Nareszcie wróciłam. Zajrzałam tu z ciekawości, by przypomnieć sobie, jak dawno udostępniłam poprzedni post, mając nadzieję, że da mi to motywacyjnego kopa w tyłek. Bardziej jednak poskutkował komentarz Echo, za co serdecznie dziękuję. Ogólnie nie wiem, czym zasłużyłam sobie na tak wspaniałych czytelników <3 Przepraszam, że tak długo zwlekałam z rozdziałem, ale znów dopadła mnie rzeczywistość, później brak weny, a na koniec problemy z Internetem. Wszelkie błędy proszę mi zgłaszać. Z tego rozdziału nie jestem zbyt zadowolona, chyba dlatego, że pisałam go w urywkach - trochę na lekcji, troszkę w pracy, reszta w domu nad atlasem od geografii... Ech. Jeśli to jest ta dorosłość, to ssie. Rozdział bardzo króciutki, naprawdę nie umiem w długie ;__;
Eren odwrócił się na pięcie, ignorując szydercze nawoływania Jeana. Ostatnim, na co miał teraz ochotę, było użeranie się z tym idiotą. Co on w ogóle robił w bibliotece? Udawał, że umie czytać?
Eren szedł przed siebie szerokim korytarzem, nie oglądając się, póki nie dotarł do nieużywanej już części uczelni. Panował tu lekki półmrok, a na długich, drewnianych ławkach siedziało kilka pojedynczych osób, zapewne tak jak on szukających wytchnienia od tłumu i hałasu. Doszedł do ściany kończącej korytarz i ujrzał Marco, siedzącego na nie prowadzących donikąd schodkach. Szatyn przyłączył się do niego. Marco uśmiechnął się.
- Ciekawe miejsce, nie sądzisz? - zagaił.
Eren wzruszył ramionami.
- No nie wiem. Jakoś tu... ponuro.
Marco ze zrozumieniem siknął głową.
- Zastanawiałem się właśnie, skąd się tu wziąłeś - powiedział, nie kryjąc rozbawienia.
Eren już podczas wyjazdu integracyjnego dał mu się poznać jako osoba niezwykle energiczna i lubiąca być w centrum uwagi, dlatego nie spodziewał się go tutaj.
- Moja popularność mnie przegoniła i chyba nie nadążam - odparł szatyn ironicznie.
Marco przyjrzał mu się badawczo. Słyszał o ostatnim dzisiejszym wydarzeniu. Jak prawie każdy.
- Nie powinieneś się tym przejmować, jeśli jesteś z nim szczęśliwy. Ludzie gadają, bo lubią gadać, ale w końcu się znudzą i przestaną. Zawsze tak jest. Wystarczy, że znajdą sobie inny temat do plotek.
Eren westchnął, Ostatnio często mu się to zdarzało i musiał zacząć się pilnować, by nie weszło mu to w nawyk.
- To zupełnie nie tak. Levi postanowił się odgryźć w taki sposób i... - Eren nie wiedział, jak wytłumaczyć koledze całą sytuację.
Od rana unikał wyjaśniania nieporozumienia, bo uważał, że i tak nikt go nie zrozumie. Z Marco było inaczej. Z jakiegoś powodu wzbudzał zaufanie i szatyn miał ochotę o wszystkim mu opowiedzieć. Podzielić się obawami i emocjami, które jak zwykle zbyt łatwo przejęły nad nim kontrolę. Nie miał pojęcia, od czego zacząć, więc zaczął od samego początku. Nim się zorientował, zarysował koledze relacje z Levim w ostatnich dniach. Mówienie niczego nie rozwiązało, ale i tak poczuł się, jakby ktoś zdjął z niego ogromny ciężar.
Marco wysłuchał go cierpliwie. Ani razu nie przerwał i nie poganiał go, gdy zaczął. Po prostu siedział obok, uważnie wsłuchany, patrząc przyjaźnie.
- Co właściwie sądzisz o Levim? - zapytał, przerywając ciszę.
Eren wyrwał się z chwilowego odrętwienia.
- Co masz na myśli?
- To nieistotne. Powiedz o pierwszym, co przyszło ci na myśl, gdy o nim wspomniałem.
- Jest niski i złośliwy - odparł Eren z niezadowoloną miną, łagodniejąc po chwili. - Ale jest też przystojny i piekielnie inteligentny. W dodatku ma świetnie wyćwiczone ciało - wyrwało mu się. Zorientował się, co powiedział, i odwrócił głowę, by Marco nie zobaczył jego zawstydzenia.
- Aha! - powiedział Marco triumfalnie.
- Co?!
- Lubisz go - powiedział Marco. - Powinieneś się zastanowić, w jakim stopniu. Nikt Ci nie uświadomi tego, co dzieje się w twojej głowie. Najpierw sam musisz przestać się okłamywać. A ja życzę ci jak najlepiej. Chodź, spóźnimy się na zajęcia.
Eren patrzył chwilę na oddalającego się kolegę, przetwarzając jego słowa. Wreszcie doszło do niego, co zasugerował mu Marco. Co za bzdury, to przecież niemożliwe!
Hanji opuściła teren uczelni, rozglądając się uważnie. Do tej pory udało jej się nie natknąć na Erena. Nie chciała, by za wcześnie dowiedział się, że od przyszłego miesiąca będzie uczyć go biologii. Obecny wykładowca wybierał się na dłuższy urlop, by pomóc żonie, która niedawno urodziła bliźniaki. Nie mogła jej się trafić lepsza okazja. Wreszcie znalazła satysfakcjonującą pracę i była pewna, że Eren też się ucieszy. Będzie miał niesamowitą niespodziankę!
Niemal frunęła z radości, cudem unikając potrącania ludzi. Zeszła na ziemię dopiero, gdy przypomniała sobie o czekającej ją w domu rozmowie.
Co ten Levi sobie wyobrażał? Mało brakowało, żeby wyszła z siebie, kiedy doszły do niej chodzące po uczelni pogłoski. Czuła się za niego odpowiedzialna wobec Erena. Powinna mieć na Leviego jakiś wpływ i miała zamiar zrobić wszystko, by uchronić Erena przed kolejnymi głupotami bruneta. Było jej szkoda podopiecznego, który na pewno przechodził piekło. Wiedziała z doświadczenia, jak niedojrzali bywają niektórzy studenci.
Przeszła przez parking i zauważyła, że samochód Leviego stoi na swoim miejscu. Najwyraźniej już wrócił, więc powinna zdążyć rozmówić się z nim przed powrotem Erena.
Spacerująca w pobliżu kobieta przyglądała się ze zdziwieniem Hanji, z furią wstukującej kod do mieszkania. Udało jej się dopiero za trzecim razem. Spojrzała w kierunku windy, ale zrezygnowała z tego pomysłu. Pobiegła na górę, pokonując po dwa stopnie naraz.
W głowie kotłowało jej się milion myśli. Trudno było jej dopuścić do świadomości fakt, że Levi zachował się tak lekkomyślnie. To zawsze on, razem z Erwinem, byli od trzeźwego i racjonalnego postępowania. Strofowali ją i troszczyli się, gdy robiła głupoty. Levi nigdy się do tego nie przyznał, ale wiedziała, jaki jest wobec niej opiekuńczy. I nagle, w wieku trzydziestu lat, opuścił go rozum i postanowił pocałować syna kolegi tuż przed jego uczelnią. Nie za wcześnie na kryzys wieku średniego?
Hanji weszła do przedpokoju i zrzuciła buty, zostawiając je na środku. Wiedziała, jak to złości Leviego, ale tym mogła się zająć później. Wtargnęła do kuchni. Levi nawet nie podniósł na nią wzroku. Hanji zabrała mu filiżankę z herbatą i wylała zawartość do zlewu.
- Co ty odpierdalasz? - zapytał głośno, patrząc na nią. Gdyby wzrok mógł zabijać, na pewno padłaby trupem.
- To moje pytanie! - odparła, z impetem odstawiając filiżankę na blat. - Wracam z uczelni Erena, gdzie byłam na rozmowie kwalifikacyjnej.
Przez twarz Leviego przebiegł cień niepokoju, ale znikł tak szybko, jak się pojawił.
- I? - spytał krótko, wstając i otwierając szafkę. Wyjął z niej pojemnik z zieloną herbatą.
- I?! Czy ty siebie słyszysz?! - szatynka zamachała rękami. - Eren jest pod twoją opieką.
- Masz rację - odparł spokojnie Levi, odmierzając idealny czas parzenia herbaty.
- Właśnie, że mam ra... Co?
- Masz rację. Eren jest pod moją opieką, więc przestań się wpierdalać - powiedział, po czym wyszedł. Chwilę później usłyszała trzaśnięcie drzwi od jego gabinetu.
- Jesteś idiotą! - krzyknęła, zaciskając pięści. - Sam powinieneś najlepiej wiedzieć, jak okrutni bywają ludzie w tym wieku!
Levi prychnął i uchylił lekko drzwi, pilnując jednak, by nie dało się wejść do środka.
- Wiem, ale potrafiłem sobie z nimi poradzić. Jeśli Eren nie umie, to już tylko i wyłącznie jego problem.
- Wiesz, co jest twoim problemem Levi? Nie to, że jesteś gejem. Nie to, że nie możesz wykonywać swojego zawodu. Twoim problemem jest to, że udajesz aroganckiego dupka, który nie przejmuje się innymi ludźmi - rzuciła. Chwyciła klamkę jego drzwi, zamykając je. Nie miała ochoty na niego patrzeć.
środa, 2 grudnia 2015
środa, 23 września 2015
,,Halo, czy jest na sali lekarz?'' - Levi x Eren (Riren) - Shingeki no Kyojin, rozdział 5
Cześć! c: Na początek chciałam baardzo podziękować komentującym osobom. Bez Was tego rozdziału na pewno nie byłoby tak szybko. Niesamowicie motywujecie mnie do pracy. ♥ W związku z tym postanowiłam zignorować fakt, że od tygodnia śpię po góra 5 godzin i odłożyć obowiązki na trochę później, chociaż dedlajny gonią. Trzymajcie za mnie kciuki :D
Ps.: Nie umiem pisać długich rozdziałów :'c
Dodałam możliwość obserwowania bloga, w razie jakby ktoś chciał, żeby wyświetlały się powiadomienia o nowych notkach i takich tam. Nie przedłużam już bardziej - zapraszam do przeczytania kolejnego rozdziału (rany, to już naprawdę piąty?!).
Eren nakrył głowę poduszką i wyciągnął rękę, by wyłączyć budzik, ale nie było go na szafce nocnej. Jęknął i otworzył jedno oko, nie będąc w stanie zlokalizować źródła irytującego dźwięku.
- Nawet o tym nie myśl, gówniarzu.
Głos Leviego podziałał na Erena jak kubeł zimnej wody. Szatyn niemal wyskoczył z łóżka i stanął na baczność. Levi westchnął i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Za godzinę masz być gotowy. Mam spotkanie w pobliżu twojej uczelni. Podwiozę cię.
Eren kiwnął głową i nie mógł powstrzymać uśmiechu, wpełzającego na jego wargi. Levi prychnął i wyszedł, zostawiając do samego. Zachowywał się jak zwykle, co oznaczało, że nie był już zły. Eren poczuł ulgę.
Levi nie był osobą, z którą łatwo było nawiązać bliższy kontakt, ale szatynowi mimo to brakowało ich krótkich wymian zdań. Nigdy nie lubił kłócić się z domownikami, więc postanowił nie denerwować już bruneta i pospieszyć się, by ten nie musiał na niego czekać.
Wziął szybki prysznic i wytarł włosy, nie zadając sobie trudu uczesania ich. Po wyschnięciu i tak zaczynały żyć własnym życiem, więc szkoda było tracić na nie czas. Ubrał się i spojrzał w lustro. Jak na kogoś, kto przez prawie całą noc nie zmrużył oka, wyglądał całkiem dobrze. Zapiął koszulę pod szyją i poszedł do kuchni. Zaparzył kawę i usiadł na przeciwko Leviego. Mężczyzna nie podniósł wzroku. W jednej dłoni trzymał dokumenty, a w drugiej filiżankę z zieloną herbatą. Eren nieraz zastanawiał się, jak można to w ogóle pić.
- Idę po samochód - oznajmił Levi, układając papiery w równy stosik. Podszedł do haczyka i zdjął z niego klucze. - Za pięć minut na dole.
Eren zostawił niedopite latte i posprzątał po sobie.. W ekspresowym tempie umył zęby, przeczesał włosy - bardziej z przyzwyczajenia niż z nadziei na poprawę - i założył buty. W połowie drogi przypomniało mu się, że nie zamknął drzwi i musiał z powrotem wjeżdżać windą na górę. Kiedy wyszedł z budynku, auto Leviego stało już na podjeździe. Szatyn wsiadł i zapiął pasy.
Eren czuł rosnącą ekscytację. Nie martwił się, czy poradzi sobie na studiach. Takie wątpliwości nie leżały w jego naturze. Wręcz nie mógł się doczekać by udowodnić wszystkim, a w szczególności Leviemu, na ile go stać. Próbował porozmawiać z brunetem, by podróż zleciała mu szybciej, ale jego odpowiedzi były krótkie i wypowiadane z wyraźną niechęcią.
- Poczekaj - powiedział Levi, parkując przed uczelnią.
Eren spojrzał na niego pytającym wzrokiem, ale o nic nie pytał. Wiedział, że nie otrzyma odpowiedzi, dopóki mężczyzna sam nie zechce jej udzielić.
Levi obszedł auto i otworzył drzwi od strony pasażera. Złapał szatyna za nadgarstek i pociągnął lekko, sugerując, że ma wysiąść. Chłopak popatrzył na niego, wzruszył ramionami i wstał. Levi przesunał go delikatnie w bok, po czym oparł o samochód.
- C-co robisz? - wyjąkał Eren, wstrzymując oddech.
Levi podszedł bliżej i oparł dłonie o jego klatkę piersiową. Wspiął się na palce i wyszeptał mu do ucha:
- Pamiętasz, bachorze, jak mówiłem, że się zemszczę?
- N-nie? - zaryzykował Eren.
- Przypomnę ci. Teraz moja kolej na małe przedstawienie. Spróbuj je popsuć, a gorzko tego pożałujesz.
Eren nerwowo przełknął ślinę i poprawił kołnierzyk. Zrobiło mu się strasznie gorąco. Chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo brunet jedną ręką objął go w talii, a drugą położył na jego karku, zmuszając go do schylenia się i złączył ich wargi. Eren poczuł, że palą go policzki i był pewien, że wygląda jak dorodny pomidor, a bicie jego serca słychać w całej okolicy. Cieszył się, że miał oparcie, bo w innym wypadku z pewnością by upadł.
Levi odsunął się od niego i położył mu dłoń na policzku. Uśmiechnął się ironicznie.
- Nie zadzieraj ze mną, Eren - powiedział jeszcze.
Sposób, w jaki brunet wypowiedział jego imię, wywołał dziwne dreszcze na plecach Erena. Szatyn stał jak sparaliżowany jeszcze długo po tym, jak samochód Leviego zniknął za rokiem. Z odrętwienia wyrwało go dopiero wibrowanie telefonu, komunikujące słaby poziom baterii. Eren wyłączył urządzenie i odwrócił się w stronę dziedzińca. Jedno spojrzenie w tamtym kierunku wywołało jęk grozy. Na schodach, tuż przed głównym wejściem, stało kilkunastu przyglądających mu się w ciszy studentów. Zapowiadał się bardzo długi dzień.
Eren próbował skupić się na zajęciach, ale świadomość, że ciągle jest obserwowany nie ułatwiała mu zadania. Większość znajomych zupełnie zignorowała sytuację, której świadkami się stali, ale nie każdy miał wystarczająco dużo taktu.
Szatyn siedział w szkolnej kawiarence, pijąc drugą tego dnia kawę i wpatrywał się tępo w ścianę przed sobą. Stolik obok zajmowały dwie dziewczyny z jego roku - Ymir i Historia. Eren przypadkiem wyłapywał fragmenty ich rozmowy.
- Ymir, myślę, że powinnaś dać temu spokój. To nie nasza sprawa.
- Przestań być tak do bólu poprawna - prychnęła ciemnowłosa. - Dam ci spokój, jak mi odpowiesz. Nie wmówisz mi, że nie jesteś ciekawa.
Blondynka westchnęła cicho.
- Myślę, że Eren. Jest sporo wyższy. To... kanon.
Ymir roześmiała się głośno.
- Bzdura! W porównaniu do tamtego faceta Yaeger wygląda jak niewiniątko.
Eren, słysząc to, zachłysnął się kawą i zaczął głośno kaszleć. O czym one, do cholery, rozmawiały?!
- E-eren? - wyjąkała Historia z przerażeniem i zawstydzeniem malującym się na twarzy.
Ymir ponownie wybuchnęła śmiechem i położyła dłoń na ramieniu przyjaciółki.
- Właśnie spierałyśmy się o to, który z was jest na dole, więc może nam powiesz? - Odwróciła się do Historii, po czym dodała - stawiam dychę, że knypek góruje.
Eren ze zdumienia szeroko otworzył oczy. Początkowo starał się nie zwracać na nic uwagi i poczekać, aż wszystkim się znudzi, ale ten absurd zaszedł za daleko.
- To nie tak! - szatyn zamachał rękami, próbując wytłumaczyć Ymir jej pomyłkę.
- Nie? A może się zmieniacie? - dziewczyna z zaciekawieniem przechyliła głowę. - Nie wstydź się, Yaeger, nam możesz powiedzieć!
Chłopak wydał z siebie nieartykułowane warknięcie, brzmiące mniej-więcej jak ,,aaarghh!'' i opuścił stołówkę. Miał jeszcze dwadzieścia minut do lekcji biologii i zamierzał spędzić je w zaciszu biblioteki. Jedyny problem stanowił fakt, że nie miał pojęcia, jak do owej biblioteki dotrzeć.
Eren zaczął się rozglądać za planem uczelni, który powinien gdzieś przecież wisieć. Zirytowany, przestał zwracać uwagę na otoczenie. Zszedł na ziemię dopiero, gdy poczuł, że na kogoś wpadł. Uniósł głowę, gotowy zwyzywać tego, kto śmiał jeszcze bardziej zepsuć mu ten wybitnie pechowy dzień, ale szybko zmienił zdanie, widząc wysokiego, blondwłosego mężczyznę o ostrych rysach i kontrastującym z nimi łagodnym uśmiechem.
- Wszystko w porządku, Eren?
- Dzień dobry, panie dyrektorze! Tak, tylko... - zrobił zakłopotaną minę - chyba się pogubiłem.
Uśmiech Erwina ewoluował z łagodnego w pobłażliwy.
- To normalne na początku. Gdzie chcesz pójść?
- Do biblioteki.
Mężczyzna uniósł swe wyjątkowo grube brwi w geście zdziwienia.
- Na końcu korytarza. Drzwi po prawej stronie.
- Dziękuję! - odparł Eren i szybko odszedł, kierując się we wskazane miejsce.
Chwycił klamkę i powoli wszedł do środka, rozkoszując się panującą wokół ciszą. Nie zdążył nawet dobrze rozejrzeć się po pomieszczeniu, gdy spostrzegł znajomą postać przy jednym z regałów. Zrobił szybki zwrot w tył, ale nie pozostał niezauważony.
,,To chyba jakieś żarty''.
Ps.: Nie umiem pisać długich rozdziałów :'c
Dodałam możliwość obserwowania bloga, w razie jakby ktoś chciał, żeby wyświetlały się powiadomienia o nowych notkach i takich tam. Nie przedłużam już bardziej - zapraszam do przeczytania kolejnego rozdziału (rany, to już naprawdę piąty?!).
Eren nakrył głowę poduszką i wyciągnął rękę, by wyłączyć budzik, ale nie było go na szafce nocnej. Jęknął i otworzył jedno oko, nie będąc w stanie zlokalizować źródła irytującego dźwięku.
- Nawet o tym nie myśl, gówniarzu.
Głos Leviego podziałał na Erena jak kubeł zimnej wody. Szatyn niemal wyskoczył z łóżka i stanął na baczność. Levi westchnął i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Za godzinę masz być gotowy. Mam spotkanie w pobliżu twojej uczelni. Podwiozę cię.
Eren kiwnął głową i nie mógł powstrzymać uśmiechu, wpełzającego na jego wargi. Levi prychnął i wyszedł, zostawiając do samego. Zachowywał się jak zwykle, co oznaczało, że nie był już zły. Eren poczuł ulgę.
Levi nie był osobą, z którą łatwo było nawiązać bliższy kontakt, ale szatynowi mimo to brakowało ich krótkich wymian zdań. Nigdy nie lubił kłócić się z domownikami, więc postanowił nie denerwować już bruneta i pospieszyć się, by ten nie musiał na niego czekać.
Wziął szybki prysznic i wytarł włosy, nie zadając sobie trudu uczesania ich. Po wyschnięciu i tak zaczynały żyć własnym życiem, więc szkoda było tracić na nie czas. Ubrał się i spojrzał w lustro. Jak na kogoś, kto przez prawie całą noc nie zmrużył oka, wyglądał całkiem dobrze. Zapiął koszulę pod szyją i poszedł do kuchni. Zaparzył kawę i usiadł na przeciwko Leviego. Mężczyzna nie podniósł wzroku. W jednej dłoni trzymał dokumenty, a w drugiej filiżankę z zieloną herbatą. Eren nieraz zastanawiał się, jak można to w ogóle pić.
- Idę po samochód - oznajmił Levi, układając papiery w równy stosik. Podszedł do haczyka i zdjął z niego klucze. - Za pięć minut na dole.
Eren zostawił niedopite latte i posprzątał po sobie.. W ekspresowym tempie umył zęby, przeczesał włosy - bardziej z przyzwyczajenia niż z nadziei na poprawę - i założył buty. W połowie drogi przypomniało mu się, że nie zamknął drzwi i musiał z powrotem wjeżdżać windą na górę. Kiedy wyszedł z budynku, auto Leviego stało już na podjeździe. Szatyn wsiadł i zapiął pasy.
Eren czuł rosnącą ekscytację. Nie martwił się, czy poradzi sobie na studiach. Takie wątpliwości nie leżały w jego naturze. Wręcz nie mógł się doczekać by udowodnić wszystkim, a w szczególności Leviemu, na ile go stać. Próbował porozmawiać z brunetem, by podróż zleciała mu szybciej, ale jego odpowiedzi były krótkie i wypowiadane z wyraźną niechęcią.
- Poczekaj - powiedział Levi, parkując przed uczelnią.
Eren spojrzał na niego pytającym wzrokiem, ale o nic nie pytał. Wiedział, że nie otrzyma odpowiedzi, dopóki mężczyzna sam nie zechce jej udzielić.
Levi obszedł auto i otworzył drzwi od strony pasażera. Złapał szatyna za nadgarstek i pociągnął lekko, sugerując, że ma wysiąść. Chłopak popatrzył na niego, wzruszył ramionami i wstał. Levi przesunał go delikatnie w bok, po czym oparł o samochód.
- C-co robisz? - wyjąkał Eren, wstrzymując oddech.
Levi podszedł bliżej i oparł dłonie o jego klatkę piersiową. Wspiął się na palce i wyszeptał mu do ucha:
- Pamiętasz, bachorze, jak mówiłem, że się zemszczę?
- N-nie? - zaryzykował Eren.
- Przypomnę ci. Teraz moja kolej na małe przedstawienie. Spróbuj je popsuć, a gorzko tego pożałujesz.
Eren nerwowo przełknął ślinę i poprawił kołnierzyk. Zrobiło mu się strasznie gorąco. Chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo brunet jedną ręką objął go w talii, a drugą położył na jego karku, zmuszając go do schylenia się i złączył ich wargi. Eren poczuł, że palą go policzki i był pewien, że wygląda jak dorodny pomidor, a bicie jego serca słychać w całej okolicy. Cieszył się, że miał oparcie, bo w innym wypadku z pewnością by upadł.
Levi odsunął się od niego i położył mu dłoń na policzku. Uśmiechnął się ironicznie.
- Nie zadzieraj ze mną, Eren - powiedział jeszcze.
Sposób, w jaki brunet wypowiedział jego imię, wywołał dziwne dreszcze na plecach Erena. Szatyn stał jak sparaliżowany jeszcze długo po tym, jak samochód Leviego zniknął za rokiem. Z odrętwienia wyrwało go dopiero wibrowanie telefonu, komunikujące słaby poziom baterii. Eren wyłączył urządzenie i odwrócił się w stronę dziedzińca. Jedno spojrzenie w tamtym kierunku wywołało jęk grozy. Na schodach, tuż przed głównym wejściem, stało kilkunastu przyglądających mu się w ciszy studentów. Zapowiadał się bardzo długi dzień.
Eren próbował skupić się na zajęciach, ale świadomość, że ciągle jest obserwowany nie ułatwiała mu zadania. Większość znajomych zupełnie zignorowała sytuację, której świadkami się stali, ale nie każdy miał wystarczająco dużo taktu.
Szatyn siedział w szkolnej kawiarence, pijąc drugą tego dnia kawę i wpatrywał się tępo w ścianę przed sobą. Stolik obok zajmowały dwie dziewczyny z jego roku - Ymir i Historia. Eren przypadkiem wyłapywał fragmenty ich rozmowy.
- Ymir, myślę, że powinnaś dać temu spokój. To nie nasza sprawa.
- Przestań być tak do bólu poprawna - prychnęła ciemnowłosa. - Dam ci spokój, jak mi odpowiesz. Nie wmówisz mi, że nie jesteś ciekawa.
Blondynka westchnęła cicho.
- Myślę, że Eren. Jest sporo wyższy. To... kanon.
Ymir roześmiała się głośno.
- Bzdura! W porównaniu do tamtego faceta Yaeger wygląda jak niewiniątko.
Eren, słysząc to, zachłysnął się kawą i zaczął głośno kaszleć. O czym one, do cholery, rozmawiały?!
- E-eren? - wyjąkała Historia z przerażeniem i zawstydzeniem malującym się na twarzy.
Ymir ponownie wybuchnęła śmiechem i położyła dłoń na ramieniu przyjaciółki.
- Właśnie spierałyśmy się o to, który z was jest na dole, więc może nam powiesz? - Odwróciła się do Historii, po czym dodała - stawiam dychę, że knypek góruje.
Eren ze zdumienia szeroko otworzył oczy. Początkowo starał się nie zwracać na nic uwagi i poczekać, aż wszystkim się znudzi, ale ten absurd zaszedł za daleko.
- To nie tak! - szatyn zamachał rękami, próbując wytłumaczyć Ymir jej pomyłkę.
- Nie? A może się zmieniacie? - dziewczyna z zaciekawieniem przechyliła głowę. - Nie wstydź się, Yaeger, nam możesz powiedzieć!
Chłopak wydał z siebie nieartykułowane warknięcie, brzmiące mniej-więcej jak ,,aaarghh!'' i opuścił stołówkę. Miał jeszcze dwadzieścia minut do lekcji biologii i zamierzał spędzić je w zaciszu biblioteki. Jedyny problem stanowił fakt, że nie miał pojęcia, jak do owej biblioteki dotrzeć.
Eren zaczął się rozglądać za planem uczelni, który powinien gdzieś przecież wisieć. Zirytowany, przestał zwracać uwagę na otoczenie. Zszedł na ziemię dopiero, gdy poczuł, że na kogoś wpadł. Uniósł głowę, gotowy zwyzywać tego, kto śmiał jeszcze bardziej zepsuć mu ten wybitnie pechowy dzień, ale szybko zmienił zdanie, widząc wysokiego, blondwłosego mężczyznę o ostrych rysach i kontrastującym z nimi łagodnym uśmiechem.
- Wszystko w porządku, Eren?
- Dzień dobry, panie dyrektorze! Tak, tylko... - zrobił zakłopotaną minę - chyba się pogubiłem.
Uśmiech Erwina ewoluował z łagodnego w pobłażliwy.
- To normalne na początku. Gdzie chcesz pójść?
- Do biblioteki.
Mężczyzna uniósł swe wyjątkowo grube brwi w geście zdziwienia.
- Na końcu korytarza. Drzwi po prawej stronie.
- Dziękuję! - odparł Eren i szybko odszedł, kierując się we wskazane miejsce.
Chwycił klamkę i powoli wszedł do środka, rozkoszując się panującą wokół ciszą. Nie zdążył nawet dobrze rozejrzeć się po pomieszczeniu, gdy spostrzegł znajomą postać przy jednym z regałów. Zrobił szybki zwrot w tył, ale nie pozostał niezauważony.
,,To chyba jakieś żarty''.
środa, 9 września 2015
,,Halo, czy jest na sali lekarz?'' - Levi x Eren (Riren) - Shingeki no Kyojin, rozdział 4
Ufff... Nie było łatwo i zajęło mi to mnóstwo czasu, ale udało się! Jest rozdział. Przyznam szczerze, że gdyby nie komentarz zostawiony pod poprzednim postem pewnie długo jeszcze bym z tym czekała. Mam ostatnio sporo na głowie, ale Wasze odwiedziny i komentarze dają mi niesamowitą siłę do działania i robię, co mogę! :) Dzisiaj znowu krótko, ale przynajmniej coś zaczyna się dziać.
P.s.: Jeszcze raz dziękuję za każdy komentarz! ♥ Kocham Was!
Eren wymamrotał coś w odpowiedzi, czując się jak ostatni idiota. Nie było powodu do paniki, jaką przed chwilą zaprezentował.
Armin wzruszył ramionami.
- To tylko teoria. W każdym razie przejdzie mu.
Eren nie drążył tematu. Wyjaśnienie przyjaciele chwilowo go przekonało i miał zamiar trzymać się tej wersji. – Nie wiem, jak ty, ale ja zamówiłbym jeszcze bajgla!
P.s.: Jeszcze raz dziękuję za każdy komentarz! ♥ Kocham Was!
- Nie.
Eren westchnął, ale posłusznie zabrał się do rozpinania kolejnej już koszuli. Od prawie dwóch godzin był z Levim na zakupach, które ten sam zaproponował. Brunet był sceptycznie nastawiony do każdego jego wyboru. Najgorsze było jednak to, że miał rację – szatyn nie czuł się dobrze w żadnej z przymierzonych dotychczas rzeczy, a początek roku akademickiego zbliżał się wielkimi krokami.
Chłopak stał przed lustrem, obrzucając spojrzeniem swój tors, który ostatnio mocno opalił podczas gry w siatkówkę na plaży, gdy Levi bez słowa wtargnął do jego przymierzalni. Eren podskoczył i złapał wiszącą na wieszaku koszulkę, by się nią zasłonić. Brunet spojrzał na niego ponurym wzrokiem.
- Mogłeś mnie ostrzec! – powiedział Eren z wyrzutem.
- Nie ma tu niczego, czego
już bym nie widział. Chyba, że rozbierasz się całkowicie, żeby przymierzyć
pieprzoną koszulę. Eren westchnął, ale posłusznie zabrał się do rozpinania kolejnej już koszuli. Od prawie dwóch godzin był z Levim na zakupach, które ten sam zaproponował. Brunet był sceptycznie nastawiony do każdego jego wyboru. Najgorsze było jednak to, że miał rację – szatyn nie czuł się dobrze w żadnej z przymierzonych dotychczas rzeczy, a początek roku akademickiego zbliżał się wielkimi krokami.
Chłopak stał przed lustrem, obrzucając spojrzeniem swój tors, który ostatnio mocno opalił podczas gry w siatkówkę na plaży, gdy Levi bez słowa wtargnął do jego przymierzalni. Eren podskoczył i złapał wiszącą na wieszaku koszulkę, by się nią zasłonić. Brunet spojrzał na niego ponurym wzrokiem.
- Mogłeś mnie ostrzec! – powiedział Eren z wyrzutem.
Eren wymamrotał coś w odpowiedzi, czując się jak ostatni idiota. Nie było powodu do paniki, jaką przed chwilą zaprezentował.
- Poza tym nie masz się
czego wstydzić – dopowiedział Levi, obrzucając go ponownie spojrzeniem.
Szatyn ze zgrozą poczuł,
że na jego policzki wpełznął palący rumieniec.
Levi podszedł jeszcze
bliżej, wyciągnął rękę i po kolei dotykał rękawów przymierzanych przed chwilą
przed Erena rzeczy.
- Gówno – podsumował
krótko. – Ubieraj się, idziemy stąd.
Eren wciągnął na siebie
wyblakłą od częstego prania koszulkę (stwierdzając, że naprawdę powinien
zastanowić się nad zmianą garderoby) i odchylił zasłonę, puszczając bruneta
przodem. Gdy wychodzili z przymierzalni, szatyn napotkał rozbawione spojrzenie
dwóch dziewczyn, które szeptały między sobą zawzięcie, patrząc w ich kierunku.
Eren zaczerwienił się jeszcze bardziej i spuścił głowę, po czym w pośpiechu
wyszedł na zewnątrz.
Gdy Levi otworzył drzwi
niewielkiego sklepu na rogu dwóch spokojnych, mało uczęszczanych ulic, rozległo
się cichy dźwięk złotego dzwoneczka. Szatyn wszedł do środka i rozejrzał się.
Sklep miał pomalowane na kremowo ściany, z wiszącymi na nich lustrami w
drewnianych, zdobionych ramach. W powietrzu unosił się specyficzny zapach,
prawdopodobnie specjalnie rozpylanych perfum. W tle leciała muzyka
relaksacyjna. Nieliczni klienci spacerowali między wieszakami z podniesionymi
głowami, a za nimi kroczyli niestrudzenie pracownicy sklepu i nosili ich
ubrania.
Eren poczuł się nieswojo
w tak ekskluzywnym miejscu. Nie lubił chodzić na zakupy, ubrania zwykle kupował
przez Internet, nie martwiąc się, jak coś będzie na nim leżało. Lubił ciemne,
luźne rzeczy i miał w nosie modę, dlatego nie bardzo wiedział, co ze sobą
zrobić.
Levi tymczasem zdążył
już udać się do odpowiedniego dział. Zanim Eren zdążył do niego dołączyć i
przejrzeć chociaż część asortymentu, brunet wyciągnął w jego stronę koszulę,
która najwyraźniej najbardziej przypadła mu do gustu.
- Przymierz – polecił,
wciskając Erenowi szarą koszulę z guzikami w kolorze głębokiej zieleni.
Pokazał Erenowi, gdzie
są przymierzalnie, tym razem czekając na zewnątrz.
Eren zapiął wszystkie
guziki i przyjrzał się krytycznie swojemu odbiciu. Po chwili jego twarz
rozjaśniła się w delikatnym uśmiechu. Szatyn nie przypuszczał, że może dobrze
wyglądać i czuć się w czymś tak formalnym. Wyciągnął ręce, upewniając się co do
długości rękawów i stwierdził, że są idealnie dopasowane.
- Nie jest źle –
stwierdził Levi, gdy szatyn mu się pokazał. – Weźmiemy tę.
Eren skinął głową. Mina
zrzedła mu dopiero, gdy zobaczył metkę z ceną.
- Odpada, nie stać mnie
na to – zaprotestował.
- Twojego ojca stać.
- Ojciec by mnie zabił.
Nie lubił nas zbytnio rozpieszczać.
- W takim razie mnie
stać.
Eren zrobił wielkie oczy.
Eren zrobił wielkie oczy.
- Nie ma mowy, żebyś za
to płacił!
- Właśnie, że jest, więc
zamknij się i mnie nie wkurwiaj. Skoro ze mną mieszkasz, to jesteś ze mną
kojarzony i masz dobrze jutro wyglądać – uciął Levi.
Eren zrobił buntowniczą
minę, ale wiedział, że jest na przegranej pozycji. Podszedł za Levim do kasy.
Brunet wyjął kartę
kredytową i włożył ją do terminala. Kasjerka, młoda, atrakcyjna dziewczyna,
patrzyła na niego z wyraźnym zainteresowaniem. Brunet zignorował ją, ale niemal
niedostrzegalnie zmrużył oczy, co znaczyło, że był lekko podirytowany. Eren
poczuł nieuzasadnioną złość, gdy dziewczyna zawachlowała sztucznymi rzęsami i
wykrzywiła twarz w czymś, co według niej było zapewne uwodzicielskim uśmiechem.
Szatyn pomyślał ze złością, że wygląda to, jakby pracowała tutaj dla możliwości
podrywania bogatych facetów. Zacisnął lekko pięści i postanowił zrobić jej na
złość w – jak sam później pomyślał – najgłupszy i najbardziej nieprzemyślany
sposób. Podszedł bliżej Leviego, objął go w talii i cmoknął lekko w policzek.
- Dziękuję – powiedział,
schylając się i opierając brodę o ramię bruneta. Poczuł, że Levi lekko drgnął,
ale nie poza tym zachował stoicki spokój. Eren uśmiechnął się do
zdezorientowanej i wyraźnie zniesmaczonej blondynki. – Do widzenia! – rzucił
radośnie, gdy wychodzili.
- Co to, kurwa, było? – zapytał Levi, gdy wsiedli do samochodu.
- Co to, kurwa, było? – zapytał Levi, gdy wsiedli do samochodu.
Eren wzruszył ramionami,
nie dając po sobie poznać, że czuje narastający strach o własne życie.
- Pomogłem ci się pozbyć
natrętnej adoratorki – odparł, siląc się na obojętny ton.
- Cholerny bachor.
Odpłacę ci za to.
Levi więcej się nie
odezwał.
Wieczorem Eren dostał od
Armina wiadomość z pytaniem, czy ma dziś trochę wolnego czasu. Blondyn właśnie
skończył przeprowadzkę do innego akademika i chciał się z nim zobaczyć. Szatyn
odpisał szybko, ciesząc się na spotkanie z przyjacielem z dzieciństwa.
Armin był dość małomówny
i spokojny. Umiał słuchać, co w przypadku gadatliwego Erena stanowiło doskonałe
uzupełnienie. W dodatku był dyskretny i zawsze służył dobrą radą, więc był
najbardziej zaufanym powiernikiem sekretów Erena.
Umówili się w pobliskiej
kawiarni, jednym z miejsc, które szatyn zdążył już polubić w nowym mieście.
Miał jeszcze pół godziny wolnego czasu, więc poszedł wziąć prysznic i spróbował
ułożyć fryzurę. Na nic jednak zdały się jego starania, bo włosy kategorycznie
odmawiały współpracy i nadal sterczały na wszystkie strony. Zniecierpliwiony
szatyn uczesał się tak, jak zwykle i zapukał do drzwi gabinetu Leviego. Brunet
otworzył po dłuższej chwili.
- Czego chcesz?
- Wychodzę, będę z
Arm...
- Mhm – mruknął brunet,
nie dając mu dokończyć i zatrzaskując mu drzwi przed nosem.
Eren stał przez chwilę,
wpatrując się tępo w ścianę. Nie był zły, że Levi tak go potraktował. Było mu
raczej przykro. Zastanawiał się, czy mężczyzna jest obrażony przez jego głupie
zachowanie w sklepie, ale nie miał czasu z nim o tym porozmawiać.
W przedpokoju natknął
się na Hanji, wnoszącą do swojej sypialni ogromną tacę z chipsami, paluszkami i
innym śmieciowym jedzeniem. Patrząc na jej dietę trudno było pojąć, że nadal
była szczupła i zdrowa jak ryba.
- Coś się stało, Eren? –
zapytała z troską.
- Co? Nie – zaprzeczył
trochę zbyt szybko i zmierzwił dłonią włosy w geście zakłopotania. – Wszystko w
jak najlepszym porządku.
Hanji popatrzyła na
niego przenikliwym wzrokiem, ale nic nie powiedziała. Skinęła wolno głową.
- Gdyby działo się coś
złego, wiedz, że zawsze możesz do mnie przyjść. Jestem znacznie bardziej
inteligentna, niż na to wyglądam.
- Dzięki – odparł Eren,
ściągając z haczyka swoje klucze. – Zapamiętam – dodał, zanim wyszedł.
Na zewnątrz znacznie się
ochłodziło i Eren odetchnął głęboko, ciesząc się orzeźwiającym wiatrem,
niosącym ulgę po upalnym dniu. Skierował kroki do kawiarni, próbując wyrzucić z
głowy wszystkie złe myśli, ale dziwne i wrogie, nawet jak na niego, zachowanie
Leviego nadal go gnębiło.
Eren rozejrzał się po
małej, przytulnej salce i dostrzegł Armina, siedzącego przy schowanym w kącie
stoliku. Blondyn prawie się nie zmienił. Gdy tylko zobaczył Erena, jego
dziecięco wyglądająca twarz rozpromieniła się jak małe słoneczko. Armin wstał i
uśmiechnięty od ucha do ucha podbiegł do szatyna, i objął so w przyjacielskim
geście.
- Ja też za tobą
tęskniłem, Ar – zaśmiał się Eren. – Ale mam niesamowitą ochotę na kawę i coś
słodkiego, więc usiądźmy i zamówmy coś, okej?
- Levi cię nie karmi? –
spytał Armin, chichocząc.
Erenowi na myśl o
brunecie trochę zrzedła mina, ale szybko przywołał uśmiech na twarz. Nie
odpowiadając, usiadł na krześle na przeciwko przyjaciela. Blondyn przyjrzał mu
się badawczo.
- Co się stało, Eren?
Szatyn westchnął. Mógł się
spodziewać, że jeżeli cokolwiek będzie go trapiło, Armin zaraz się zorientuje.
Czytał z niego jak z otwartej książki. Blondyn nigdy nie zmuszał go do odpowiedzi,
ale ufał mu i nie chciał niczego przed nim ukrywać. Chwilę pomyślał, jak ubrać
w słowa swój dzisiejszy wybryk. Nie wiedział, od czego zacząć, ale wreszcie
odezwał się i z jego ust popłynął gorączkowy potok słów, podczas którego Armin
patrzył na niego z coraz większym zdumieniem.
- Co zrobiłeś?! –
zapytał, najwyraźniej myśląc, że się przesłyszał.
Eren zawstydził się i
zniżył głos niemal do szeptu.
- No... Cmoknąłem go –
powtórzył, patrząc w bok i udając, że bardzo interesują go powieszone na
ścianach obrazy. – A teraz on się do mnie nie odzywa, chyba, że koniecznie musi.
Armin przechylił głowę i
zamyślił się nieco.
- Może nie chodzi o
ciebie – powiedział łagodnie, uśmiechając się w sposób, który potrafił uczynić
wszystkie troski mniej uciążliwymi.
Eren zamrugał oczami.
Oparł dłonie o stół i pochylił się w jego stronę, gwałtownie odstawiając swoje
latte.
- Jak to?
- Pomyśl chwilę – Armin uniósł
palec. – Jesteś jego podopiecznym i synem dobrego kolegi. Może Levi boi się, że
jakoś dotrze to do twojego ojca, a on to weźmie na poważnie. A z drugiej
strony...
- Z drugiej strony co?
- Może podejrzewać, że
się w nim zakochałeś i próbować cię zniechęcić.
Eren gwałtownie pokręcił
głową i zakaszlał, bo zakrztusił się kawą.
- Bzdura! – prawie krzyknął.
– Kelnerka spojrzała na niego z wyrzutem .Posłał jej wymuszony, przepraszający
uśmiech. – Przecież to tylko żarty. On o tym wie. Musi wiedzieć!Armin wzruszył ramionami.
- To tylko teoria. W każdym razie przejdzie mu.
Eren nie drążył tematu. Wyjaśnienie przyjaciele chwilowo go przekonało i miał zamiar trzymać się tej wersji. – Nie wiem, jak ty, ale ja zamówiłbym jeszcze bajgla!
Armin zaśmiał się.
Reszta wieczoru upłynęła w miłej, radosnej atmosferze. Po dziesiątej rozeszli
się w swoje strony, by przygotować się do pierwszego dnia szkoły.
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
,,Halo, czy jest na sali lekarz?'' - Levi x Eren (Riren) - Shingeki no Kyojin, rozdział 3
Nadal nie wiem, jak to się stało, ale poniosła mnie wena i trzeci rozdział jest już gotowy! Myślę, że nietrudno rozszyfrować plan Hanji, ale jej pokój póki co pozostanie taką zagadką, jak piwnica doktora Jaegera. Bo mogę. Swoją drogą nie ogarniam czcionki na tym blogu, gry przeklejam coś z Worda (a zwykle piszę w tym właśnie programie, bo jest mi wygodniej). Kiedyś to naprawię, ale dziś nie jest ten dzień.
Zapraszam do czytania! 8)
Zapraszam do czytania! 8)
Podczas kolacji słychać było jedynie odgłosy
przeżuwania i dzwonienie kubków odstawianych na blat stołu. Eren,
nieprzyzwyczajony do ciszy, z ulgą przyjął zakończenie posiłku.
- Pozmywam! – zaoferował się z przesadnym
entuzjazmem. Zebrał naczynia i zaniósł je do zlewu. Zanim sięgnął po gąbkę,
Levi ostudził jego zapał.
- Nie umiesz obsługiwać zmywarki?
Eren westchnął w duchu. Wszystko, co robił,
okazywało się głupie i bezsensowne. Chciał w jakiś sposób zaimponować Leviemu,
pokazać mu, że mężczyzna mylił się co do niego, ale brunet skutecznie mu to
utrudniał. Nie oznaczało to, że chłopak miał zamiar się poddać. Eren Jaeger
nigdy się nie poddawał! Szatyn ułożył naczynia w zmywarce, po czym wyszedł na
spotkanie Hanji, która właśnie wróciła.
- Czeeeść! – powiedziała głośno, zrzucając
buty i zostawiając je pod drzwiami. Napotkała spojrzenie Leviego i szybko
naprawiła swój błąd, wytykając brunetowi za plecami język. – Jak się czujesz,
Eren? Pewnie się wynudziłeś z tym starym zrzędą, ale nie martw się! Ciocia
Hanji wróciła i chętnie się tobą zajmie!
- Co to, to nie – wtrącił się Levi. – Nie
oddałbym ci nawet psa w opiekę, więc nie zostawię ci tego bachora, chociaż
chwilami bardzo bym chciał.
Hanji zrobiła obrażoną minę, ale w jej
oczach zabłysły figlarne iskierki.
- Jeśli ty nie chcesz zająć się naszym
gościem, to wezmę to na siebie – postanowiła i zerknęła na Leviego, jak gdyby
czekała na oklaski za to niesamowite poświęcenie.
Levi nie zaszczycił jej nawet spojrzeniem
swoich chłodnym, stalowoszarych oczu (Eren zastanawiał się, jakim cudem nie
zwrócił na nie wcześniej większej uwagi?) i odezwał się do Erena:
- Ubieraj się, gówniarzu. Pokażę ci miasto,
żebyś wiedział, gdzie szukać sobie jakiegoś zajęcia.
Kobieta popatrzyła na niego triumfalnie.
Odprowadziła wzrokiem zdezorientowanego Erena, gdy ten znikał za drzwiami i
pomachała mu na pożegnanie, po czym pokazała mu dwa uniesione w górę kciuki.
Chłopak wzruszył ramionami, nie mając pojęcia, co miał znaczyć ten gest ze
strony Hanji. Życzyła mu szczęścia? Przecież nie mogło być tak źle. Levi nie
był psychopatą. Chyba, że...
- Otworzysz te pieprzone drzwi, czy to dla
ciebie zbyt skomplikowane?
Eren otrząsnął się, słysząc głos bruneta i
chwycił za klamkę. Po chwili znaleźli się na zewnątrz. Chłopak dopiero teraz
miał czas, żeby rozejrzeć się po najbliższej okolicy. Osiedle było ciche i
spokojne, ale przede wszystkim zadziwiająco czyste. Idealne miejsce dla takiego
pedanta jak Levi.
Opuścili ogrodzony teren podwórka i poszli w
prawo, w kierunku centrum miasta. Erena zaskoczyło, jak szybko ze spokojnej
okolicy przemieścili się do pełnego gwaru miasta. Na rogach ulic stały kina,
teatry, kluby i sale koncertowe. Wokół placu głównego otwarto restauracje,
cukiernie i puby, obecnie pełne ludzi, cieszących się ostatnimi dniami wakacji.
Trost był tłocznym, żywym miejscem. Erena od razu ujęła jego atmosfera.
Zabudowa była tu niższa, niż można było spodziewać się po gęsto zaludnionym,
akademickim mieście i chłopak uniósł głowę, patrząc w bezchmurne niebo, i
wystawiając twarz do słońca.
Levi spojrzał na zegarek.
- Musimy już wracać? – zapytał Eren,
rozczarowany, chociaż zupełnie nie miał ku temu powodów. Mógł tu wrócić sam,
kiedy tylko zapragnie.
- Nie – odparł Levi. – Pieprzę ustalanie
planu dnia.
Usta Erena wykrzywiły się w szerokim
uśmiechu. Zignorował pogardliwe westchnięcie Leviego. Mimo braku entuzjazmu ze
strony mężczyzny, szatyn miło spędził ostatnie pół godziny w jego towarzystwie
i nie miał jeszcze ochoty wracać do domu.
- Uprawiasz jakiś sport? – zapytał Levi.
Szatyn energicznie pokiwał głową. Uwielbiał
wysiłek fizyczny, nie mógł długo usiedzieć w jednym miejscu. W szkole średniej
brał udział w zawodach z każdej możliwej dyscypliny. Jego technika pozostawiała
wiele do życzenia, ale dawał z siebie wszystko, dzięki czemu osiągał
zadowalające rezultaty i często stawał na podium. Był również niekwestionowanym
mistrzem i dumą szkolnej drużyny w jednej z gier zespołowych.
- Gram w siatkówkę.
- Hm.
Levi gestem nakazał Erenowi, by szedł za
nim. Minęli niewielką galerię handlową, należący do niej parking i kilka bloków
mieszkalnych, po czym zboczyli z chodnika na niewielką, kamienną ścieżkę,
prowadzącą w dół. Na jej końcu rozciągała się plaża, przylegająca do sztucznego
jeziorka. Z prawej strony, otoczone siatką, znajdowało się boisko do piłki
plażowej.
- Super! – krzyknął Eren i przyspieszył.
Levi wymamrotał coś o niezdyscyplinowanych gówniarzach,
ale dostosował tempo. Szatyn zakrył usta dłonią, tłumiąc śmiech, gdy zobaczył,
jak szybko Levi musi przebierać nogami, by za nim nadążyć.
Nagle Eren zobaczył coś, a raczej kogoś i
przystanął gwałtownie. Jean Kirschstein, ostatnia osoba, którą chciałby
widzieć. Czemu akurat tutaj musieli na siebie wpaść?
Prawie dwa miesiące wcześniej, po ogłoszeniu
wyników i list uczniów, którzy dostali się na wymarzone kierunki, uniwersytet w
Troście wysłał przyszłych pierwszoroczniaków na bezpłatną, obowiązkową
wycieczkę w góry. Podczas trzydniowego pobytu w pensjonacie ponad setka
dziewiętnasto- i dwudziestolatków miała okazję się poznać i zintegrować. Był to
pomysł dyrektora Erwina, mający na celu zminimalizowanie stresu pierwszego dnia
na nowej uczelni. Mężczyzna stwierdził, całkiem logicznie zresztą, że uczniowie
szybciej zaaklimatyzują się, jeśli już wcześniej nawiążą jakieś znajomości.
Eren miał dość trudny charakter. Zbyt łatwo
się ekscytował i złościł, często działał pod wpływem emocji, i mówił, zanim
pomyślał. Jego usposobienie było jednak na tyle przyjazne, że wzbudzał
sympatię. On sam też od razu polubił większość uczniów. Wyjątkiem był Jean,
chłopak o twarzy konia (tak przynajmniej sądził Eren) i najgorszej technice
podrywu, jaką Eren kiedykolwiek widział.
- Przyszedłeś, żebym mógł skopać ci dupę? –
zapytał Jean, szczerząc zęby.
Eren zgromił go wzrokiem.
- Twoje
niedoczekanie, końska mordo.
Oblicze Jeana przybrało wyraz zaciętości,
gdy mierzył wzrokiem szatyna. Po chwili jednak stracił nim zainteresowanie, bo
dostrzegł stojącą obok niego, niższą postać o nieodgadnionym wyrazie twarzy.
- Rozumiem, że nie masz przyjaciół, którzy
mogliby z tobą pograć, ale to już przesada. Przecież ten karzeł nawet nie
dosięgnie siatki.
Eren rzucił się w kierunku Jeana, by siłą
wyperswadować mu takie zwracanie się do jego autorytetu, ale brunet złapał go
za nadgarstek, zmuszając do pozostania w miejscu.
- Kirschstein, ty idioto. Zastanów się
czasem, zanim coś powiesz.
Jean zamrugał oczami, zdziwiony, po czym
nagle doznał olśnienia.
- Doktor Ackerman! Prze-przepraszam bardzo,
ja... – wyjąkał, ale Levi nie dał mu dokończyć.
- Zamknij się. Nadal chcesz ,,skopać dupę’’
mojemu podopiecznemu?
- Le-levi! – zaprotestował Eren. Nie miał
zamiaru słuchać kolejnych docinków ze strony Jeana, tym razem na temat tego, że
niańczy go trzydziestoletni mężczyzna.
- Szanuję pana, doktorze, ale to nie znaczy,
że zaprzyjaźnię się z tym kretynem – wypalił Jean, wskazując szatyna.
Eren po raz kolejny stwierdził, że więcej
nie zniesie i postanowił wsadzić ten koński łeb w piasek, a następnie wbić go
głębiej własnym butem, ale Levi znów ostudził jego zapał, uderzając go w głowę.
Cios był na tyle lekki, by nie wyrządzić mu krzywdy, ale na tyle mocny, by
wywołać ból i pełne wyrzutu spojrzenie wielkich, zielonych oczu. Chłopak uznał,
że Levi jest niesprawiedliwy i zrobił naburmuszoną minę.
- Gdzie czwarty zawodnik? – spytał Levi.
- Co? – Jean był zdezorientowany.
- Mam zamiar wpuścić ci wpierdol w meczu dwa
na dwa, więc wysil się i policz. Brakuje nam jednej osoby. Dobierz sobie kogoś,
chyba, że już się poddajesz.
Chłopak zaśmiał się.
- Ostrzegam, że całkiem nieźle gram –
oznajmił z dumą.
Eren przysłuchiwał się tej wymianie zdań z
rosnącym zdumieniem, a jednocześnie ekscytacją. Poszedł za przykładem Leviego i
dla wygody zdjął buty, pozwalając nagrzanemu piaskowi przesypywać się między
palcami.
- Maarco! – zawołał Jean. – Chodź, ci
panowie proszą się o nauczkę!
Marco podszedł niespiesznym krokiem i
przywitał się grzecznie. W odróżnieniu od Jeana był nieśmiałym, uprzejmym
chłopcem i ich przyjaźń była najlepszym dowodem na to, że przeciwieństwa się
przyciągają.
- Pospieszcie się, dzieciaki, nie mam całego
dnia – ponaglił Levi, ściągając rozpiętą już wcześniej koszulę.
Eren mimowolnie zlustrował półnagiego
Leviego wzrokiem i stwierdził w duchu, że zdecydowanie nie tego się spodziewał.
Brunet wydawał mu się po prostu drobny i nie podejrzewał, że jest tak dobrze
zbudowany. Levi był wysportowany i umięśniony, ale nie przesadnie. Eren poczuł
lekkie ukłucie zazdrości. Jego sylwetka, z której zawsze był zadowolony, nagle
zaczęła wypadać dziwnie blado. Jean chyba myślał podobnie, bo mimo gorąca nie
kwapił się do zrzucenia T-shirtu. Marco natomiast był bardziej skrępowany samym
faktem rozbierania się, niż swoją szczupłą, chłopięcą figurą.
Gdy już cała czwórka ułożyła swoje ubrania
(Levi swoją koszulkę powiesił złożoną na siatce) i ustawiła się na miejscach,
Connie, który przyjął rolę samozwańczego sędzi, rzucił pierwszą piłkę.
Początkowo walka była zacięta i wyrównana,
ale jeśli Marco z Jeanem grali bardzo dobrze, to Eren i Levi byli na boisku
prawdziwymi geniuszami. Wszystkie akcje bruneta wyglądały, jakby były dokładnie
zaplanowane. Eren nadrabiał zaciętością i refleksem. Nawet świetnie zgranie się
nie pomogło przeciwnikom i wkrótce ich sytuacja stała się wręcz dramatyczna.
Levi i Eren prowadzili dziesięcioma punktami, gdy nadszedł czas na piłkę
setową. Jean zaserwował. Piłka gładko przeleciała nad siatką. Eren szykował się
do odbioru, ale po drodze jego wzrok padł na okolice łopatek Leviego. Sposób, w
jaki brunet, przyjmując pozycję napiął mięśnie pleców, na chwilę odebrał mu
zdolność poruszania się. Piłka wylądowała tuż przed jego stopami. Jean prawie
zakrztusił się ze śmiechu, a Levi rzucił mu zmęczone spojrzenie.
- Co to, kurwa, miało być?
Zmieszany chłopak wzruszył ramionami. Co
miał odpowiedzieć? ,,Zapatrzyłem się na twoje plecy w basku zachodzącego słońca’’?
Szybko odgonił tę głupią myśl i zamienił się miejscem z Levim. Mężczyzna podrzucił
i odbił piłkę, która zawadziła o siatkę. Gdy już wydawało się, że upadnie z
powrotem na ich stronę, przeturlała się, przesądzając o definitywnym
zwycięstwie prowadzącej drużyny.
- Taaaak! – wrzasnął Eren, ściągając na
siebie uwagę plażowiczów i bez zastanowienia podbiegł do Leviego z rozwartą,
uniesioną dłonią. Levi popatrzył na nią chwilę i bez pośpiechu wyciągnął swoją
dłoń, przybijając z Erenem piątkę.
- Dałem ci wygrać! – krzyknął Jean z
drugiego końca boiska. – Jeszcze zobaczysz, Jaeger!
- Naucz się przegrywać, Kirschstein, bo
niedługo stanie się to twoją codziennością! – odciął się Eren. – Do zobaczenia,
Marco!
Piegowaty chłopak uśmiechnął się delikatnie
i pomachał Erenowi. Szatyn odwzajemnił gest i zaczął szybko się ubierać, by
dogonić odchodzącego już Leviego.
- Dziękuję – powiedział, gdy oddalili się od
plaży.
- Co?
- Dziękuję – powtórzył. – Za spędzenie ze
mną czasu, który na pewno uważasz za zmarnowany... A przede wszystkim za
pokazanie końskiej twarzy, gdzie jego miejsce! – dodał, nie kryjąc zadowolenia.
Levi prychnął.
- Nie zrobiłem tego dla ciebie. Po prostu
mnie wkurwił.
Kiedy wrócili do mieszkania, było już
ciemno, ale temperatura na zewnątrz nadal wynosiła około dwudziestu pięciu
stopni. Eren był spocony, czuł się brudny i marzył jedynie o prysznicu, ale
Levi zajął łazienkę pierwszy, co nie było zaskoczeniem. Po chwili dało się
słyszeć szum wody. Chłopak westchnął i skierował się do swojego pokoju, by
naszykować potrzebne rzeczy. Później usiadł na podłodze, oparty o łóżko i
spojrzał na zdjęcie Mikasy w prostej, drewnianej ramce. Dziewczyna uśmiechała
się nieśmiało do obiektywu. Eren zrobił to zdjęcie zeszłego lata, na wycieczce
do wesołego miasteczka. W tle widać było diabelski młyn, z którego zeszli tuż
przed tym, jak Eren dorwał się do aparatu.
Zanim Eren zdążył za bardzo zagłębić się w
myślach, usłyszał podniesiony głos Hanji i niecenzuralną odpowiedź Leviego.
Znowu byli w trakcie jednej ze swych słownych potyczek. Eren zabrał z łóżka
rzeczy do spania, szampon, szczoteczkę i parę innych niezbędnych przyborów.
- Cześć, skarbie! – wykrzyknęła Hanji z
kuchni. – Levi właśnie opowiadał mi, jak cudowny wieczór razem spędziliście.
- Skończ pieprzyć, okularnico – odezwał się
brunet.
Eren wywrócił oczami. Przynajmniej nie
będzie się z nimi nudził.
czwartek, 6 sierpnia 2015
,,Halo, czy jest na sali lekarz?'' - Levi x Eren (Riren) - Shingeki no Kyojin, rozdział 2
Ufff, wreszcie udało mi się coś napisać. Wbrew pozorom w wakacje mam jeszcze mniej wolnego czasu, niż zwykle. Ten krótki rozdział będzie taki przejściowy, bo niedługo zacznie się właściwa akcja :D Od siebie dodam, że Hanji w swoim pokoju ukrywa mroczny sekret... 8)
- Eren, wstawaj. Musisz już jechać.
- Co? – chłopak nieprzytomnie zamrugał oczami, patrząc na stojącą nad nim Mikasę, po czym przeniósł wzrok na zegarek. – O cholera!
Zerwał się z blatu i chwycił leżący na podłodze plecak, po drodze łapiąc też walizkę. Wyciągnął rękę do klamki, żeby otworzyć drzwi wyjściowe, ale zatrzymał go mocny uścisk dwóch bladych, szczupłych ramion.
- Będę za tobą tęsknić, Eren – powiedziała cicho Mikasa, po czym dodała groźniej – a jeśli ten karzeł coś ci zrobi, to będzie miał ze mną do czynienia.
Eren uśmiechnął się i odwzajemnił uścisk, po czym odsunął się od siostry i objął oboje rodziców, stojących w korytarzu.
- Odwiedzaj nas często, skarbie – dopowiedziała matka szatyna, stając na palcach i całując go w czoło.
Ojciec Erena położył mu jedynie dłoń na ramieniu w pokrzepiającym geście.
Eren kiwnął głową i odwrócił się. Czuł, że każda chwila spędzona z rodziną sprawi, że trudniej będzie mu się z nimi rozstać.
- Do zobaczenia! – powiedział, siląc się na radosny ton i wyszedł na zewnątrz.
Od razu poczuł na sobie powiew chłodnego wiatru. Poranek był szary i ponury. Na niebie unosiły się deszczowe chmury. Eren miał wrażenie, jakby pogoda doskonale odzwierciedlała stan jego ducha.
Szatyn mocniej złapał uchwyt walizki. Żwir, leżący na ścieżce wiodącej ze schodów, chrzęścił pod jej kółkami. Eren odwrócił się w stronę podjazdu i dostrzegł czarny, sportowy samochód. O przednie drzwi nonszalancko opierał się niski mężczyzna, w którym Eren rozpoznał Leviego. Brunet miał na sobie czarną koszulę, rozpiętą pod szyją i ciemnoszare, zwężane w nogawkach spodnie. Jego fryzura sprawiała wrażenie, jak gdyby każdy włos był starannie ułożony i Eren dopiero uświadomił sobie, jak musi wyglądać po małej drzemce w kuchni. Włosy w kompletnym nieładzie i pognieciona, luźna koszula z logiem zespołu rockowego – Eren Jaeger w całej okazałości!
- Dz-dzień dobry! – przywitał się, po czym zaklął w duchu. Czemu nagle zaczął się jąkać?
- Już nie jest dobry – odparł Levi spokojnie, podchodząc do bagażnika i otwierając go. – Wrzuć tu tę cholerną walizkę i wsiadaj wreszcie. Spóźniłeś się.
Szatyn bez ociągania zrobił to, co mu kazano. W samochodzie unosił się delikatny, słodkawy zapach wanilii pomieszany z wonią perfum Leviego.
- Uważaj, żeby niczego nie pobrudzić – mruknął Levi, siadając na fotelu kierowcy. – Spróbuj chrapać albo mówić przez sen, a wyrzucę cię przez okno.
Eren westchnął, ale nie przejął się zbytnio groźbami bruneta. Zaczynał powoli przyzwyczajać się do jego sposobu bycia.
,,Może jednak nie będzie tak źle, jeśli tylko nie będę wchodził mu w drogę’’ – pomyślał, po czym opuścił swoje siedzenie i usadowił się w pozycji półleżącej. Cichy, miarowy szum samochodu szybko ściągnął na niego sen.
Wkrótce po wyjściu Hanji, oboje siedzieli w jasnej, przestronnej kuchni i pili kawę ze stojącego w rogu ekspresu. Eren siedział na wysokim stołku, opierając się łokciami o blat wysepki i patrzył na Leviego, który spokojnie sączył swoje espresso, stojąc w drugim końcu pomieszczenia. Szatyn zastanawiał się, kiedy mężczyzna wytłumaczy mu, kim jest Hanji i co tutaj robi, ale jemu najwyraźniej nie było do tego spieszno. W końcu Erenowi wyczerpały się niewielkie pokłady cierpliwości i wypalił:
Eren siedział na blacie w kuchni, trzymając
w dłoniach kubek gorącej czekolady. Co chwilę odruchowo wyglądał przez okno,
mimo, że Levi miał przyjechać po niego dopiero za pół godziny. Szatyn wyjął z
kieszeni słuchawki i włożył je w uszy, włączając muzykę. Oparł się o ścianę i
zamknął oczy. W nocy miał problemy z zaśnięciem, przez co był zmęczony i
znacznie mniej energiczny, niż zwykle. Zanim się zorientował, zasnął.
- Eren, wstawaj. Musisz już jechać.
- Co? – chłopak nieprzytomnie zamrugał oczami, patrząc na stojącą nad nim Mikasę, po czym przeniósł wzrok na zegarek. – O cholera!
Zerwał się z blatu i chwycił leżący na podłodze plecak, po drodze łapiąc też walizkę. Wyciągnął rękę do klamki, żeby otworzyć drzwi wyjściowe, ale zatrzymał go mocny uścisk dwóch bladych, szczupłych ramion.
- Będę za tobą tęsknić, Eren – powiedziała cicho Mikasa, po czym dodała groźniej – a jeśli ten karzeł coś ci zrobi, to będzie miał ze mną do czynienia.
Eren uśmiechnął się i odwzajemnił uścisk, po czym odsunął się od siostry i objął oboje rodziców, stojących w korytarzu.
- Odwiedzaj nas często, skarbie – dopowiedziała matka szatyna, stając na palcach i całując go w czoło.
Ojciec Erena położył mu jedynie dłoń na ramieniu w pokrzepiającym geście.
Eren kiwnął głową i odwrócił się. Czuł, że każda chwila spędzona z rodziną sprawi, że trudniej będzie mu się z nimi rozstać.
- Do zobaczenia! – powiedział, siląc się na radosny ton i wyszedł na zewnątrz.
Od razu poczuł na sobie powiew chłodnego wiatru. Poranek był szary i ponury. Na niebie unosiły się deszczowe chmury. Eren miał wrażenie, jakby pogoda doskonale odzwierciedlała stan jego ducha.
Szatyn mocniej złapał uchwyt walizki. Żwir, leżący na ścieżce wiodącej ze schodów, chrzęścił pod jej kółkami. Eren odwrócił się w stronę podjazdu i dostrzegł czarny, sportowy samochód. O przednie drzwi nonszalancko opierał się niski mężczyzna, w którym Eren rozpoznał Leviego. Brunet miał na sobie czarną koszulę, rozpiętą pod szyją i ciemnoszare, zwężane w nogawkach spodnie. Jego fryzura sprawiała wrażenie, jak gdyby każdy włos był starannie ułożony i Eren dopiero uświadomił sobie, jak musi wyglądać po małej drzemce w kuchni. Włosy w kompletnym nieładzie i pognieciona, luźna koszula z logiem zespołu rockowego – Eren Jaeger w całej okazałości!
- Dz-dzień dobry! – przywitał się, po czym zaklął w duchu. Czemu nagle zaczął się jąkać?
- Już nie jest dobry – odparł Levi spokojnie, podchodząc do bagażnika i otwierając go. – Wrzuć tu tę cholerną walizkę i wsiadaj wreszcie. Spóźniłeś się.
Szatyn bez ociągania zrobił to, co mu kazano. W samochodzie unosił się delikatny, słodkawy zapach wanilii pomieszany z wonią perfum Leviego.
- Uważaj, żeby niczego nie pobrudzić – mruknął Levi, siadając na fotelu kierowcy. – Spróbuj chrapać albo mówić przez sen, a wyrzucę cię przez okno.
Eren westchnął, ale nie przejął się zbytnio groźbami bruneta. Zaczynał powoli przyzwyczajać się do jego sposobu bycia.
,,Może jednak nie będzie tak źle, jeśli tylko nie będę wchodził mu w drogę’’ – pomyślał, po czym opuścił swoje siedzenie i usadowił się w pozycji półleżącej. Cichy, miarowy szum samochodu szybko ściągnął na niego sen.
Kilka godzin później
Eren wysiadał z windy nowoczesnego wieżowca, masując głowę obolałą po
drastycznej pobudce za pomocą ciężkiej torby z dokumentami. W swoich działaniach
Levi był subtelny, niczym chodząca na najwyższych obrotach wiertarka sąsiada, o
piątej nad ranem.
- Stój, idioto – nakazał
brunet, zatrzymując się przed drzwiami z ciemnego drewna. Wyjął z torby klucze,
ale okazało się to zupełnie niepotrzebne, bo w tym właśnie momencie usłyszeli
zgrzyt w zamku i w progu pojawiła się wysoka, brązowowłosa kobieta w okularach.
Włosy miała niedbale upięte z tyłu głowy, a na jej ustach gościł nieco
psychopatyczny uśmieszek.
- Leeeeeviii! – wykrzyknęła, wyciągając ramiona i zamykając bruneta w niedźwiedzim uścisku.
Eren nie mógł się nie zaśmiać, widząc, jak Levi, uniesiony przez kobietę, macha nogami kilka centymetrów nad podłogą. Po chwili jednak wzdrygnął się, zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie zaraz stanie się świadkiem okrutnej zbrodni. A świadków najlepiej się pozbyć.
- Leeeeeviii! – wykrzyknęła, wyciągając ramiona i zamykając bruneta w niedźwiedzim uścisku.
Eren nie mógł się nie zaśmiać, widząc, jak Levi, uniesiony przez kobietę, macha nogami kilka centymetrów nad podłogą. Po chwili jednak wzdrygnął się, zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie zaraz stanie się świadkiem okrutnej zbrodni. A świadków najlepiej się pozbyć.
Nic takiego się jednak
nie stało. Levi odetchnął głęboko, próbując się opakować, po czym spojrzał na
szatynkę z powagą i irytacją jednocześnie.
- Hanji – powiedział cicho, jakby lekko znudzonym tonem. – Ty popieprzona okularnico – dodał – postaw mnie w tej chwili i zobacz, czy nie ma cię gdzieś indziej.
- Hanji – powiedział cicho, jakby lekko znudzonym tonem. – Ty popieprzona okularnico – dodał – postaw mnie w tej chwili i zobacz, czy nie ma cię gdzieś indziej.
Hanji posłusznie
wykonała rozkaz i poklepała znacznie niższego od niej Leviego po głowie,
poprawiając zmierzwioną fryzurę.
- Idę teraz do Petry,
wrócę wieczorem. Ale najpierw... – przerwała i spojrzała na Erena, dopadając do
niego w kilku szybkich susach. – Kogo my tu mamy, hmmm? Czemu jeszcze nas sobie
nie przedstawiłeś?
- Bo nie dałaś mi okazji – Levi wzruszył ramionami. – To Eren, bachor doktora Jaegera i prawdopodobnie jedyne, co tak bardzo mu w życiu nie wyszło.
Chłopak zignorował tę uwagę i uśmiechnął się, wyciągając dłoń, którą kobieta natychmiast uścisnęła.
- Bo nie dałaś mi okazji – Levi wzruszył ramionami. – To Eren, bachor doktora Jaegera i prawdopodobnie jedyne, co tak bardzo mu w życiu nie wyszło.
Chłopak zignorował tę uwagę i uśmiechnął się, wyciągając dłoń, którą kobieta natychmiast uścisnęła.
- Miło mi cię poznać.
Hanji rozpromieniła się.
- Słodziak! –
zawyrokowała. – Cieszę się, że będę dla odmiany mieszkać z kimś miłym i
przystojnym! Tymczasem niestety muszę was zostawić. Uważaj na niego, Eren. Do
wieczora, papaa! – pomachała im i już jej nie było.
Eren spoglądał chwilę w
kierunku korytarza, gdzie zniknęła Hanji.
- Wejdź – odezwał się
Levi, wpuszczając Erena do mieszkania.
Wkrótce po wyjściu Hanji, oboje siedzieli w jasnej, przestronnej kuchni i pili kawę ze stojącego w rogu ekspresu. Eren siedział na wysokim stołku, opierając się łokciami o blat wysepki i patrzył na Leviego, który spokojnie sączył swoje espresso, stojąc w drugim końcu pomieszczenia. Szatyn zastanawiał się, kiedy mężczyzna wytłumaczy mu, kim jest Hanji i co tutaj robi, ale jemu najwyraźniej nie było do tego spieszno. W końcu Erenowi wyczerpały się niewielkie pokłady cierpliwości i wypalił:
- To twoja dziewczyna?
Szybko pożałował tego
pytania, widząc, że Levi, który najpierw zakrztusił się kawą, posłał mu
mordercze spojrzenie.
- Do reszty cię
popierdoliło? – spytał brunet. – Nie mam aż tak złego gustu.
Erena nie
usatysfakcjonowała odpowiedź, więc zgodnie ze swoją naturą, dalej drążył temat.
- Musicie być ze sobą blisko,
skoro przeżyła, mimo żartów z twojego wzrostu.
- Nie radzę – odparł Levi
chłodno. – Skoro tak cię to interesuje, to zaspokoję twoją ciekawość, jeśli dzięki
temu się odpieprzysz – Levi przerwał na chwilę, by upić kolejny łyk ze swojej
filiżanki. – Hanji to coś, co wy nazywacie przyjaciółmi. Jedna z tych
wkurwiających osób, które są jak wrzód na dupie, ale jesteś do nich jakoś
przywiązany i próbujesz pomóc im w potrzebie. Hanji jest naukowcem, jeszcze
bardziej popapranym niż reszta tych świrów. Kiedy straciła pracę w laboratorium
za niekonwencjonalne metody badawcze, zaproponowałem, że może u mnie mieszkać,
póki nie znajdzie lepszej posady – wyjaśnił Levi beznamiętnym tonem. – Nie spodziewałem
się tylko, że ta wesz tak się tutaj zadomowi – dodał już ciszej.
Erena rozbawiła ostatnia
uwaga, bo w głosie Leviego nie wyczuł charakterystycznej dla niego irytacji.
Sam miał co prawda mieszane odczucia co do kobiety, ale wyglądała na przyjazną –
może nawet przesadnie – i chłopak cieszył się, że nie będzie mieszkał jedynie z
wiecznie naburmuszonym brunetem.
- Twój pokój jest tam – odezwał się nagle Levi, przerywając jego myśli. – Pierwsze drzwi prowadzą do jaskini tej okularnicy, więc nie wchodź tam pod żadnym pozorem.
Po tych słowach Levi wstał, zebrał ze stołu stosik papierów, który wcześniej tam ułożył i zniknął za drzwiami swojego gabinetu. Eren również wstał od stołu i wszedł do pokoju, który tymczasowo miał należeć do niego. Pomieszczenie było przestronne i jasne. Ściany pomalowano na kolor stonowanej zieleni i wstawiono białe, proste meble. Eren lubił minimalizm, więc pokój od razu przypadł mu do gustu. Wciągnął do środka swój bagaż i zabrał się do powolnego wypakowywania rzeczy.
- Twój pokój jest tam – odezwał się nagle Levi, przerywając jego myśli. – Pierwsze drzwi prowadzą do jaskini tej okularnicy, więc nie wchodź tam pod żadnym pozorem.
Po tych słowach Levi wstał, zebrał ze stołu stosik papierów, który wcześniej tam ułożył i zniknął za drzwiami swojego gabinetu. Eren również wstał od stołu i wszedł do pokoju, który tymczasowo miał należeć do niego. Pomieszczenie było przestronne i jasne. Ściany pomalowano na kolor stonowanej zieleni i wstawiono białe, proste meble. Eren lubił minimalizm, więc pokój od razu przypadł mu do gustu. Wciągnął do środka swój bagaż i zabrał się do powolnego wypakowywania rzeczy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)