bateria urządzenia jest kompletnie rozładowana, więc schował je z powrotem i skupił się na drodze, by się nie zgubić. Dopiero teraz miał okazję dokładniej rozejrzeć się po okolicy, przez co dojście na osiedle zajęło mu ponad pół godziny.
W mieszkaniu panowała dziwna, nienaturalna cisza. Niemal namacalnie dawało się wyczuć ciężką atmosferę. Eren ostrożnie zamknął za sobą drzwi i cicho poszedł do swojego pokoju. Wyciągnął z szafy dżinsowe spodenki i czystą koszulkę.
W drodze do łazienki minął się z Levim. Brunet nawet na niego nie spojrzał.
Eren spojrzał na niego zdziwiony. Był ciekaw, co go ominęło. Postanowił zająć się tym później. Najpierw prysznic.
Eren nie miał pojęcia, ile czasu już biegł. Spojrzał na zegarek, ale brak wskazówek uniemożliwił mu sprawdzenie godziny. Obejrzał się za siebie. Zdołał zgubić bezkształtną kreaturę, która go goniła. Skręcił w prawo za niewielką, drewnianą chatką i musiał gwałtownie się zatrzymać. Drogę zagrodził mi gigantyczny stwór, ten sam, przed którym uciekał. Szatyn spiął mięśnie, gotowy do dalszego biegu. Nie miał zamiaru się poddawać.
- Ding dong - powiedział stwór, siadając na ziemi.
- Co?
- Ding dong!
Eren zerwał się z łóżka, gotowy do walki o życie i otworzył oczy. Był w swoim pokoju, w mieszkaniu Leviego. Najzwyczajniej zasnął.
Po raz kolejny rozległ się dźwięk dzwonka. Szatyn, jeszcze nie do końca rozbudzony, powoli poszedł do przedpokoju, rozglądając się po drodze. Wyglądało na to, że został w domu sam. Podszedł do drzwi i otworzył je. Zdziwił się, gdy w progu zobaczył niską, drobną postać.
- Armin? Co ty tu robisz? - spytał, wpuszczając przyjaciela do środka.
Blondyn uważnie rozglądał się na boki. Był tutaj po raz pierwszy i nie krył zainteresowania.
- Mikasa do mnie dzwoniła. Masz wyłączony telefon. Próbowałem jej wytłumaczyć, że pewnie po prostu ci się wyładował, ale wiesz, jak się o ciebie martwi. Jesteś sam?
- Tak, Levi i Hanji gdzieś wyszli. - Eren wzruszył ramionami. - Wejdź dalej - zachęcił Armina.
Armin spojrzał na niego z zawstydzeniem.
- Bardzo chętnie bym został, ale chyba powinienem wracać do Erwina. Ma przyprowadzić swojego przyjaciela z dzieciństwa i zależy mu, żebym też go poznał.
Usta Erena rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
- Ach tak - powiedział z przebiegłą miną. Z rozbawieniem patrzył, jak twarz Armina przybiera wszystkie możliwe odcienie czerwieni po kolei.
Blondyn od dwóch tygodni był w związku ze sporo starszym od siebie mężczyzną. Znali się ponad rok i wreszcie, po długich miesiącach rozważania wszystkich za i przeciw postanowili spróbować być razem. Z opowieści Armina wynikało, że od razu świetnie się do siebie dopasowali.
- Kiedy go poznam? - spytał Eren. - Swoją drogą to zabawne, ma na imię jak mój dyrektor.
- Możesz iść ze mną teraz. To niedaleko, więc myślę, że Levi nie będzie miał nic przeciwko.
Szatyn rozpromienił się.
- Jasne, idziemy!
Armin powstrzymał go gwałtownym ruchem dłoni.
- Zwolnij. Najpierw zadzwonię do Mikasy, bo inaczej następny raz, gdy ją spotkam, będzie moim ostatnim.
Eren przytaknął, nadal w fantastycznym humorze.
- Powiedz, że jestem w toalecie, czy coś - szepnął, gdy Armin wybierał numer.
Blondyn westchnął. Nie lubił kłamać, ale uznał, że to małe oszustwo nikomu nie zaszkodzi. Przyjął na siebie wybuch furii nadopiekuńczej siostry przyjaciela , po czym schował telefon.
- Narażasz mnie na stres - poskarżył się.
- Jesteś najlepszy - Eren pogłaskał go po głowie. - Idziemy, nie ma czasu do stracenia!
- Mówiłem ci, że to niedaleko - uspokoił go Armin i poszedł za Erenem.
Po wyjściu za ogrodzenie wieżowca przejął dowodzenie. Korzystając z bocznych uliczek ominęli kilka budynków i dotarli na miejsce. Cały spacer zajął im trzy minuty.
- To rzeczywiście blisko. Powinieneś się tu jak najszybciej wprowadzić - stwierdził Eren.
- Ćśś - uciszył go Armin i wcisnął przycisk domofonu.
Rozległ się brzęk i mogli dostać się do środka. Weszli schodami na półpiętro i skręcili w lewo. Po chwili znaleźli się w ładnie urządzonym mieszkaniu Erwina.
- Przyprowadziłem Erena, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? - zapytał Armin.
- Oczywiście, że nie - rozległ się niski, przyjazny głos, który Erenowi wydał się dziwnie znajomy. Nie mógł sobie jednak przypomnieć, skąd go zna. Zagadka rozwiązała się dopiero, gdy Erwin wyszedł im na powitanie.
Szatyn przyjrzał się postawnemu blondynowi i szeroko otworzył oczy.
- Dyrektor Smith! Dzień dobry! - powiedział głośno, prawie stając na baczność.
Blondyn zaśmiał się.
- Cześć, Eren. Jesteśmy poza szkołą, więc śmiało możesz mówić mi po imieniu.
Szatyn skinął głową i poszedł za Arminem, który poprowadził go do salonu. Pomieszczenie było dość duże i przestronne. Mimo niewielu mebli wyglądało bardzo przytulnie. Na ścianach wisiało kilka abstrakcyjnych obrazów. Eren zatrzymał na nich na chwilę wzrok, po czym przeniósł go na stojącą w rogu, kremową kanapę. Na środku siedział niski, czarnowłosy mężczyzna, którego Eren rozpoznał bez trudu.
,,Bo bez jaj - pomyślał, czując się jak postać z jakiegoś podrzędnego filmu. - Niemożliwe, żeby to był Levi...''.
Wszystkie nadzieje na to, że się pomylił rozwiały się w chwili, gdy Levi wydał z siebie krótkie, charakterystyczne 'tsch!', mające być wyrazem zirytowania.
- Ze wszystkich ludzi w tym pieprzonym mieście, to oczywiście ty musisz przyjaźnić się z dzieciakiem Erwina - powiedział znudzonym tonem.
Eren westchnął w duchu. Zapowiadało się długie popołudnie.
Armin przyglądał się przyjacielowi z zaintrygowaniem pomieszanym z niepokojem. Eren prawie nie ruszył czekoladowego ciasta, którym poczęstował ich Erwin. Eren uwielbiał czekoladę w każdej postaci i w normalnych okolicznościach dawno już pochłonąłby porcję zarówno swoją, jak i Armina. Tymczasem leniwie dziabał deser widelczykiem. Wyglądał, jakby myślami był gdzieś bardzo daleko. Co chwilę rzucał ukradkowe spojrzenia w kierunku Leviego. Armin zmarszczył brwi. Miał co do tego wszystkiego złe przeczucia, które tylko umocniły się w przeciągu następnych paru minut.
Levi wstał i pożegnał się z Erwinem, na odchodne rzucając jakąś obelgę dotyczącą brwi blondyna (które, swoją drogą, Armin uwielbiał). Eren również zerwał się z miejsca, patrząc na Leviego wzrokiem pieska, który czeka na komendę pana. Jeśli wcześniej Arminowi coś ostrzegawczo dzwoniło w głowie, to teraz dźwięk alarmu nieraz rozsadzał mu czaszkę.
- Idziesz ze mną? - zapytał Levi obojętnie, zatrzymując się w połowie drogi do wyjścia.
Szatyn energicznie pokiwał głową, ale Armin złapał go za rękę. Nie chciał, by Eren już wychodził.
- Zostań jeszcze - poprosił, robiąc minę, której nikt nie był w stanie się oprzeć.
Eren zawahał się, po czym zerknął na Leviego, a następnie znów na Armina. Blondyn zauważył z zadowoleniem, że przyjaciel zaczyna mięknąć.
- Okej, myślę, że nic się nie stanie, jak wrócę trochę później - uśmiechnął się lekko.
Levi wzruszył ramionami, niedbale im pomachał i wyszedł. Gdy tylko drzwi się zamknęły, Armin przeprosił Erwina i zaciągnął Erena do drugiego pokoju, gdzie oparł się o dużą szafę i czekał na relację. Eren jednak nie odezwał się ani słowem. Wyglądał na kompletnie zdezorientowanego. Blondyn westchnął z rezygnacją.
- Nic mi nie powiesz? Ukrywać coś takiego przed najlepszym przyjacielem? - zapytał ze śladem pretensji w głosie.
Eren zrobił jeszcze bardziej zagubioną minę. Armin załamał ręce.
- Może nie mam najlepszego wzroku, ale jeszcze nie oślepłem. Co się dzieje między tobą a Levim?
- C-co? - Eren drgnął na dźwięk imienia czarnowłosego. - Nic się nie dzieje, o co ci chodzi?
- Eren... Jesteś w niego wpatrzony jak w obrazek, słuchasz uważnie wszystkiego, co mówi, a co najważniejsze - śmiejesz się z jego beznadziejnych żartów. Nie wmówisz mi, że nie jesteś nim zainteresowany.
- Bzdura! - warknął Eren. Armin nieco zwiększył dystans między nimi. Szatyn nigdy nie słynął z samokontroli, ale nie zdarzało mu się unosić na Armina. - Nie wiem, co ci przyszło do głowy i chyba nie chcę wiedzieć. Jestem zmęczony, więc może już pójdę. Do zobaczenia - rzucił, odwracając się do wyjścia. - Do widzenia, Erwin! - dodał i wypadł z mieszkania.
Armin nie próbował zatrzymać przyjaciela. Wiedział, że Eren potrzebuje chwili spokoju by ochłonąć. Jego reakcja nie wróżyła niczego dobrego, ale nie było mowy o pomyłce. Blondyn był świetnym obserwatorem i szybko wciągał wnioski. Coś zdecydowanie było na rzeczy.
Sprawdzałam ten rozdział będąc kompletnie wykończoną, więc w razie błędów proszę pisać - postaram się szybciutko poprawić!
Lato nie ustępowało jeszcze miejsca jesieni. Słońce mocno świeciło, nagrzewając asfalt i chodniki. Wiatr był zbyt delikatny, by przynieść ochłodę. Nieliczni przechodnie, którzy musieli pozostawić klimatyzowane pomieszczenia, snuli się zmęczeni po ulicach.
Eren odwiązał krawat. Dobrze znosił ciepło, więc nie czuł się tak wyczerpany jak większość ludzi. Szedł lekkim krokiem, ciesząc się, że resztę dnia może spędzić z dala od ciekawskich spojrzeń i chichotów za każdym razem, gdy pojawiał się w pobliżu. Wyciągnął słuchawki i telefon, i nagle uprzytomnił sobie, że bateria urządzenia jest kompletnie rozładowana, więc schował je z powrotem i skupił się na drodze, by się nie zgubić. Dopiero teraz miał okazję dokładniej rozejrzeć się po okolicy, przez co dojście na osiedle zajęło mu ponad pół godziny.
W mieszkaniu panowała dziwna, nienaturalna cisza. Niemal namacalnie dawało się wyczuć ciężką atmosferę. Eren ostrożnie zamknął za sobą drzwi i cicho poszedł do swojego pokoju. Wyciągnął z szafy dżinsowe spodenki i czystą koszulkę.
W drodze do łazienki minął się z Levim. Brunet nawet na niego nie spojrzał.
Eren spojrzał na niego zdziwiony. Był ciekaw, co go ominęło. Postanowił zająć się tym później. Najpierw prysznic.
Eren nie miał pojęcia, ile czasu już biegł. Spojrzał na zegarek, ale brak wskazówek uniemożliwił mu sprawdzenie godziny. Obejrzał się za siebie. Zdołał zgubić bezkształtną kreaturę, która go goniła. Skręcił w prawo za niewielką, drewnianą chatką i musiał gwałtownie się zatrzymać. Drogę zagrodził mi gigantyczny stwór, ten sam, przed którym uciekał. Szatyn spiął mięśnie, gotowy do dalszego biegu. Nie miał zamiaru się poddawać.
- Ding dong - powiedział stwór, siadając na ziemi.
- Co?
- Ding dong!
Eren zerwał się z łóżka, gotowy do walki o życie i otworzył oczy. Był w swoim pokoju, w mieszkaniu Leviego. Najzwyczajniej zasnął.
Po raz kolejny rozległ się dźwięk dzwonka. Szatyn, jeszcze nie do końca rozbudzony, powoli poszedł do przedpokoju, rozglądając się po drodze. Wyglądało na to, że został w domu sam. Podszedł do drzwi i otworzył je. Zdziwił się, gdy w progu zobaczył niską, drobną postać.
- Armin? Co ty tu robisz? - spytał, wpuszczając przyjaciela do środka.
Blondyn uważnie rozglądał się na boki. Był tutaj po raz pierwszy i nie krył zainteresowania.
- Mikasa do mnie dzwoniła. Masz wyłączony telefon. Próbowałem jej wytłumaczyć, że pewnie po prostu ci się wyładował, ale wiesz, jak się o ciebie martwi. Jesteś sam?
- Tak, Levi i Hanji gdzieś wyszli. - Eren wzruszył ramionami. - Wejdź dalej - zachęcił Armina.
Armin spojrzał na niego z zawstydzeniem.
- Bardzo chętnie bym został, ale chyba powinienem wracać do Erwina. Ma przyprowadzić swojego przyjaciela z dzieciństwa i zależy mu, żebym też go poznał.
Usta Erena rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
- Ach tak - powiedział z przebiegłą miną. Z rozbawieniem patrzył, jak twarz Armina przybiera wszystkie możliwe odcienie czerwieni po kolei.
Blondyn od dwóch tygodni był w związku ze sporo starszym od siebie mężczyzną. Znali się ponad rok i wreszcie, po długich miesiącach rozważania wszystkich za i przeciw postanowili spróbować być razem. Z opowieści Armina wynikało, że od razu świetnie się do siebie dopasowali.
- Kiedy go poznam? - spytał Eren. - Swoją drogą to zabawne, ma na imię jak mój dyrektor.
- Możesz iść ze mną teraz. To niedaleko, więc myślę, że Levi nie będzie miał nic przeciwko.
Szatyn rozpromienił się.
- Jasne, idziemy!
Armin powstrzymał go gwałtownym ruchem dłoni.
- Zwolnij. Najpierw zadzwonię do Mikasy, bo inaczej następny raz, gdy ją spotkam, będzie moim ostatnim.
Eren przytaknął, nadal w fantastycznym humorze.
- Powiedz, że jestem w toalecie, czy coś - szepnął, gdy Armin wybierał numer.
Blondyn westchnął. Nie lubił kłamać, ale uznał, że to małe oszustwo nikomu nie zaszkodzi. Przyjął na siebie wybuch furii nadopiekuńczej siostry przyjaciela , po czym schował telefon.
- Narażasz mnie na stres - poskarżył się.
- Jesteś najlepszy - Eren pogłaskał go po głowie. - Idziemy, nie ma czasu do stracenia!
- Mówiłem ci, że to niedaleko - uspokoił go Armin i poszedł za Erenem.
Po wyjściu za ogrodzenie wieżowca przejął dowodzenie. Korzystając z bocznych uliczek ominęli kilka budynków i dotarli na miejsce. Cały spacer zajął im trzy minuty.
- To rzeczywiście blisko. Powinieneś się tu jak najszybciej wprowadzić - stwierdził Eren.
- Ćśś - uciszył go Armin i wcisnął przycisk domofonu.
Rozległ się brzęk i mogli dostać się do środka. Weszli schodami na półpiętro i skręcili w lewo. Po chwili znaleźli się w ładnie urządzonym mieszkaniu Erwina.
- Przyprowadziłem Erena, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? - zapytał Armin.
- Oczywiście, że nie - rozległ się niski, przyjazny głos, który Erenowi wydał się dziwnie znajomy. Nie mógł sobie jednak przypomnieć, skąd go zna. Zagadka rozwiązała się dopiero, gdy Erwin wyszedł im na powitanie.
Szatyn przyjrzał się postawnemu blondynowi i szeroko otworzył oczy.
- Dyrektor Smith! Dzień dobry! - powiedział głośno, prawie stając na baczność.
Blondyn zaśmiał się.
- Cześć, Eren. Jesteśmy poza szkołą, więc śmiało możesz mówić mi po imieniu.
Szatyn skinął głową i poszedł za Arminem, który poprowadził go do salonu. Pomieszczenie było dość duże i przestronne. Mimo niewielu mebli wyglądało bardzo przytulnie. Na ścianach wisiało kilka abstrakcyjnych obrazów. Eren zatrzymał na nich na chwilę wzrok, po czym przeniósł go na stojącą w rogu, kremową kanapę. Na środku siedział niski, czarnowłosy mężczyzna, którego Eren rozpoznał bez trudu.
,,Bo bez jaj - pomyślał, czując się jak postać z jakiegoś podrzędnego filmu. - Niemożliwe, żeby to był Levi...''.
Wszystkie nadzieje na to, że się pomylił rozwiały się w chwili, gdy Levi wydał z siebie krótkie, charakterystyczne 'tsch!', mające być wyrazem zirytowania.
- Ze wszystkich ludzi w tym pieprzonym mieście, to oczywiście ty musisz przyjaźnić się z dzieciakiem Erwina - powiedział znudzonym tonem.
Eren westchnął w duchu. Zapowiadało się długie popołudnie.
Armin przyglądał się przyjacielowi z zaintrygowaniem pomieszanym z niepokojem. Eren prawie nie ruszył czekoladowego ciasta, którym poczęstował ich Erwin. Eren uwielbiał czekoladę w każdej postaci i w normalnych okolicznościach dawno już pochłonąłby porcję zarówno swoją, jak i Armina. Tymczasem leniwie dziabał deser widelczykiem. Wyglądał, jakby myślami był gdzieś bardzo daleko. Co chwilę rzucał ukradkowe spojrzenia w kierunku Leviego. Armin zmarszczył brwi. Miał co do tego wszystkiego złe przeczucia, które tylko umocniły się w przeciągu następnych paru minut.
Levi wstał i pożegnał się z Erwinem, na odchodne rzucając jakąś obelgę dotyczącą brwi blondyna (które, swoją drogą, Armin uwielbiał). Eren również zerwał się z miejsca, patrząc na Leviego wzrokiem pieska, który czeka na komendę pana. Jeśli wcześniej Arminowi coś ostrzegawczo dzwoniło w głowie, to teraz dźwięk alarmu nieraz rozsadzał mu czaszkę.
- Idziesz ze mną? - zapytał Levi obojętnie, zatrzymując się w połowie drogi do wyjścia.
Szatyn energicznie pokiwał głową, ale Armin złapał go za rękę. Nie chciał, by Eren już wychodził.
- Zostań jeszcze - poprosił, robiąc minę, której nikt nie był w stanie się oprzeć.
Eren zawahał się, po czym zerknął na Leviego, a następnie znów na Armina. Blondyn zauważył z zadowoleniem, że przyjaciel zaczyna mięknąć.
- Okej, myślę, że nic się nie stanie, jak wrócę trochę później - uśmiechnął się lekko.
Levi wzruszył ramionami, niedbale im pomachał i wyszedł. Gdy tylko drzwi się zamknęły, Armin przeprosił Erwina i zaciągnął Erena do drugiego pokoju, gdzie oparł się o dużą szafę i czekał na relację. Eren jednak nie odezwał się ani słowem. Wyglądał na kompletnie zdezorientowanego. Blondyn westchnął z rezygnacją.
- Nic mi nie powiesz? Ukrywać coś takiego przed najlepszym przyjacielem? - zapytał ze śladem pretensji w głosie.
Eren zrobił jeszcze bardziej zagubioną minę. Armin załamał ręce.
- Może nie mam najlepszego wzroku, ale jeszcze nie oślepłem. Co się dzieje między tobą a Levim?
- C-co? - Eren drgnął na dźwięk imienia czarnowłosego. - Nic się nie dzieje, o co ci chodzi?
- Eren... Jesteś w niego wpatrzony jak w obrazek, słuchasz uważnie wszystkiego, co mówi, a co najważniejsze - śmiejesz się z jego beznadziejnych żartów. Nie wmówisz mi, że nie jesteś nim zainteresowany.
- Bzdura! - warknął Eren. Armin nieco zwiększył dystans między nimi. Szatyn nigdy nie słynął z samokontroli, ale nie zdarzało mu się unosić na Armina. - Nie wiem, co ci przyszło do głowy i chyba nie chcę wiedzieć. Jestem zmęczony, więc może już pójdę. Do zobaczenia - rzucił, odwracając się do wyjścia. - Do widzenia, Erwin! - dodał i wypadł z mieszkania.
Armin nie próbował zatrzymać przyjaciela. Wiedział, że Eren potrzebuje chwili spokoju by ochłonąć. Jego reakcja nie wróżyła niczego dobrego, ale nie było mowy o pomyłce. Blondyn był świetnym obserwatorem i szybko wciągał wnioski. Coś zdecydowanie było na rzeczy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)