Znów wracam po długiej przerwie. Tym razem z czymś innym. Tak jak zapowiadałam, jest shonen-ai, ale nie z Tokyo Ghoul, a z Shingeki. Tak to niestety czasem jest, że mam zamiar dokończyć jedno, ale pojawia się pomysł na drugie opowiadanie i... Z tym się po prostu nie wygra :D Poprzedniego opowiadania nie porzucam, będzie kontynuowane. Nie przedłużając - wszystkie fanki Riren zapraszam do przeczytania rótkiej zapowiedzi!
Eren spojrzał na zegarek. Do spotkania zostało mu jeszcze dwadzieścia minut. Szatyn nie należał co prawda do nadgorliwych osób, ale tym razem szczególnie zależało mu na tym, by wywrzeć dobre pierwsze wrażenie. W końcu nie codziennie poznaje się przyszłego współlokatora, będącego na dodatek sławnym lekarzem i przyjacielem ojca. Doktor Jaeger cieszył się wielkim szacunkiem w klinice, w której pracował i Eren nie chciał w żaden sposób przynieść mu wstydu.
Nastolatek rozejrzał się po ogrodzie otaczającym nowoczesny budynek. Świeżo skoszona trawa i wypielone grządki z kwiatami poprawiały samopoczucie spacerujących pacjentów, a świeże powietrze przyspieszało powrót do zdrowia.
Eren miał nadzieję, że za parę lat również będzie mógł pracować w tym miejscu. Miały mu to ułatwić studia medyczne, na które niedawno się dostał. Ojciec był bardzo dumny z wyników egzaminów syna i postanowił pomóc mu odnaleźć się w mieście, gdzie znajdowała się renomowana uczelnia. Poprosił więc swojego przyjaciela, by przez następne pół roku, gdy będzie zajmował się interesami w Troście, pozwolił chłopcu u siebie mieszkać. Miał to być dla Erena czas na znalezienie własnego mieszkania, co w tych okolicach nie było łatwym zadaniem.
Szatyn poruszył się niespokojnie na ławce. W końcu zdecydował, że wejdzie do budynku i zaczeka w środku.
Otworzył szerokie, przeszklone drzwi i znalazł się w jasnozielonym, przestronnym korytarzu. Przywitał się z pracującą w portierni kobietą i skręcił w lewo, kierując się do gabinetu ojca.
Eren od dziecka lubił tutaj przebywać. Jako jedyny syn doktora spotykał się z pobłażaniem i zachwytami nad swoją osobą, ale nie chodziło tylko o to. Doceniał pracę, jaką wkładał cały personel w stworzenie tego miejsca. Pielęgniarki były miłe, a lekarze to prawdziwi profesjonaliści zawsze służący pomocą i...
- Gówno mnie obchodzi, że pomaga - rozległo się nagle zza niedomkniętych drzwi. - Pani poprzedni lekarz to kretyn. Za wypisanie leku przy takich przeciwwskazaniach wypierdoliłbym go z pracy na zbity ryj.
...Co?
Eren przystanął na chwilę i zamrugał oczami, myśląc, że się przesłyszał. Dyskretnie zajrzał do środka i zobaczył niskiego, czarnowłosego mężczyznę, kontynuującego swój niewybredny monolog. Szatyn skrzywił się i odsunął od drzwi, bo pacjentka zaczynała zbierać się do wyjścia. W chwili, w której zniknęła za zakrętem korytarza, pojawił się doktor Jaeger.
- Cześć, tato - przywitał się Eren, po czym, bez owijania w bawełnę, zapytał - co to za niewychowany kurdupel siedzi w twoim gabinecie?
Grisha zaśmiał się, poprawiając okulary.
- To doktor Levi, który się tobą zaopiekuje. Fakt, jego metody są trochę niekonwencjonalne, ale jest świetny w tym, co robi. Mam dzisiaj niezłe urwanie głowy, więc skoro i tak tutaj jest, to poprosiłem go o pomoc. Zaraz was sobie przedstawię.
Zanim Eren zdążył zaprotestować (,,Przecież to nie może być ten legendarny Levi!''), do jego ojca podbiegła jedna z pielęgniarek.
- Doktorze Jaeger, potrzebujemy pana natychmiast na sali operacyjnej - powiedziała szybko. - To nagły przypadek...
Grisha westchnął.
- Mówiłem, prawdziwe urwanie głowy. Wejdź do gabinetu i porozmawiaj z Levim, bo mnie może to trochę zająć - doktor zmierzwił dłonią włosy syna, po czym pobiegł za pielęgniarką.
,,Co za dzień'' - pomyślał Eren z niezadowoleniem, wyciągając rękę do drzwi z zamiarem zapukania. Okazało się jednak, że nie ma takiej potrzeby.
- Wejdź - rozkazał brunet obojętnym tonem. - Możemy sobie odpuścić szopkę z przedstawianiem się i przejść do sedna.
Eren nerwowo przełknął ślinę, czując, jak zasycha mu w gardle. Trochę inaczej wyobrażał sobie to spotkanie. Usiadł na fotelu pacjenta, na przeciwko Leviego. Czarnowłosy rozsiadł się wygodnie i przeszył nastolatka wzrokiem.
- Okej, może zaczniemy od tego... Kogo nazywasz kurduplem?
Ojeju! Super rozdział <3
OdpowiedzUsuńKiedy można się spodziewać dalszych części? *.*
Witam i dziękuję za komentarz! Bardzo mnie to zmotywowało do działania :D rozdział piszę już chyba dziesiąty raz, bo ciągle coś mi nie pasuje, ale myślę, że uporam się z nim w ciągu następnych paru dni ^^
OdpowiedzUsuńZarąbiste! <3
OdpowiedzUsuńŚmieję się....ku**a ja się śmieję!
OdpowiedzUsuń*Oklaski*
*kłania się*
Podziękujcie autorce, wasz hrabia się zaśmiał!