poniedziałek, 18 lipca 2016

Ogłoszenie parafialne #1

Cześć ~~ 
Mam niestety złe wieści, proszę mnie nie bić. Przez charakter obecnej pracy, gdzie przebywam daleko od domu i laptopa, prawie nie mam czasu wolnego, i nie mieszkam sama, nie będę w stanie pisać nowych postów przynajmniej do końca sierpnia. Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną mimo wszystko, a tymczasem żegnam się z Wami. Brakuje mi pisania, ale siła wyższa :< Do zobaczenia! (oby)

wtorek, 31 maja 2016

,,Halo, czy jest na sali lekarz?'' - Levi x Eren (Riren) - Shingeki no Kyojin, rozdział 8

 Hejoo!! ~~ Trochę się boję tu pokazywać po takiej przerwie, ale najpierw pokonała mnie rzeczywistość, a potem matury... Jeśli ktoś tu jeszcze jest to oddaję w Wasze ręce kolejny rozdział (w końcu!). W międzyczasie wymyśliłam też zarys fabuły kolejnego opowiadania, które chcę pisać równolegle do tego (nie ogarniam jednego, więc zabiorę się za jeszcze jedno - to brzmi jak plan!). Zdradzić Wam coś? :>
P.s.: Dziękuję wszystkim komentującym, jesteście wspaniali! <3
P.s.2: Nie dorastajcie, to pułapka!
P.s.3: Naginam rzeczywistość studencką i w ogóle jakąkolwiek, a niedługo nagnę też wymiar sprawiedliwości. Bo tak :D Patrzcie na to, proszę, z przymrużeniem oka.

  Eren wszedł do mieszkania i zdyszany oparł się o drzwi. Wchodzenie po schodach na ostatnie piętro nie było jednak tak dobrym pomysłem, jak początkowo mu się wydawało. Wciągnął głęboko powietrze, próbując przywrócić normalny rytm serca. Nie miał jednak na to czasu, ponieważ w jego nozdrza uderzyła ostra woń spalenizny. Szatyn natychmiast się ożywił i pobiegł do kuchni, skąd zaczynał się już unosić dym. Zastał tam Hanji, w panice łapiącą się za głowę nad płonącą patelnią. Nie zastanawiając się długo, Eren wyłączył kuchenkę i zaczął gasić ogień, by nie rozprzestrzenił się dalej. Gdy udało mu się zapanować nad sytuacją, otworzył szeroko okno i wychylił głowę na zewnątrz, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Oczy mu łzawiły i czuł drapanie w gardle. Gdy częściowo doszedł do siebie i odsunął się od okna, natychmiast został zamknięty w niedźwiedzim uścisku.
   - Ereen! - krzyknęła Hanji z przejęciem, przyciskając go do siebie z całej siły. Szatyn miał wrażenie, że zaraz połamie mu kości.
   - Hanji - wychrypiał powoli - pić.
   Kobieta spojrzała na niego ze zdziwieniem, po czym dotarło do niej, o co chodziło Erenowi. Rzuciła się do butelki z wodą i szybko nalała jej do stojącej na blacie szklanki.
   Eren wypił wodę, zastanawiając się, jakim cudem Hanji w ogóle nie ucierpiała od dymu, skoro stała tu dłużej. Lata praktyki? Wolał nawet o tym nie myśleć.
   - Dzięki - powiedział, wstawiając szklankę do zmywarki. Levi nie cierpiał bałaganu. - Wytłumaczysz mi, co tu się stało?
   - Levi zawsze zajmuje się gotowaniem, ale dziś zadzwonił, że wróci późno. Zwykle w takich wypadkach robię kanapki, ale dziś miałam ochotę na coś innego.
   - Na węgiel?
   Hanji puściła docinek mimo uszu.
   - Próbowałam zrobić jajecznicę, ale sytuacja lekko wymknęła się spod kontroli.
   - Lekko... - mruknął Eren. - Dobrze, Hanji. Mam lepszy pomysł. Zamówimy pizzę. Zanim ją dowiozą, powinniśmy zdążyć posprzątać.
   Hanji ochoczo skinęła głową i zabrała się za mycie, wietrzenie i szorowanie. Uwinęła się ze wszystkim w kilka minut. Pomijając spaloną, nadającą się do wyrzucenia patelnię, po katastrofie nie było śladu.
   Pół godziny później siedzieli w salonie z pizzą oraz puszkami coli przeglądali kolekcję filmów Hanji.
   - ,,Piła''? - zaproponowała z nadzieją.
   - Nie - skrzywił się Eren, podłączając laptopa do dużego, płaskiego telewizora. - Nie masz czegoś mniej... obrzydliwego?
   Eren zdążył już wcześniej odrzucić propozycje kilku filmów gore, ,,Ludzką stonogę'' i ,,Teksańską masakrę piłą mechaniczną''. Powoli zaczynał wątpić, że dojdą do jakiegoś porozumienia.
   - To może chociaż ,,Dziecko Rosemary''? - w głosie Hanji dało się usłyszeć błagalną nutę. - To prawdziwy klasyk!
   Eren wzruszył ramionami. Lepiej już raczej nie będzie.
   - Ok - powiedział w końcu.
   - Jeeej! - ucieszyła się Hanji i włożyła płytę do stacji dysków.
   Eren sięgnął po jedną z szarych poduszek, burząc tym samym idealny porządek  panujący na kanapie i oparł się na niej. Wziął talerz z pizzą i ugryzł kawałek, zastanawiając się, co pomyślałby Levi, widząc, że je na łóżku. Szybko odgonił od siebie tę wizję i skupił uwagę na filmie. Był jednak na tyle zmęczony, a film rozkręcał się tak powoli, że wkrótce zasnął.

   Kiedy się obudził, za oknami było już ciemno. Miał zamiar po prostu się odwrócić i spać dalej, ale przeszkadzało mu w tym coś ciężkiego. Wyciągnął rękę, próbując zorientować się, co go przygniata i natrafił na włosy Hanji. Eren wzdrygnął się i odsunął ją lekko, po czym przykrył leżącym najbliżej kocem. Wstał i rozejrzał się po pomieszczeniu Panowała w nim nienaturalna cisza, a przez szczelne okna i odległość od ulicy nie było słychać nawet dźwięków dochodzących z zewnątrz. Światło wysokich latarni ulicznych wydobyło z mroku leżące na stole brudne naczynia. Eren westchnął i spojrzał na zegar. Trzecia w nocy, idealna pora na sprzątanie. Levi zapewne widział już ten armagedon i Eren miał nadzieję, że do rana przejdzie mu wściekłość.
   Kiedy podłoga była już tak czysta, że śmiało można było z niej jeść, a stół wyglądał jak nowy, zegar wskazywał trzecią dwadzieścia siedem. Eren udał się do pokoju z zamiarem zabrania piżamy. Zdążył wyjąć rzeczy z szafki i usłyszał, jak otwierają się drzwi wejściowe. Eren nasłuchiwał po cichu, jak kroki z przedpokoju przenoszą się do sypialni Leviego. Dopiero wrócił? Gdzie był całą noc? U kogo? Co robił? Mózg Erena pracował na najwyższych obrotach.
   Po kilku chwilach rozległ się szum wody w łazience. Eren oparł się o łóżko i z opuszczoną głową zagłębił się w myślach. Właściwie czemu go to obchodziło? Levi był dorosły, miał prawo przebywać poza domem kiedy tylko chciał. To było oczywiste i logiczne, ale wcale nie uspokoiło Erena. Z jakiegoś powodu wcale mu się to nie podobało.
 
   - Eren, wstawaj! - Hanji szturchnęła go w ramię.
   Szatyn próbował się poruszyć, ale szybko tego pożałował - poczuł ogromny ból w karku. Podjął jeszcze jedną próbę i udało mu się normalnie usiąść. W rękach trzymał koszulkę, w którą miał się przebrać do spania. Najwyraźniej zasnął oparty o łóżko, z odchyloną do tyłu głową, co tłumaczyło ból.
   - W kuchni czekają na ciebie tosty i kawa - powiedziała Hanji, wychodząc. - Weź szybki prysznic i dołącz do mnie, bo inaczej zjem też twoją porcję! - zagroziła ze śmiechem.
   Szatyn podniósł się, zabrał ciuchy i zastosował się do rady Hanji. Czysty od razu poczuł się lepiej. Wszedł do kuchni. Hanji podbiegła do niego i przyjrzała się uważnie jego dłoni.
   - Co robisz? - zapytał.
   - Szukam ran po gwoździach, bo wygląda na to, że zmartwychwstałeś!
   - Bardzo śmieszne - odburknął, udając obrażonego, ale nie mógł opanować delikatnego uśmiechu.
   - Ktoś tu wstał lewą nogą? - mrugnęła do niego. - Złość piękności szkodzi, a Levi ma bardzo wysokie wymagania.
   Eren drgnął, niemal wypuszczając kubek.
   - O czym ty mówisz?
   - O niczym - odparła z pozoru swobodnie, ale nie spuszczała z niego uważnego wzroku. - Mniejsza o to. Jedz, bo wystygnie! Smacznego!
   - Dzięki - mruknął Eren, przeżuwając już pierwszego tosta.
   Po śniadaniu Eren umył zęby, niedbale przeczesał włosy i był prawie gotowy do wyjścia. Prawie, bo nie miał absolutnie ochoty na użeranie się z ludźmi na uczelni.

   Pierwsze zajęcia - chemię - udało mu się przetrwać bez większego uszczerbku na zdrowiu. Następna była anatomia z Hanji. Eren spojrzał z zainteresowaniem na niesioną przez nią stertę kartek. Wszystko wyjaśniło się z chwilą rozpoczęcia zajęć.
   - Mam dla was wstępny test - oznajmiła. - Nie będzie się liczył do żadnych ocen, ale weźcie go na poważnie. Chcę za jego pomocą sprawdzić, gdzie macie największe braki i te zagadnienia przerobić najdokładniej. Przychodząc tutaj powinniście już to wszystko doskonale umieć - ktoś z końca sali prychnął z rozbawieniem - ale zdaję sobie sprawę, że tak nie jest. Rozdam testy i będziecie mieli piętnaście minut na wypełnienie ich.
   Eren nie mógł skupić się na arkuszu. Błądził wzrokiem po sali, jakby szukając natchnienia.
   - Eren, wszystko w porządku? - zapytała Hanji zza swojego biurka.
   - Pewnie doktorek nie dał mu spać - rzucił Jean sugestywnym tonem.
   Cała aula wybuchnęła śmiechem, który szybko ucichł, gdy studenci spojrzeli na poważną minę Hanji.
   - Jesteście dorośli, więc tak się zachowujcie - powiedziała tylko. - Tracicie cenny czas.
   Eren z wściekłości zacisnął pięści. W pierwszym odruchu miał po prostu wstać i wyjść, ale nie wolno mu było tego zrobić. Nie mógł zawieść ojca, a poza tym to byłoby zbyt proste. Nie da tym idiotom, a w szczególności Końskiej Twarzy, satysfakcji ze swojej porażki. Szatyn zebrał wszystkie myśli i jeszcze raz spróbował skupić się na poleceniach. Zdumiało go teraz, jak prosta jest większość z nich. Większość zadań rozwiązał bez jakiegokolwiek wysiłku. Był pewien, że poszło mu znacznie lepiej niż głowiącemu się nad arkuszem Jeanowi, a to mu chwilowo wystarczało. Jeszcze pokaże wszystkim, co to znaczy szydzić z Erena Jaegera.

wtorek, 19 stycznia 2016

,,Halo, czy jest na sali lekarz?'' - Levi x Eren (Riren) - Shingeki no Kyojin, rozdział 7

Cześć! c: Udało się wreszcie coś dodać! Usunęłam z bloga rozdziały poprzedniego opowiadania, bo przy pisaniu tego bawię się znacznie lepiej i chcę poświęcić mu całą uwagę, by spokojnie doprowadzić je do końca (a do tego jeszcze daleko, bo lubię wolno rozwijające się relacje. Bez komplikacji i dziwnych zbiegów okoliczności też się nie obędzie!). Mój plan względem Hanji trochę się zmienił, jak pewnie widać było w poprzednim rozdziale. Tak to już mam, że zapowiada jedno, a robię drugie. Nie żałuję niczego! Zapraszam do czytania i przepraszam za nadmiar dialogów :c ~ Od teraz obiecuję trochę więcej akcji. Nadal jednak nie umiem w długie rozdziały.
Sprawdzałam ten rozdział będąc kompletnie wykończoną, więc w razie błędów proszę pisać - postaram się szybciutko poprawić!

   Lato nie ustępowało jeszcze miejsca jesieni. Słońce mocno świeciło, nagrzewając asfalt i chodniki. Wiatr był zbyt delikatny, by przynieść ochłodę. Nieliczni przechodnie, którzy musieli pozostawić klimatyzowane pomieszczenia, snuli się zmęczeni po ulicach.
   Eren odwiązał krawat. Dobrze znosił ciepło, więc nie czuł się tak wyczerpany jak większość ludzi. Szedł lekkim krokiem, ciesząc się, że resztę dnia może spędzić z dala od ciekawskich spojrzeń i chichotów za każdym razem, gdy pojawiał się w pobliżu. Wyciągnął słuchawki i telefon, i nagle uprzytomnił sobie, że bateria urządzenia jest kompletnie rozładowana, więc schował je z powrotem i skupił się na drodze, by się nie zgubić. Dopiero teraz miał okazję dokładniej rozejrzeć się po okolicy, przez co dojście na osiedle zajęło mu ponad pół godziny.
   W mieszkaniu panowała dziwna, nienaturalna cisza. Niemal namacalnie dawało się wyczuć ciężką atmosferę. Eren ostrożnie zamknął za sobą drzwi i cicho poszedł do swojego pokoju. Wyciągnął z szafy dżinsowe spodenki i czystą koszulkę.
   W drodze do łazienki minął się z Levim. Brunet nawet na niego nie spojrzał.
   Eren spojrzał na niego zdziwiony. Był ciekaw, co go ominęło. Postanowił zająć się tym później. Najpierw prysznic.

   Eren nie miał pojęcia, ile czasu już biegł. Spojrzał na zegarek, ale brak wskazówek uniemożliwił mu sprawdzenie godziny. Obejrzał się za siebie. Zdołał zgubić bezkształtną kreaturę, która go goniła. Skręcił w prawo za niewielką, drewnianą chatką i musiał gwałtownie się zatrzymać. Drogę zagrodził mi gigantyczny stwór, ten sam, przed którym uciekał. Szatyn spiął mięśnie, gotowy do dalszego biegu. Nie miał zamiaru się poddawać.
   - Ding dong - powiedział stwór, siadając na ziemi.
   - Co?
   - Ding dong!
   Eren zerwał się z łóżka, gotowy do walki o życie i otworzył oczy. Był w swoim pokoju, w mieszkaniu Leviego. Najzwyczajniej zasnął.
   Po raz kolejny rozległ się dźwięk dzwonka. Szatyn, jeszcze nie do końca rozbudzony, powoli poszedł do przedpokoju, rozglądając się po drodze. Wyglądało na to, że został w domu sam. Podszedł do drzwi i otworzył je. Zdziwił się, gdy w progu zobaczył niską, drobną postać.
   - Armin? Co ty tu robisz? - spytał, wpuszczając przyjaciela do środka.
   Blondyn uważnie rozglądał się na boki. Był tutaj po raz pierwszy i nie krył zainteresowania.
   - Mikasa do mnie dzwoniła. Masz wyłączony telefon. Próbowałem jej wytłumaczyć, że pewnie po prostu ci się wyładował, ale wiesz, jak się o ciebie martwi. Jesteś sam?
   - Tak, Levi i Hanji gdzieś wyszli. - Eren wzruszył ramionami. - Wejdź dalej - zachęcił Armina.
   Armin spojrzał na niego z zawstydzeniem.
   - Bardzo chętnie bym został, ale chyba powinienem wracać do Erwina. Ma przyprowadzić swojego przyjaciela z dzieciństwa i zależy mu, żebym też go poznał.
   Usta Erena rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
   - Ach tak - powiedział z przebiegłą miną. Z rozbawieniem patrzył, jak twarz Armina przybiera wszystkie możliwe odcienie czerwieni po kolei.
   Blondyn od dwóch tygodni był w związku ze sporo starszym od siebie mężczyzną. Znali się ponad rok i wreszcie, po długich miesiącach rozważania wszystkich za i przeciw postanowili spróbować być razem. Z opowieści Armina wynikało, że od razu świetnie się do siebie dopasowali.
   - Kiedy go poznam? - spytał Eren. - Swoją drogą to zabawne, ma na imię jak mój dyrektor.
   - Możesz iść ze mną teraz. To niedaleko, więc myślę, że Levi nie będzie miał nic przeciwko.
   Szatyn rozpromienił się.
   - Jasne, idziemy!
   Armin powstrzymał go gwałtownym ruchem dłoni.
   - Zwolnij. Najpierw zadzwonię do Mikasy, bo inaczej następny raz, gdy ją spotkam, będzie moim ostatnim.
   Eren przytaknął, nadal w fantastycznym humorze.
   - Powiedz, że jestem w toalecie, czy coś - szepnął, gdy Armin wybierał numer.
   Blondyn westchnął. Nie lubił kłamać, ale uznał, że to małe oszustwo nikomu nie zaszkodzi. Przyjął na siebie wybuch furii nadopiekuńczej siostry przyjaciela , po czym schował telefon.
   - Narażasz mnie na stres - poskarżył się.
   - Jesteś najlepszy - Eren pogłaskał go po głowie. - Idziemy, nie ma czasu do stracenia!
   - Mówiłem ci, że to niedaleko - uspokoił go Armin i poszedł za Erenem.
   Po wyjściu za ogrodzenie wieżowca przejął dowodzenie. Korzystając z bocznych uliczek ominęli kilka budynków i dotarli na miejsce. Cały spacer zajął im trzy minuty.
   - To rzeczywiście blisko. Powinieneś się tu jak najszybciej wprowadzić - stwierdził Eren.
   - Ćśś - uciszył go Armin i wcisnął przycisk domofonu.
   Rozległ się brzęk i mogli dostać się do środka. Weszli schodami na półpiętro i skręcili w lewo. Po chwili znaleźli się w ładnie urządzonym mieszkaniu Erwina.
   - Przyprowadziłem Erena, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? - zapytał Armin.
   - Oczywiście, że nie - rozległ się niski, przyjazny głos, który Erenowi wydał się dziwnie znajomy. Nie mógł sobie jednak przypomnieć, skąd go zna. Zagadka rozwiązała się dopiero, gdy Erwin wyszedł im na powitanie.
   Szatyn przyjrzał się postawnemu blondynowi i szeroko otworzył oczy.
   - Dyrektor Smith! Dzień dobry! - powiedział głośno, prawie stając na baczność.
   Blondyn zaśmiał się.
   - Cześć, Eren. Jesteśmy poza szkołą, więc śmiało możesz mówić mi po imieniu.
   Szatyn skinął głową i poszedł za Arminem, który poprowadził go do salonu. Pomieszczenie było dość duże i przestronne. Mimo niewielu mebli wyglądało bardzo przytulnie. Na ścianach wisiało kilka abstrakcyjnych obrazów. Eren zatrzymał na nich na chwilę wzrok, po czym przeniósł go na stojącą w rogu, kremową kanapę. Na środku siedział niski, czarnowłosy mężczyzna, którego Eren rozpoznał bez trudu.
   ,,Bo bez jaj - pomyślał, czując się jak postać z jakiegoś podrzędnego filmu. - Niemożliwe, żeby to był Levi...''.
   Wszystkie nadzieje na to, że się pomylił rozwiały się w chwili, gdy Levi wydał z siebie krótkie, charakterystyczne 'tsch!', mające być wyrazem zirytowania.
   - Ze wszystkich ludzi w tym pieprzonym mieście, to oczywiście ty musisz przyjaźnić się z dzieciakiem Erwina - powiedział znudzonym tonem.
   Eren westchnął w duchu. Zapowiadało się długie popołudnie.

   Armin przyglądał się przyjacielowi z zaintrygowaniem pomieszanym z niepokojem. Eren prawie nie ruszył czekoladowego ciasta, którym poczęstował ich Erwin. Eren uwielbiał czekoladę w każdej postaci i w normalnych okolicznościach dawno już pochłonąłby porcję zarówno swoją, jak i Armina. Tymczasem leniwie dziabał deser widelczykiem. Wyglądał, jakby myślami był gdzieś bardzo daleko. Co chwilę rzucał ukradkowe spojrzenia w kierunku Leviego. Armin zmarszczył brwi. Miał co do tego wszystkiego złe przeczucia, które tylko umocniły się w przeciągu następnych paru minut.
   Levi wstał i pożegnał się z Erwinem, na odchodne rzucając jakąś obelgę dotyczącą brwi blondyna (które, swoją drogą, Armin uwielbiał). Eren również zerwał się z miejsca, patrząc na Leviego wzrokiem pieska, który czeka na komendę pana. Jeśli wcześniej Arminowi coś ostrzegawczo dzwoniło w głowie, to teraz dźwięk alarmu nieraz rozsadzał mu czaszkę.
   - Idziesz ze mną? - zapytał Levi obojętnie, zatrzymując się w połowie drogi do wyjścia.
   Szatyn energicznie pokiwał głową, ale Armin złapał go za rękę. Nie chciał, by Eren już wychodził.
   - Zostań jeszcze - poprosił, robiąc minę, której nikt nie był w stanie się oprzeć.
   Eren zawahał się, po czym zerknął na Leviego, a następnie znów na Armina. Blondyn zauważył z zadowoleniem, że przyjaciel zaczyna mięknąć.
   - Okej, myślę, że nic się nie stanie, jak wrócę trochę później - uśmiechnął się lekko.
   Levi wzruszył ramionami, niedbale im pomachał i wyszedł. Gdy tylko drzwi się zamknęły, Armin przeprosił Erwina i zaciągnął Erena do drugiego pokoju, gdzie oparł się o dużą szafę i czekał na relację. Eren jednak nie odezwał się ani słowem. Wyglądał na kompletnie zdezorientowanego. Blondyn westchnął z rezygnacją.
   - Nic mi nie powiesz? Ukrywać coś takiego przed najlepszym przyjacielem? - zapytał ze śladem pretensji w głosie.
   Eren zrobił jeszcze bardziej zagubioną minę. Armin załamał ręce.
   - Może nie mam najlepszego wzroku, ale jeszcze nie oślepłem. Co się dzieje między tobą a Levim?
   - C-co? - Eren drgnął na dźwięk imienia czarnowłosego. - Nic się nie dzieje, o co ci chodzi?
   - Eren... Jesteś w niego wpatrzony jak w obrazek, słuchasz uważnie wszystkiego, co mówi, a co najważniejsze - śmiejesz się z jego beznadziejnych żartów. Nie wmówisz mi, że nie jesteś nim zainteresowany.
   - Bzdura! - warknął Eren. Armin nieco zwiększył dystans między nimi. Szatyn nigdy nie słynął z samokontroli, ale nie zdarzało mu się unosić na Armina. - Nie wiem, co ci przyszło do głowy i chyba nie chcę wiedzieć. Jestem zmęczony, więc może już pójdę. Do zobaczenia - rzucił, odwracając się do wyjścia. - Do widzenia, Erwin! - dodał i wypadł z mieszkania.
   Armin nie próbował zatrzymać przyjaciela. Wiedział, że Eren potrzebuje chwili spokoju by ochłonąć. Jego reakcja nie wróżyła niczego dobrego, ale nie było mowy o pomyłce. Blondyn był świetnym obserwatorem i szybko wciągał wnioski. Coś zdecydowanie było na rzeczy.

środa, 2 grudnia 2015

,,Halo, czy jest na sali lekarz?'' - Levi x Eren (Riren) - Shingeki no Kyojin, rozdział 6

   Nareszcie wróciłam. Zajrzałam tu z ciekawości, by przypomnieć sobie, jak dawno udostępniłam poprzedni post, mając nadzieję, że da mi to motywacyjnego kopa w tyłek. Bardziej jednak poskutkował komentarz Echo, za co serdecznie dziękuję. Ogólnie nie wiem, czym zasłużyłam sobie na tak wspaniałych czytelników <3 Przepraszam, że tak długo zwlekałam z rozdziałem, ale znów dopadła mnie rzeczywistość, później brak weny, a na koniec problemy z Internetem. Wszelkie błędy proszę mi zgłaszać. Z tego rozdziału nie jestem zbyt zadowolona, chyba dlatego, że pisałam go w urywkach - trochę na lekcji, troszkę w pracy, reszta w domu nad atlasem od geografii... Ech. Jeśli to jest ta dorosłość, to ssie. Rozdział bardzo króciutki, naprawdę nie umiem w długie ;__;

   Eren odwrócił się na pięcie, ignorując szydercze nawoływania Jeana. Ostatnim, na co miał teraz ochotę, było użeranie się z tym idiotą. Co on w ogóle robił w bibliotece? Udawał, że umie czytać?
   Eren szedł przed siebie szerokim korytarzem, nie oglądając się, póki nie dotarł do nieużywanej już części uczelni. Panował tu lekki półmrok, a na długich, drewnianych ławkach siedziało kilka pojedynczych osób, zapewne tak jak on szukających wytchnienia od tłumu i hałasu. Doszedł do ściany kończącej korytarz i ujrzał Marco, siedzącego na nie prowadzących donikąd schodkach. Szatyn przyłączył się do niego. Marco uśmiechnął się.
   - Ciekawe miejsce, nie sądzisz? - zagaił.
   Eren wzruszył ramionami.
   - No nie wiem. Jakoś tu... ponuro.
   Marco ze zrozumieniem siknął głową.
   - Zastanawiałem się właśnie, skąd się tu wziąłeś - powiedział, nie kryjąc rozbawienia.
   Eren już podczas wyjazdu integracyjnego dał mu się poznać jako osoba niezwykle energiczna i lubiąca być w centrum uwagi, dlatego nie spodziewał się go tutaj.
   - Moja popularność mnie przegoniła i chyba nie nadążam - odparł szatyn ironicznie.
   Marco przyjrzał mu się badawczo. Słyszał o ostatnim dzisiejszym wydarzeniu. Jak prawie każdy.
   - Nie powinieneś się tym przejmować, jeśli jesteś z nim szczęśliwy. Ludzie gadają, bo lubią gadać, ale w końcu się znudzą i przestaną. Zawsze tak jest. Wystarczy, że znajdą sobie inny temat do plotek.
   Eren westchnął, Ostatnio często mu się to zdarzało i musiał zacząć się pilnować, by nie weszło mu to w nawyk.
   - To zupełnie nie tak. Levi postanowił się odgryźć w taki sposób i... - Eren nie wiedział, jak wytłumaczyć koledze całą sytuację.
   Od rana unikał wyjaśniania nieporozumienia, bo uważał, że i tak nikt go nie zrozumie. Z Marco było inaczej. Z jakiegoś powodu wzbudzał zaufanie i szatyn miał ochotę o wszystkim mu opowiedzieć. Podzielić się obawami i emocjami, które jak zwykle zbyt łatwo przejęły nad nim kontrolę. Nie miał pojęcia, od czego zacząć, więc zaczął od samego początku. Nim się zorientował, zarysował koledze relacje z Levim w ostatnich dniach. Mówienie niczego nie rozwiązało, ale i tak poczuł się, jakby ktoś zdjął z niego ogromny ciężar.
   Marco wysłuchał go cierpliwie. Ani razu nie przerwał i nie poganiał go, gdy zaczął. Po prostu siedział obok, uważnie wsłuchany, patrząc przyjaźnie.
   - Co właściwie sądzisz o Levim? - zapytał, przerywając ciszę.
   Eren wyrwał się z chwilowego odrętwienia.
   - Co masz na myśli?
   - To nieistotne. Powiedz o pierwszym, co przyszło ci na myśl, gdy o nim wspomniałem.
   - Jest niski i złośliwy - odparł Eren z niezadowoloną miną, łagodniejąc po chwili. - Ale jest też przystojny i piekielnie inteligentny. W dodatku ma świetnie wyćwiczone ciało - wyrwało mu się. Zorientował się, co powiedział, i odwrócił głowę, by Marco nie zobaczył jego zawstydzenia.
   - Aha! - powiedział Marco triumfalnie.
   - Co?!
   - Lubisz go - powiedział Marco. - Powinieneś się zastanowić, w jakim stopniu. Nikt Ci nie uświadomi tego, co dzieje się w twojej głowie. Najpierw sam musisz przestać się okłamywać. A ja życzę ci jak najlepiej. Chodź, spóźnimy się na zajęcia.
   Eren patrzył chwilę na oddalającego się kolegę, przetwarzając jego słowa. Wreszcie doszło do niego, co zasugerował mu Marco. Co za bzdury, to przecież niemożliwe!


   Hanji opuściła teren uczelni, rozglądając się uważnie. Do tej pory udało jej się nie natknąć na Erena. Nie chciała, by za wcześnie dowiedział się, że od przyszłego miesiąca będzie uczyć go biologii. Obecny wykładowca wybierał się na dłuższy urlop, by pomóc żonie, która niedawno urodziła bliźniaki. Nie mogła jej się trafić lepsza okazja. Wreszcie znalazła satysfakcjonującą pracę i była pewna, że Eren też się ucieszy. Będzie miał niesamowitą niespodziankę!
   Niemal frunęła z radości, cudem unikając potrącania ludzi. Zeszła na ziemię dopiero, gdy przypomniała sobie o czekającej ją w domu rozmowie.
   Co ten Levi sobie wyobrażał? Mało brakowało, żeby wyszła z siebie, kiedy doszły do niej chodzące po uczelni pogłoski. Czuła się za niego odpowiedzialna wobec Erena. Powinna mieć na Leviego jakiś wpływ i miała zamiar zrobić wszystko, by uchronić Erena przed kolejnymi głupotami bruneta. Było jej szkoda podopiecznego, który na pewno przechodził piekło. Wiedziała z doświadczenia, jak niedojrzali bywają niektórzy studenci.
   Przeszła przez parking i zauważyła, że samochód Leviego stoi na swoim miejscu. Najwyraźniej już wrócił, więc powinna zdążyć rozmówić się z nim przed powrotem Erena.
   Spacerująca w pobliżu kobieta przyglądała się ze zdziwieniem Hanji, z furią wstukującej kod do mieszkania. Udało jej się dopiero za trzecim razem. Spojrzała w kierunku windy, ale zrezygnowała z tego pomysłu. Pobiegła na górę, pokonując po dwa stopnie naraz.
   W głowie kotłowało jej się milion myśli. Trudno było jej dopuścić do świadomości fakt, że Levi zachował się tak lekkomyślnie. To zawsze on, razem z Erwinem, byli od trzeźwego i racjonalnego postępowania. Strofowali ją i troszczyli się, gdy robiła głupoty. Levi nigdy się do tego nie przyznał, ale wiedziała, jaki jest wobec niej opiekuńczy. I nagle, w wieku trzydziestu lat, opuścił go rozum i postanowił pocałować syna kolegi tuż przed jego uczelnią. Nie za wcześnie na kryzys wieku średniego?
   Hanji weszła do przedpokoju i zrzuciła buty, zostawiając je na środku. Wiedziała, jak to złości Leviego, ale tym mogła się zająć później. Wtargnęła do kuchni. Levi nawet nie podniósł na nią wzroku. Hanji zabrała mu filiżankę z herbatą i wylała zawartość do zlewu.
   - Co ty odpierdalasz? - zapytał głośno, patrząc na nią. Gdyby wzrok mógł zabijać, na pewno padłaby trupem.
   - To moje pytanie! - odparła, z impetem odstawiając filiżankę na blat. - Wracam z uczelni Erena, gdzie byłam na rozmowie kwalifikacyjnej.
   Przez twarz Leviego przebiegł cień niepokoju, ale znikł tak szybko, jak się pojawił.
   - I? - spytał krótko, wstając i otwierając szafkę. Wyjął z niej pojemnik z zieloną herbatą.
   - I?! Czy ty siebie słyszysz?! - szatynka zamachała rękami. - Eren jest pod twoją opieką.
   - Masz rację - odparł spokojnie Levi, odmierzając idealny czas parzenia herbaty.
   - Właśnie, że mam ra... Co?
   - Masz rację. Eren jest pod moją opieką, więc przestań się wpierdalać - powiedział, po czym wyszedł. Chwilę później usłyszała trzaśnięcie drzwi od jego gabinetu.
   - Jesteś idiotą! - krzyknęła, zaciskając pięści. - Sam powinieneś najlepiej wiedzieć, jak okrutni bywają ludzie w tym wieku!
   Levi prychnął i uchylił lekko drzwi, pilnując jednak, by nie dało się wejść do środka.
   - Wiem, ale potrafiłem sobie z nimi poradzić. Jeśli Eren nie umie, to już tylko i wyłącznie jego problem.
   - Wiesz, co jest twoim problemem Levi? Nie to, że jesteś gejem. Nie to, że nie możesz wykonywać swojego zawodu. Twoim problemem jest to, że udajesz aroganckiego dupka, który nie przejmuje się innymi ludźmi - rzuciła. Chwyciła klamkę jego drzwi, zamykając je. Nie miała ochoty na niego patrzeć.

środa, 23 września 2015

,,Halo, czy jest na sali lekarz?'' - Levi x Eren (Riren) - Shingeki no Kyojin, rozdział 5

Cześć! c: Na początek chciałam baardzo podziękować komentującym osobom. Bez Was tego rozdziału na pewno nie byłoby tak szybko. Niesamowicie motywujecie mnie do pracy. ♥ W związku z tym postanowiłam zignorować fakt, że od tygodnia śpię po góra 5 godzin i odłożyć obowiązki na trochę później, chociaż dedlajny gonią. Trzymajcie za mnie kciuki :D
Ps.: Nie umiem pisać długich rozdziałów :'c

Dodałam możliwość obserwowania bloga, w razie jakby ktoś chciał, żeby wyświetlały się powiadomienia o nowych notkach i takich tam. Nie przedłużam już bardziej - zapraszam do przeczytania kolejnego rozdziału (rany, to już naprawdę piąty?!).


   Eren nakrył głowę poduszką i wyciągnął rękę, by wyłączyć budzik, ale nie było go na szafce nocnej. Jęknął i otworzył jedno oko, nie będąc w stanie zlokalizować źródła irytującego dźwięku.
   - Nawet o tym nie myśl, gówniarzu.
   Głos Leviego podziałał na Erena jak kubeł zimnej wody. Szatyn niemal wyskoczył z łóżka i stanął na baczność. Levi westchnął i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
   - Za godzinę masz być gotowy. Mam spotkanie w pobliżu twojej uczelni. Podwiozę cię.
   Eren kiwnął głową i nie mógł powstrzymać uśmiechu, wpełzającego na jego wargi. Levi prychnął i wyszedł, zostawiając do samego. Zachowywał się jak zwykle, co oznaczało, że nie był już zły. Eren poczuł ulgę.
   Levi nie był osobą, z którą łatwo było nawiązać bliższy kontakt, ale szatynowi mimo to brakowało ich krótkich wymian zdań. Nigdy nie lubił kłócić się z domownikami, więc postanowił nie denerwować już bruneta i pospieszyć się, by ten nie musiał na niego czekać.
   Wziął szybki prysznic i wytarł włosy, nie zadając sobie trudu uczesania ich. Po wyschnięciu i tak zaczynały żyć własnym życiem, więc szkoda było tracić na nie czas. Ubrał się i spojrzał w lustro. Jak na kogoś, kto przez prawie całą noc nie zmrużył oka, wyglądał całkiem dobrze. Zapiął koszulę pod szyją i poszedł do kuchni. Zaparzył kawę i usiadł na przeciwko Leviego. Mężczyzna nie podniósł wzroku. W jednej dłoni trzymał dokumenty, a w drugiej filiżankę z zieloną herbatą. Eren nieraz zastanawiał się, jak można to w ogóle pić.
   - Idę po samochód - oznajmił Levi, układając papiery w równy stosik. Podszedł do haczyka i zdjął z niego klucze. - Za pięć minut na dole.
   Eren zostawił niedopite latte i posprzątał po sobie.. W ekspresowym tempie umył zęby, przeczesał włosy - bardziej z przyzwyczajenia niż z nadziei na poprawę - i założył buty. W połowie drogi przypomniało mu się, że nie zamknął drzwi i musiał z powrotem wjeżdżać windą na górę. Kiedy wyszedł z budynku, auto Leviego stało już na podjeździe. Szatyn wsiadł i zapiął pasy.
   Eren czuł rosnącą ekscytację. Nie martwił się, czy poradzi sobie na studiach. Takie wątpliwości nie leżały w jego naturze. Wręcz nie mógł się doczekać by udowodnić wszystkim, a w szczególności Leviemu, na ile go stać. Próbował porozmawiać z brunetem, by podróż zleciała mu szybciej, ale jego odpowiedzi były krótkie i wypowiadane z wyraźną niechęcią.
   - Poczekaj - powiedział Levi, parkując przed uczelnią.
   Eren spojrzał na niego pytającym wzrokiem, ale o nic nie pytał. Wiedział, że nie otrzyma odpowiedzi, dopóki mężczyzna sam nie zechce jej udzielić.
   Levi obszedł auto i otworzył drzwi od strony pasażera. Złapał szatyna za nadgarstek i pociągnął lekko, sugerując, że ma wysiąść. Chłopak popatrzył na niego, wzruszył ramionami i wstał. Levi przesunał go delikatnie w bok, po czym oparł o samochód.
   - C-co robisz? - wyjąkał Eren, wstrzymując oddech.  
    Levi podszedł bliżej i oparł dłonie o jego klatkę piersiową. Wspiął się na palce i wyszeptał mu do ucha:
   - Pamiętasz, bachorze, jak mówiłem, że się zemszczę?
   - N-nie? - zaryzykował Eren.
   - Przypomnę ci. Teraz moja kolej na małe przedstawienie. Spróbuj je popsuć, a gorzko tego pożałujesz.
   Eren nerwowo przełknął ślinę i poprawił kołnierzyk. Zrobiło mu się strasznie gorąco. Chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo brunet jedną ręką objął go w talii, a drugą położył na jego karku, zmuszając go do schylenia się i złączył ich wargi. Eren poczuł, że palą go policzki i był pewien, że wygląda jak dorodny pomidor, a bicie jego serca słychać w całej okolicy. Cieszył się, że miał oparcie, bo w innym wypadku z pewnością by upadł.
   Levi odsunął się od niego i położył mu dłoń na policzku. Uśmiechnął się ironicznie.
   - Nie zadzieraj ze mną, Eren - powiedział jeszcze.
   Sposób, w jaki brunet wypowiedział jego imię, wywołał dziwne dreszcze na plecach Erena. Szatyn stał jak sparaliżowany jeszcze długo po tym, jak samochód Leviego zniknął za rokiem. Z odrętwienia wyrwało go dopiero wibrowanie telefonu, komunikujące słaby poziom baterii. Eren wyłączył urządzenie i odwrócił się w stronę dziedzińca. Jedno spojrzenie w tamtym kierunku wywołało jęk grozy. Na schodach, tuż przed głównym wejściem, stało kilkunastu przyglądających mu się w ciszy studentów. Zapowiadał się bardzo długi dzień.

   Eren próbował skupić się na zajęciach, ale świadomość, że ciągle jest obserwowany nie ułatwiała mu zadania. Większość znajomych zupełnie zignorowała sytuację, której świadkami się stali, ale nie każdy miał wystarczająco dużo taktu.
   Szatyn siedział w szkolnej kawiarence, pijąc drugą tego dnia kawę i wpatrywał się tępo w ścianę przed sobą. Stolik obok zajmowały dwie dziewczyny z jego roku - Ymir i Historia. Eren przypadkiem wyłapywał fragmenty ich rozmowy.
   - Ymir, myślę, że powinnaś dać temu spokój. To nie nasza sprawa.
   - Przestań być tak do bólu poprawna - prychnęła ciemnowłosa. - Dam ci spokój, jak mi odpowiesz. Nie wmówisz mi, że nie jesteś ciekawa.
   Blondynka westchnęła cicho.
   - Myślę, że Eren. Jest sporo wyższy. To... kanon.
   Ymir roześmiała się głośno.
   - Bzdura! W porównaniu do tamtego faceta Yaeger wygląda jak niewiniątko.
   Eren, słysząc to, zachłysnął się kawą i zaczął głośno kaszleć. O czym one, do cholery, rozmawiały?!
   - E-eren? - wyjąkała Historia z przerażeniem i zawstydzeniem malującym się na twarzy.
   Ymir ponownie wybuchnęła śmiechem i położyła dłoń na ramieniu przyjaciółki.
   - Właśnie spierałyśmy się o to, który z was jest na dole, więc może nam powiesz? - Odwróciła się do Historii, po czym dodała - stawiam dychę, że knypek góruje.
   Eren ze zdumienia szeroko otworzył oczy. Początkowo starał się nie zwracać na nic uwagi i poczekać, aż wszystkim się znudzi, ale ten absurd zaszedł za daleko.
   - To nie tak! - szatyn zamachał rękami, próbując wytłumaczyć Ymir jej pomyłkę.
   - Nie? A może się zmieniacie? - dziewczyna z zaciekawieniem przechyliła głowę. - Nie wstydź się, Yaeger, nam możesz powiedzieć!
   Chłopak wydał z siebie nieartykułowane warknięcie, brzmiące mniej-więcej jak ,,aaarghh!'' i opuścił stołówkę. Miał jeszcze dwadzieścia minut do lekcji biologii i zamierzał spędzić je w zaciszu biblioteki. Jedyny problem stanowił fakt, że nie miał pojęcia, jak do owej biblioteki dotrzeć.
   Eren zaczął się rozglądać za planem uczelni, który powinien gdzieś przecież wisieć. Zirytowany, przestał zwracać uwagę na otoczenie. Zszedł na ziemię dopiero, gdy poczuł, że na kogoś wpadł. Uniósł głowę, gotowy zwyzywać tego, kto śmiał jeszcze bardziej zepsuć mu ten wybitnie pechowy dzień, ale szybko zmienił zdanie, widząc wysokiego, blondwłosego mężczyznę o ostrych rysach i kontrastującym z nimi łagodnym uśmiechem.
   - Wszystko w porządku, Eren?
   - Dzień dobry, panie dyrektorze! Tak, tylko... - zrobił zakłopotaną minę - chyba się pogubiłem.
   Uśmiech Erwina ewoluował z łagodnego w pobłażliwy.
   - To normalne na początku. Gdzie chcesz pójść?
   - Do biblioteki.
   Mężczyzna uniósł swe wyjątkowo grube brwi w geście zdziwienia.
   - Na końcu korytarza. Drzwi po prawej stronie.
   - Dziękuję! - odparł Eren i szybko odszedł, kierując się we wskazane miejsce.
   Chwycił klamkę i powoli wszedł do środka, rozkoszując się panującą wokół ciszą. Nie zdążył nawet dobrze rozejrzeć się po pomieszczeniu, gdy spostrzegł znajomą postać przy jednym z regałów. Zrobił szybki zwrot w tył, ale nie pozostał niezauważony.
   ,,To chyba jakieś żarty''.

środa, 9 września 2015

,,Halo, czy jest na sali lekarz?'' - Levi x Eren (Riren) - Shingeki no Kyojin, rozdział 4

Ufff... Nie było łatwo i zajęło mi to mnóstwo czasu, ale udało się! Jest rozdział. Przyznam szczerze, że gdyby nie komentarz zostawiony pod poprzednim postem pewnie długo jeszcze bym z tym czekała. Mam ostatnio sporo na głowie, ale Wasze odwiedziny i komentarze dają mi niesamowitą siłę do działania i robię, co mogę! :) Dzisiaj znowu krótko, ale przynajmniej coś zaczyna się dziać.
P.s.: Jeszcze raz dziękuję za każdy komentarz! ♥ Kocham Was!

   - Nie.
   Eren westchnął, ale posłusznie zabrał się do rozpinania kolejnej już koszuli. Od prawie dwóch godzin był z Levim na zakupach, które ten sam zaproponował. Brunet był sceptycznie nastawiony do każdego jego wyboru. Najgorsze było jednak to, że miał rację – szatyn nie czuł się dobrze w żadnej z przymierzonych dotychczas rzeczy, a początek roku akademickiego zbliżał się wielkimi krokami.
   Chłopak stał przed lustrem, obrzucając spojrzeniem swój tors, który ostatnio mocno opalił podczas gry w siatkówkę na plaży, gdy Levi bez słowa wtargnął do jego przymierzalni. Eren podskoczył i złapał wiszącą na wieszaku koszulkę, by się nią zasłonić. Brunet spojrzał na niego ponurym wzrokiem.
   - Mogłeś mnie ostrzec! – powiedział Eren z wyrzutem.
   - Nie ma tu niczego, czego już bym nie widział. Chyba, że rozbierasz się całkowicie, żeby przymierzyć pieprzoną koszulę. 
   Eren wymamrotał coś w odpowiedzi, czując się jak ostatni idiota. Nie było powodu do paniki, jaką przed chwilą zaprezentował.
   - Poza tym nie masz się czego wstydzić – dopowiedział Levi, obrzucając go ponownie spojrzeniem.
  Szatyn ze zgrozą poczuł, że na jego policzki wpełznął palący rumieniec.
   Levi podszedł jeszcze bliżej, wyciągnął rękę i po kolei dotykał rękawów przymierzanych przed chwilą przed Erena rzeczy.
   - Gówno – podsumował krótko. – Ubieraj się, idziemy stąd.
   Eren wciągnął na siebie wyblakłą od częstego prania koszulkę (stwierdzając, że naprawdę powinien zastanowić się nad zmianą garderoby) i odchylił zasłonę, puszczając bruneta przodem. Gdy wychodzili z przymierzalni, szatyn napotkał rozbawione spojrzenie dwóch dziewczyn, które szeptały między sobą zawzięcie, patrząc w ich kierunku. Eren zaczerwienił się jeszcze bardziej i spuścił głowę, po czym w pośpiechu wyszedł na zewnątrz.
   Gdy Levi otworzył drzwi niewielkiego sklepu na rogu dwóch spokojnych, mało uczęszczanych ulic, rozległo się cichy dźwięk złotego dzwoneczka. Szatyn wszedł do środka i rozejrzał się. Sklep miał pomalowane na kremowo ściany, z wiszącymi na nich lustrami w drewnianych, zdobionych ramach. W powietrzu unosił się specyficzny zapach, prawdopodobnie specjalnie rozpylanych perfum. W tle leciała muzyka relaksacyjna. Nieliczni klienci spacerowali między wieszakami z podniesionymi głowami, a za nimi kroczyli niestrudzenie pracownicy sklepu i nosili ich ubrania.
   Eren poczuł się nieswojo w tak ekskluzywnym miejscu. Nie lubił chodzić na zakupy, ubrania zwykle kupował przez Internet, nie martwiąc się, jak coś będzie na nim leżało. Lubił ciemne, luźne rzeczy i miał w nosie modę, dlatego nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić.
   Levi tymczasem zdążył już udać się do odpowiedniego dział. Zanim Eren zdążył do niego dołączyć i przejrzeć chociaż część asortymentu, brunet wyciągnął w jego stronę koszulę, która najwyraźniej najbardziej przypadła mu do gustu.
   - Przymierz – polecił, wciskając Erenowi szarą koszulę z guzikami w kolorze głębokiej zieleni.
   Pokazał Erenowi, gdzie są przymierzalnie, tym razem czekając na zewnątrz.
   Eren zapiął wszystkie guziki i przyjrzał się krytycznie swojemu odbiciu. Po chwili jego twarz rozjaśniła się w delikatnym uśmiechu. Szatyn nie przypuszczał, że może dobrze wyglądać i czuć się w czymś tak formalnym. Wyciągnął ręce, upewniając się co do długości rękawów i stwierdził, że są idealnie dopasowane.
   - Nie jest źle – stwierdził Levi, gdy szatyn mu się pokazał. – Weźmiemy tę.
   Eren skinął głową. Mina zrzedła mu dopiero, gdy zobaczył metkę z ceną.
   - Odpada, nie stać mnie na to – zaprotestował.
   - Twojego ojca stać.
   - Ojciec by mnie zabił. Nie lubił nas zbytnio rozpieszczać.
   - W takim razie mnie stać.
   Eren zrobił wielkie oczy.
   - Nie ma mowy, żebyś za to płacił!
   - Właśnie, że jest, więc zamknij się i mnie nie wkurwiaj. Skoro ze mną mieszkasz, to jesteś ze mną kojarzony i masz dobrze jutro wyglądać – uciął Levi.
   Eren zrobił buntowniczą minę, ale wiedział, że jest na przegranej pozycji. Podszedł za Levim do kasy.
   Brunet wyjął kartę kredytową i włożył ją do terminala. Kasjerka, młoda, atrakcyjna dziewczyna, patrzyła na niego z wyraźnym zainteresowaniem. Brunet zignorował ją, ale niemal niedostrzegalnie zmrużył oczy, co znaczyło, że był lekko podirytowany. Eren poczuł nieuzasadnioną złość, gdy dziewczyna zawachlowała sztucznymi rzęsami i wykrzywiła twarz w czymś, co według niej było zapewne uwodzicielskim uśmiechem. Szatyn pomyślał ze złością, że wygląda to, jakby pracowała tutaj dla możliwości podrywania bogatych facetów. Zacisnął lekko pięści i postanowił zrobić jej na złość w – jak sam później pomyślał – najgłupszy i najbardziej nieprzemyślany sposób. Podszedł bliżej Leviego, objął go w talii i cmoknął lekko w policzek.
   - Dziękuję – powiedział, schylając się i opierając brodę o ramię bruneta. Poczuł, że Levi lekko drgnął, ale nie poza tym zachował stoicki spokój. Eren uśmiechnął się do zdezorientowanej i wyraźnie zniesmaczonej blondynki. – Do widzenia! – rzucił radośnie, gdy wychodzili.
   - Co to, kurwa, było? – zapytał Levi, gdy wsiedli do samochodu.
   Eren wzruszył ramionami, nie dając po sobie poznać, że czuje narastający strach o własne życie.
   - Pomogłem ci się pozbyć natrętnej adoratorki – odparł, siląc się na obojętny ton.
   - Cholerny bachor. Odpłacę ci za to.
   Levi więcej się nie odezwał.   
   Wieczorem Eren dostał od Armina wiadomość z pytaniem, czy ma dziś trochę wolnego czasu. Blondyn właśnie skończył przeprowadzkę do innego akademika i chciał się z nim zobaczyć. Szatyn odpisał szybko, ciesząc się na spotkanie z przyjacielem z dzieciństwa.
   Armin był dość małomówny i spokojny. Umiał słuchać, co w przypadku gadatliwego Erena stanowiło doskonałe uzupełnienie. W dodatku był dyskretny i zawsze służył dobrą radą, więc był najbardziej zaufanym powiernikiem sekretów Erena.
   Umówili się w pobliskiej kawiarni, jednym z miejsc, które szatyn zdążył już polubić w nowym mieście. Miał jeszcze pół godziny wolnego czasu, więc poszedł wziąć prysznic i spróbował ułożyć fryzurę. Na nic jednak zdały się jego starania, bo włosy kategorycznie odmawiały współpracy i nadal sterczały na wszystkie strony. Zniecierpliwiony szatyn uczesał się tak, jak zwykle i zapukał do drzwi gabinetu Leviego. Brunet otworzył po dłuższej chwili.
   - Czego chcesz?
   - Wychodzę, będę z Arm...
   - Mhm – mruknął brunet, nie dając mu dokończyć i zatrzaskując mu drzwi przed nosem.
   Eren stał przez chwilę, wpatrując się tępo w ścianę. Nie był zły, że Levi tak go potraktował. Było mu raczej przykro. Zastanawiał się, czy mężczyzna jest obrażony przez jego głupie zachowanie w sklepie, ale nie miał czasu z nim o tym porozmawiać.
   W przedpokoju natknął się na Hanji, wnoszącą do swojej sypialni ogromną tacę z chipsami, paluszkami i innym śmieciowym jedzeniem. Patrząc na jej dietę trudno było pojąć, że nadal była szczupła i zdrowa jak ryba.
   - Coś się stało, Eren? – zapytała z troską.
   - Co? Nie – zaprzeczył trochę zbyt szybko i zmierzwił dłonią włosy w geście zakłopotania. – Wszystko w jak najlepszym porządku.
   Hanji popatrzyła na niego przenikliwym wzrokiem, ale nic nie powiedziała. Skinęła wolno głową.
   - Gdyby działo się coś złego, wiedz, że zawsze możesz do mnie przyjść. Jestem znacznie bardziej inteligentna, niż na to wyglądam.
   - Dzięki – odparł Eren, ściągając z haczyka swoje klucze. – Zapamiętam – dodał, zanim wyszedł.
   Na zewnątrz znacznie się ochłodziło i Eren odetchnął głęboko, ciesząc się orzeźwiającym wiatrem, niosącym ulgę po upalnym dniu. Skierował kroki do kawiarni, próbując wyrzucić z głowy wszystkie złe myśli, ale dziwne i wrogie, nawet jak na niego, zachowanie Leviego nadal go gnębiło.
   Eren rozejrzał się po małej, przytulnej salce i dostrzegł Armina, siedzącego przy schowanym w kącie stoliku. Blondyn prawie się nie zmienił. Gdy tylko zobaczył Erena, jego dziecięco wyglądająca twarz rozpromieniła się jak małe słoneczko. Armin wstał i uśmiechnięty od ucha do ucha podbiegł do szatyna, i objął so w przyjacielskim geście.
   - Ja też za tobą tęskniłem, Ar – zaśmiał się Eren. – Ale mam niesamowitą ochotę na kawę i coś słodkiego, więc usiądźmy i zamówmy coś, okej?
   - Levi cię nie karmi? – spytał Armin, chichocząc.
   Erenowi na myśl o brunecie trochę zrzedła mina, ale szybko przywołał uśmiech na twarz. Nie odpowiadając, usiadł na krześle na przeciwko przyjaciela. Blondyn przyjrzał mu się badawczo.
   - Co się stało, Eren?
   Szatyn westchnął. Mógł się spodziewać, że jeżeli cokolwiek będzie go trapiło, Armin zaraz się zorientuje. Czytał z niego jak z otwartej książki. Blondyn nigdy nie zmuszał go do odpowiedzi, ale ufał mu i nie chciał niczego przed nim ukrywać. Chwilę pomyślał, jak ubrać w słowa swój dzisiejszy wybryk. Nie wiedział, od czego zacząć, ale wreszcie odezwał się i z jego ust popłynął gorączkowy potok słów, podczas którego Armin patrzył na niego z coraz większym zdumieniem.
   - Co zrobiłeś?! – zapytał, najwyraźniej myśląc, że się przesłyszał.
   Eren zawstydził się i zniżył głos niemal do szeptu.
   - No... Cmoknąłem go – powtórzył, patrząc w bok i udając, że bardzo interesują go powieszone na ścianach obrazy. – A teraz on się do mnie nie odzywa, chyba, że koniecznie musi.
   Armin przechylił głowę i zamyślił się nieco.
   - Może nie chodzi o ciebie – powiedział łagodnie, uśmiechając się w sposób, który potrafił uczynić wszystkie troski mniej uciążliwymi.
   Eren zamrugał oczami. Oparł dłonie o stół i pochylił się w jego stronę, gwałtownie odstawiając swoje latte.
   - Jak to?
   - Pomyśl chwilę – Armin uniósł palec. – Jesteś jego podopiecznym i synem dobrego kolegi. Może Levi boi się, że jakoś dotrze to do twojego ojca, a on to weźmie na poważnie. A z drugiej strony...
   - Z drugiej strony co?
   - Może podejrzewać, że się w nim zakochałeś i próbować cię zniechęcić.
   Eren gwałtownie pokręcił głową i zakaszlał, bo zakrztusił się kawą.
   - Bzdura! – prawie krzyknął. – Kelnerka spojrzała na niego z wyrzutem .Posłał jej wymuszony, przepraszający uśmiech. – Przecież to tylko żarty. On o tym wie. Musi wiedzieć!
    Armin wzruszył ramionami.
   - To tylko teoria. W każdym razie przejdzie mu.
   Eren nie drążył tematu. Wyjaśnienie przyjaciele chwilowo go przekonało i miał zamiar trzymać się tej wersji. – Nie wiem, jak ty, ale ja zamówiłbym jeszcze bajgla!
   Armin zaśmiał się. Reszta wieczoru upłynęła w miłej, radosnej atmosferze. Po dziesiątej rozeszli się w swoje strony, by przygotować się do pierwszego dnia szkoły.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

,,Halo, czy jest na sali lekarz?'' - Levi x Eren (Riren) - Shingeki no Kyojin, rozdział 3

Nadal nie wiem, jak to się stało, ale poniosła mnie wena i trzeci rozdział jest już gotowy! Myślę, że nietrudno rozszyfrować plan Hanji, ale jej pokój póki co pozostanie taką zagadką, jak piwnica doktora Jaegera. Bo mogę. Swoją drogą nie ogarniam czcionki na tym blogu, gry przeklejam coś z Worda (a zwykle piszę w tym właśnie programie, bo jest mi wygodniej). Kiedyś to naprawię, ale dziś nie jest ten dzień. 
Zapraszam do czytania! 8)





   Podczas kolacji słychać było jedynie odgłosy przeżuwania i dzwonienie kubków odstawianych na blat stołu. Eren, nieprzyzwyczajony do ciszy, z ulgą przyjął zakończenie posiłku.
   - Pozmywam! – zaoferował się z przesadnym entuzjazmem. Zebrał naczynia i zaniósł je do zlewu. Zanim sięgnął po gąbkę, Levi ostudził jego zapał.
   - Nie umiesz obsługiwać zmywarki?
   Eren westchnął w duchu. Wszystko, co robił, okazywało się głupie i bezsensowne. Chciał w jakiś sposób zaimponować Leviemu, pokazać mu, że mężczyzna mylił się co do niego, ale brunet skutecznie mu to utrudniał. Nie oznaczało to, że chłopak miał zamiar się poddać. Eren Jaeger nigdy się nie poddawał! Szatyn ułożył naczynia w zmywarce, po czym wyszedł na spotkanie Hanji, która właśnie wróciła.
   - Czeeeść! – powiedziała głośno, zrzucając buty i zostawiając je pod drzwiami. Napotkała spojrzenie Leviego i szybko naprawiła swój błąd, wytykając brunetowi za plecami język. – Jak się czujesz, Eren? Pewnie się wynudziłeś z tym starym zrzędą, ale nie martw się! Ciocia Hanji wróciła i chętnie się tobą zajmie!
   - Co to, to nie – wtrącił się Levi. – Nie oddałbym ci nawet psa w opiekę, więc nie zostawię ci tego bachora, chociaż chwilami bardzo bym chciał.
   Hanji zrobiła obrażoną minę, ale w jej oczach zabłysły figlarne iskierki.
   - Jeśli ty nie chcesz zająć się naszym gościem, to wezmę to na siebie – postanowiła i zerknęła na Leviego, jak gdyby czekała na oklaski za to niesamowite poświęcenie.
   Levi nie zaszczycił jej nawet spojrzeniem swoich chłodnym, stalowoszarych oczu (Eren zastanawiał się, jakim cudem nie zwrócił na nie wcześniej większej uwagi?) i odezwał się do Erena:
   - Ubieraj się, gówniarzu. Pokażę ci miasto, żebyś wiedział, gdzie szukać sobie jakiegoś zajęcia.
   Kobieta popatrzyła na niego triumfalnie. Odprowadziła wzrokiem zdezorientowanego Erena, gdy ten znikał za drzwiami i pomachała mu na pożegnanie, po czym pokazała mu dwa uniesione w górę kciuki. Chłopak wzruszył ramionami, nie mając pojęcia, co miał znaczyć ten gest ze strony Hanji. Życzyła mu szczęścia? Przecież nie mogło być tak źle. Levi nie był psychopatą. Chyba, że...
   - Otworzysz te pieprzone drzwi, czy to dla ciebie zbyt skomplikowane?
   Eren otrząsnął się, słysząc głos bruneta i chwycił za klamkę. Po chwili znaleźli się na zewnątrz. Chłopak dopiero teraz miał czas, żeby rozejrzeć się po najbliższej okolicy. Osiedle było ciche i spokojne, ale przede wszystkim zadziwiająco czyste. Idealne miejsce dla takiego pedanta jak Levi.
   Opuścili ogrodzony teren podwórka i poszli w prawo, w kierunku centrum miasta. Erena zaskoczyło, jak szybko ze spokojnej okolicy przemieścili się do pełnego gwaru miasta. Na rogach ulic stały kina, teatry, kluby i sale koncertowe. Wokół placu głównego otwarto restauracje, cukiernie i puby, obecnie pełne ludzi, cieszących się ostatnimi dniami wakacji. Trost był tłocznym, żywym miejscem. Erena od razu ujęła jego atmosfera. Zabudowa była tu niższa, niż można było spodziewać się po gęsto zaludnionym, akademickim mieście i chłopak uniósł głowę, patrząc w bezchmurne niebo, i wystawiając twarz do słońca.
   Levi spojrzał na zegarek.
   - Musimy już wracać? – zapytał Eren, rozczarowany, chociaż zupełnie nie miał ku temu powodów. Mógł tu wrócić sam, kiedy tylko zapragnie.
   - Nie – odparł Levi. – Pieprzę ustalanie planu dnia.
   Usta Erena wykrzywiły się w szerokim uśmiechu. Zignorował pogardliwe westchnięcie Leviego. Mimo braku entuzjazmu ze strony mężczyzny, szatyn miło spędził ostatnie pół godziny w jego towarzystwie i nie miał jeszcze ochoty wracać do domu.
   - Uprawiasz jakiś sport? – zapytał Levi.
   Szatyn energicznie pokiwał głową. Uwielbiał wysiłek fizyczny, nie mógł długo usiedzieć w jednym miejscu. W szkole średniej brał udział w zawodach z każdej możliwej dyscypliny. Jego technika pozostawiała wiele do życzenia, ale dawał z siebie wszystko, dzięki czemu osiągał zadowalające rezultaty i często stawał na podium. Był również niekwestionowanym mistrzem i dumą szkolnej drużyny w jednej z gier zespołowych.
   - Gram w siatkówkę.
   - Hm.
   Levi gestem nakazał Erenowi, by szedł za nim. Minęli niewielką galerię handlową, należący do niej parking i kilka bloków mieszkalnych, po czym zboczyli z chodnika na niewielką, kamienną ścieżkę, prowadzącą w dół. Na jej końcu rozciągała się plaża, przylegająca do sztucznego jeziorka. Z prawej strony, otoczone siatką, znajdowało się boisko do piłki plażowej.
   - Super! – krzyknął Eren i przyspieszył.
   Levi wymamrotał coś o niezdyscyplinowanych gówniarzach, ale dostosował tempo. Szatyn zakrył usta dłonią, tłumiąc śmiech, gdy zobaczył, jak szybko Levi musi przebierać nogami, by za nim nadążyć.
   Nagle Eren zobaczył coś, a raczej kogoś i przystanął gwałtownie. Jean Kirschstein, ostatnia osoba, którą chciałby widzieć. Czemu akurat tutaj musieli na siebie wpaść?
   Prawie dwa miesiące wcześniej, po ogłoszeniu wyników i list uczniów, którzy dostali się na wymarzone kierunki, uniwersytet w Troście wysłał przyszłych pierwszoroczniaków na bezpłatną, obowiązkową wycieczkę w góry. Podczas trzydniowego pobytu w pensjonacie ponad setka dziewiętnasto- i dwudziestolatków miała okazję się poznać i zintegrować. Był to pomysł dyrektora Erwina, mający na celu zminimalizowanie stresu pierwszego dnia na nowej uczelni. Mężczyzna stwierdził, całkiem logicznie zresztą, że uczniowie szybciej zaaklimatyzują się, jeśli już wcześniej nawiążą jakieś znajomości.
   Eren miał dość trudny charakter. Zbyt łatwo się ekscytował i złościł, często działał pod wpływem emocji, i mówił, zanim pomyślał. Jego usposobienie było jednak na tyle przyjazne, że wzbudzał sympatię. On sam też od razu polubił większość uczniów. Wyjątkiem był Jean, chłopak o twarzy konia (tak przynajmniej sądził Eren) i najgorszej technice podrywu, jaką Eren kiedykolwiek widział.
   - Przyszedłeś, żebym mógł skopać ci dupę? – zapytał Jean, szczerząc zęby.
   Eren zgromił go wzrokiem.
   - Twoje niedoczekanie, końska mordo.
   Oblicze Jeana przybrało wyraz zaciętości, gdy mierzył wzrokiem szatyna. Po chwili jednak stracił nim zainteresowanie, bo dostrzegł stojącą obok niego, niższą postać o nieodgadnionym wyrazie twarzy.
   - Rozumiem, że nie masz przyjaciół, którzy mogliby z tobą pograć, ale to już przesada. Przecież ten karzeł nawet nie dosięgnie siatki.
   Eren rzucił się w kierunku Jeana, by siłą wyperswadować mu takie zwracanie się do jego autorytetu, ale brunet złapał go za nadgarstek, zmuszając do pozostania w miejscu.
   - Kirschstein, ty idioto. Zastanów się czasem, zanim coś powiesz.
   Jean zamrugał oczami, zdziwiony, po czym nagle doznał olśnienia.
   - Doktor Ackerman! Prze-przepraszam bardzo, ja... – wyjąkał, ale Levi nie dał mu dokończyć.
   - Zamknij się. Nadal chcesz ,,skopać dupę’’ mojemu podopiecznemu?
   - Le-levi! – zaprotestował Eren. Nie miał zamiaru słuchać kolejnych docinków ze strony Jeana, tym razem na temat tego, że niańczy go trzydziestoletni mężczyzna.
   - Szanuję pana, doktorze, ale to nie znaczy, że zaprzyjaźnię się z tym kretynem – wypalił Jean, wskazując szatyna.
   Eren po raz kolejny stwierdził, że więcej nie zniesie i postanowił wsadzić ten koński łeb w piasek, a następnie wbić go głębiej własnym butem, ale Levi znów ostudził jego zapał, uderzając go w głowę. Cios był na tyle lekki, by nie wyrządzić mu krzywdy, ale na tyle mocny, by wywołać ból i pełne wyrzutu spojrzenie wielkich, zielonych oczu. Chłopak uznał, że Levi jest niesprawiedliwy i zrobił naburmuszoną minę.
   - Gdzie czwarty zawodnik? – spytał Levi.
   - Co? – Jean był zdezorientowany.
   - Mam zamiar wpuścić ci wpierdol w meczu dwa na dwa, więc wysil się i policz. Brakuje nam jednej osoby. Dobierz sobie kogoś, chyba, że już się poddajesz.
   Chłopak zaśmiał się.
   - Ostrzegam, że całkiem nieźle gram – oznajmił z dumą.
   Eren przysłuchiwał się tej wymianie zdań z rosnącym zdumieniem, a jednocześnie ekscytacją. Poszedł za przykładem Leviego i dla wygody zdjął buty, pozwalając nagrzanemu piaskowi przesypywać się między palcami.
   - Maarco! – zawołał Jean. – Chodź, ci panowie proszą się o nauczkę!
   Marco podszedł niespiesznym krokiem i przywitał się grzecznie. W odróżnieniu od Jeana był nieśmiałym, uprzejmym chłopcem i ich przyjaźń była najlepszym dowodem na to, że przeciwieństwa się przyciągają.
   - Pospieszcie się, dzieciaki, nie mam całego dnia – ponaglił Levi, ściągając rozpiętą już wcześniej koszulę.
   Eren mimowolnie zlustrował półnagiego Leviego wzrokiem i stwierdził w duchu, że zdecydowanie nie tego się spodziewał. Brunet wydawał mu się po prostu drobny i nie podejrzewał, że jest tak dobrze zbudowany. Levi był wysportowany i umięśniony, ale nie przesadnie. Eren poczuł lekkie ukłucie zazdrości. Jego sylwetka, z której zawsze był zadowolony, nagle zaczęła wypadać dziwnie blado. Jean chyba myślał podobnie, bo mimo gorąca nie kwapił się do zrzucenia T-shirtu. Marco natomiast był bardziej skrępowany samym faktem rozbierania się, niż swoją szczupłą, chłopięcą figurą.
   Gdy już cała czwórka ułożyła swoje ubrania (Levi swoją koszulkę powiesił złożoną na siatce) i ustawiła się na miejscach, Connie, który przyjął rolę samozwańczego sędzi, rzucił pierwszą piłkę.
   Początkowo walka była zacięta i wyrównana, ale jeśli Marco z Jeanem grali bardzo dobrze, to Eren i Levi byli na boisku prawdziwymi geniuszami. Wszystkie akcje bruneta wyglądały, jakby były dokładnie zaplanowane. Eren nadrabiał zaciętością i refleksem. Nawet świetnie zgranie się nie pomogło przeciwnikom i wkrótce ich sytuacja stała się wręcz dramatyczna. Levi i Eren prowadzili dziesięcioma punktami, gdy nadszedł czas na piłkę setową. Jean zaserwował. Piłka gładko przeleciała nad siatką. Eren szykował się do odbioru, ale po drodze jego wzrok padł na okolice łopatek Leviego. Sposób, w jaki brunet, przyjmując pozycję napiął mięśnie pleców, na chwilę odebrał mu zdolność poruszania się. Piłka wylądowała tuż przed jego stopami. Jean prawie zakrztusił się ze śmiechu, a Levi rzucił mu zmęczone spojrzenie.
   - Co to, kurwa, miało być?
   Zmieszany chłopak wzruszył ramionami. Co miał odpowiedzieć? ,,Zapatrzyłem się na twoje plecy w basku zachodzącego słońca’’? Szybko odgonił tę głupią myśl i zamienił się miejscem z Levim. Mężczyzna podrzucił i odbił piłkę, która zawadziła o siatkę. Gdy już wydawało się, że upadnie z powrotem na ich stronę, przeturlała się, przesądzając o definitywnym zwycięstwie prowadzącej drużyny.
   - Taaaak! – wrzasnął Eren, ściągając na siebie uwagę plażowiczów i bez zastanowienia podbiegł do Leviego z rozwartą, uniesioną dłonią. Levi popatrzył na nią chwilę i bez pośpiechu wyciągnął swoją dłoń, przybijając z Erenem piątkę.
   - Dałem ci wygrać! – krzyknął Jean z drugiego końca boiska. – Jeszcze zobaczysz, Jaeger!
   - Naucz się przegrywać, Kirschstein, bo niedługo stanie się to twoją codziennością! – odciął się Eren. – Do zobaczenia, Marco!
   Piegowaty chłopak uśmiechnął się delikatnie i pomachał Erenowi. Szatyn odwzajemnił gest i zaczął szybko się ubierać, by dogonić odchodzącego już Leviego.
   - Dziękuję – powiedział, gdy oddalili się od plaży.
   - Co?
   - Dziękuję – powtórzył. – Za spędzenie ze mną czasu, który na pewno uważasz za zmarnowany... A przede wszystkim za pokazanie końskiej twarzy, gdzie jego miejsce! – dodał, nie kryjąc zadowolenia.
   Levi prychnął.
   - Nie zrobiłem tego dla ciebie. Po prostu mnie wkurwił. 


   Kiedy wrócili do mieszkania, było już ciemno, ale temperatura na zewnątrz nadal wynosiła około dwudziestu pięciu stopni. Eren był spocony, czuł się brudny i marzył jedynie o prysznicu, ale Levi zajął łazienkę pierwszy, co nie było zaskoczeniem. Po chwili dało się słyszeć szum wody. Chłopak westchnął i skierował się do swojego pokoju, by naszykować potrzebne rzeczy. Później usiadł na podłodze, oparty o łóżko i spojrzał na zdjęcie Mikasy w prostej, drewnianej ramce. Dziewczyna uśmiechała się nieśmiało do obiektywu. Eren zrobił to zdjęcie zeszłego lata, na wycieczce do wesołego miasteczka. W tle widać było diabelski młyn, z którego zeszli tuż przed tym, jak Eren dorwał się do aparatu.
   Zanim Eren zdążył za bardzo zagłębić się w myślach, usłyszał podniesiony głos Hanji i niecenzuralną odpowiedź Leviego. Znowu byli w trakcie jednej ze swych słownych potyczek. Eren zabrał z łóżka rzeczy do spania, szampon, szczoteczkę i parę innych niezbędnych przyborów.
   - Cześć, skarbie! – wykrzyknęła Hanji z kuchni. – Levi właśnie opowiadał mi, jak cudowny wieczór razem spędziliście.
   - Skończ pieprzyć, okularnico – odezwał się brunet.
   Eren wywrócił oczami. Przynajmniej nie będzie się z nimi nudził.