czwartek, 6 sierpnia 2015

,,Halo, czy jest na sali lekarz?'' - Levi x Eren (Riren) - Shingeki no Kyojin, rozdział 2

   Ufff, wreszcie udało mi się coś napisać. Wbrew pozorom w wakacje mam jeszcze mniej wolnego czasu, niż zwykle. Ten krótki rozdział będzie taki przejściowy, bo niedługo zacznie się właściwa akcja :D Od siebie dodam, że Hanji w swoim pokoju ukrywa mroczny sekret... 8) 



   Eren siedział na blacie w kuchni, trzymając w dłoniach kubek gorącej czekolady. Co chwilę odruchowo wyglądał przez okno, mimo, że Levi miał przyjechać po niego dopiero za pół godziny. Szatyn wyjął z kieszeni słuchawki i włożył je w uszy, włączając muzykę. Oparł się o ścianę i zamknął oczy. W nocy miał problemy z zaśnięciem, przez co był zmęczony i znacznie mniej energiczny, niż zwykle. Zanim się zorientował, zasnął.  

   - Eren, wstawaj. Musisz już jechać.
   - Co? – chłopak nieprzytomnie zamrugał oczami, patrząc na stojącą nad nim Mikasę, po czym przeniósł wzrok na zegarek. – O cholera!
   Zerwał się z blatu i chwycił leżący na podłodze plecak, po drodze łapiąc też walizkę. Wyciągnął rękę do klamki, żeby otworzyć drzwi wyjściowe, ale zatrzymał go mocny uścisk dwóch bladych, szczupłych ramion.
   - Będę za tobą tęsknić, Eren – powiedziała cicho Mikasa, po czym dodała groźniej – a jeśli ten karzeł coś ci zrobi, to będzie miał ze mną do czynienia.
   Eren uśmiechnął się i odwzajemnił uścisk, po czym odsunął się od siostry i objął oboje rodziców, stojących w korytarzu.
   - Odwiedzaj nas często, skarbie – dopowiedziała matka szatyna, stając na palcach i całując go w czoło.
   Ojciec Erena położył mu jedynie dłoń na ramieniu w pokrzepiającym geście.
   Eren kiwnął głową i odwrócił się. Czuł, że każda chwila spędzona z rodziną sprawi, że trudniej będzie mu się z nimi rozstać.
   - Do zobaczenia! – powiedział, siląc się na radosny ton i wyszedł na zewnątrz.
   Od razu poczuł na sobie powiew chłodnego wiatru. Poranek był szary i ponury. Na niebie unosiły się deszczowe chmury. Eren miał wrażenie, jakby pogoda doskonale odzwierciedlała stan jego ducha.
   Szatyn mocniej złapał uchwyt walizki. Żwir, leżący na ścieżce wiodącej ze schodów, chrzęścił pod jej kółkami. Eren odwrócił się w stronę podjazdu i dostrzegł czarny, sportowy samochód. O przednie drzwi nonszalancko opierał się niski mężczyzna, w którym Eren rozpoznał Leviego. Brunet miał na sobie czarną koszulę, rozpiętą pod szyją i ciemnoszare, zwężane w nogawkach spodnie. Jego fryzura sprawiała wrażenie, jak gdyby każdy włos był starannie ułożony i Eren dopiero uświadomił sobie, jak musi wyglądać po małej drzemce w kuchni. Włosy w kompletnym nieładzie i pognieciona, luźna koszula z logiem zespołu rockowego – Eren Jaeger w całej okazałości!
   - Dz-dzień dobry! – przywitał się, po czym zaklął w duchu. Czemu nagle zaczął się jąkać?
   - Już nie jest dobry – odparł Levi spokojnie, podchodząc do bagażnika i otwierając go. – Wrzuć tu tę cholerną walizkę i wsiadaj wreszcie. Spóźniłeś się.
   Szatyn bez ociągania zrobił to, co mu kazano. W samochodzie unosił się delikatny, słodkawy zapach wanilii pomieszany z wonią perfum Leviego.
   - Uważaj, żeby niczego nie pobrudzić – mruknął Levi, siadając na fotelu kierowcy. – Spróbuj chrapać albo mówić przez sen, a wyrzucę cię przez okno.
   Eren westchnął, ale nie przejął się zbytnio groźbami bruneta. Zaczynał powoli przyzwyczajać się do jego sposobu bycia.
   ,,Może jednak nie będzie tak źle, jeśli tylko nie będę wchodził mu w drogę’’ – pomyślał, po czym opuścił swoje siedzenie i usadowił się w pozycji półleżącej. Cichy, miarowy szum samochodu szybko ściągnął na niego sen.


   Kilka godzin później Eren wysiadał z windy nowoczesnego wieżowca, masując głowę obolałą po drastycznej pobudce za pomocą ciężkiej torby z dokumentami. W swoich działaniach Levi był subtelny, niczym chodząca na najwyższych obrotach wiertarka sąsiada, o piątej nad ranem.

   - Stój, idioto – nakazał brunet, zatrzymując się przed drzwiami z ciemnego drewna. Wyjął z torby klucze, ale okazało się to zupełnie niepotrzebne, bo w tym właśnie momencie usłyszeli zgrzyt w zamku i w progu pojawiła się wysoka, brązowowłosa kobieta w okularach. Włosy miała niedbale upięte z tyłu głowy, a na jej ustach gościł nieco psychopatyczny uśmieszek.
   - Leeeeeviii! – wykrzyknęła, wyciągając ramiona i zamykając bruneta w niedźwiedzim uścisku.
   Eren nie mógł się nie zaśmiać, widząc, jak Levi, uniesiony przez kobietę, macha nogami kilka centymetrów nad podłogą. Po chwili jednak wzdrygnął się, zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie zaraz stanie się świadkiem okrutnej zbrodni. A świadków najlepiej się pozbyć.
   Nic takiego się jednak nie stało. Levi odetchnął głęboko, próbując się opakować, po czym spojrzał na szatynkę z powagą i irytacją jednocześnie.
   - Hanji – powiedział cicho, jakby lekko znudzonym tonem. – Ty popieprzona okularnico – dodał – postaw mnie w tej chwili i zobacz, czy nie ma cię gdzieś indziej.
   Hanji posłusznie wykonała rozkaz i poklepała znacznie niższego od niej Leviego po głowie, poprawiając zmierzwioną fryzurę.
   - Idę teraz do Petry, wrócę wieczorem. Ale najpierw... – przerwała i spojrzała na Erena, dopadając do niego w kilku szybkich susach. – Kogo my tu mamy, hmmm? Czemu jeszcze nas sobie nie przedstawiłeś?
   - Bo nie dałaś mi okazji – Levi wzruszył ramionami. – To Eren, bachor doktora Jaegera i prawdopodobnie jedyne, co tak bardzo mu w życiu nie wyszło.
   Chłopak zignorował tę uwagę i uśmiechnął się, wyciągając dłoń, którą kobieta natychmiast uścisnęła.
   - Miło mi cię poznać.
   Hanji rozpromieniła się.
   - Słodziak! – zawyrokowała. – Cieszę się, że będę dla odmiany mieszkać z kimś miłym i przystojnym! Tymczasem niestety muszę was zostawić. Uważaj na niego, Eren. Do wieczora, papaa! – pomachała im i już jej nie było.
   Eren spoglądał chwilę w kierunku korytarza, gdzie zniknęła Hanji.
   - Wejdź – odezwał się Levi, wpuszczając Erena do mieszkania.
   
    Wkrótce po wyjściu Hanji, oboje siedzieli w jasnej, przestronnej kuchni i pili kawę ze stojącego w rogu ekspresu. Eren siedział na wysokim stołku, opierając się łokciami o blat wysepki i patrzył na Leviego, który spokojnie sączył swoje espresso, stojąc w drugim końcu pomieszczenia. Szatyn zastanawiał się, kiedy mężczyzna wytłumaczy mu, kim jest Hanji i co tutaj robi, ale jemu najwyraźniej nie było do tego spieszno. W końcu Erenowi wyczerpały się niewielkie pokłady cierpliwości i wypalił:
   - To twoja dziewczyna?
   Szybko pożałował tego pytania, widząc, że Levi, który najpierw zakrztusił się kawą, posłał mu mordercze spojrzenie.
   - Do reszty cię popierdoliło? – spytał brunet. – Nie mam aż tak złego gustu.
   Erena nie usatysfakcjonowała odpowiedź, więc zgodnie ze swoją naturą, dalej drążył temat.
   - Musicie być ze sobą blisko, skoro przeżyła, mimo żartów z twojego wzrostu.
   - Nie radzę – odparł Levi chłodno. – Skoro tak cię to interesuje, to zaspokoję twoją ciekawość, jeśli dzięki temu się odpieprzysz – Levi przerwał na chwilę, by upić kolejny łyk ze swojej filiżanki. – Hanji to coś, co wy nazywacie przyjaciółmi. Jedna z tych wkurwiających osób, które są jak wrzód na dupie, ale jesteś do nich jakoś przywiązany i próbujesz pomóc im w potrzebie. Hanji jest naukowcem, jeszcze bardziej popapranym niż reszta tych świrów. Kiedy straciła pracę w laboratorium za niekonwencjonalne metody badawcze, zaproponowałem, że może u mnie mieszkać, póki nie znajdzie lepszej posady – wyjaśnił Levi beznamiętnym tonem. – Nie spodziewałem się tylko, że ta wesz tak się tutaj zadomowi – dodał już ciszej.
   Erena rozbawiła ostatnia uwaga, bo w głosie Leviego nie wyczuł charakterystycznej dla niego irytacji. Sam miał co prawda mieszane odczucia co do kobiety, ale wyglądała na przyjazną – może nawet przesadnie – i chłopak cieszył się, że nie będzie mieszkał jedynie z wiecznie naburmuszonym brunetem.
   - Twój pokój jest tam – odezwał się nagle Levi, przerywając jego myśli. – Pierwsze drzwi prowadzą do jaskini tej okularnicy, więc nie wchodź tam pod żadnym pozorem.
   Po tych słowach Levi wstał, zebrał ze stołu stosik papierów, który wcześniej tam ułożył i zniknął za drzwiami swojego gabinetu. Eren również wstał od stołu i wszedł do pokoju, który tymczasowo miał należeć do niego. Pomieszczenie było przestronne i jasne. Ściany pomalowano na kolor stonowanej zieleni i wstawiono białe, proste meble. Eren lubił minimalizm, więc pokój od razu przypadł mu do gustu. Wciągnął do środka swój bagaż i zabrał się do powolnego wypakowywania rzeczy.

2 komentarze:

  1. Znaczne od tego że nienawidzę dawać komentarzy. Dlaczego? Bo ni chuja nie mogę ich opublikować XC

    Ale może teraz mi się uda! Dattebayo!
    A zatem : bo nie od więc:
    Kocham ten paring. Normalnie dostaje jakiś palpitaci jak widzę ich razem a zwłaszcza jak Levi drzew MORDE na ERENA a on i tak chce zaznaczyć że ten jest jego nóż kurwa ją poerdole XD
    Żyć nie umierać! Czekam na następne rozdziały z dusza na ramieniu bo zajerombiscie ci idzie.

    Tak rzuce ci taką propozycją z moim fetysikiem :3
    Levi w okularach = KRWOTOK
    Levi w okularach i KITLU =DETH na miejscu
    LEVI W OKULARACH I KITLU DRZĄCY MORDE NA ERENA = SEX NA ZAPLECZU

    tak! Moim fetyszem są okulary i Levi okulary i Levi i okulary !!!!!
    A zwłaszcza by była jazda jak by teraz w bibliotece Eren pobił się z końską mordą o Leviego Aaaa,~~~

    Wrny życzę !!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Niesamowicie mi miło i cieszę się, że tym razem komentarz się dodał \(^_^)/ Zdradzę Ci, że Levi chwilowo nie może wykonywać zawodu, ale o tym później... A Levi w okularach... Mam pięknego arta z Levim w okularach, propsuję pomysłowi i nawiążę do tego w opowiadaniu 8)

      Usuń