wtorek, 19 stycznia 2016

,,Halo, czy jest na sali lekarz?'' - Levi x Eren (Riren) - Shingeki no Kyojin, rozdział 7

Cześć! c: Udało się wreszcie coś dodać! Usunęłam z bloga rozdziały poprzedniego opowiadania, bo przy pisaniu tego bawię się znacznie lepiej i chcę poświęcić mu całą uwagę, by spokojnie doprowadzić je do końca (a do tego jeszcze daleko, bo lubię wolno rozwijające się relacje. Bez komplikacji i dziwnych zbiegów okoliczności też się nie obędzie!). Mój plan względem Hanji trochę się zmienił, jak pewnie widać było w poprzednim rozdziale. Tak to już mam, że zapowiada jedno, a robię drugie. Nie żałuję niczego! Zapraszam do czytania i przepraszam za nadmiar dialogów :c ~ Od teraz obiecuję trochę więcej akcji. Nadal jednak nie umiem w długie rozdziały.
Sprawdzałam ten rozdział będąc kompletnie wykończoną, więc w razie błędów proszę pisać - postaram się szybciutko poprawić!

   Lato nie ustępowało jeszcze miejsca jesieni. Słońce mocno świeciło, nagrzewając asfalt i chodniki. Wiatr był zbyt delikatny, by przynieść ochłodę. Nieliczni przechodnie, którzy musieli pozostawić klimatyzowane pomieszczenia, snuli się zmęczeni po ulicach.
   Eren odwiązał krawat. Dobrze znosił ciepło, więc nie czuł się tak wyczerpany jak większość ludzi. Szedł lekkim krokiem, ciesząc się, że resztę dnia może spędzić z dala od ciekawskich spojrzeń i chichotów za każdym razem, gdy pojawiał się w pobliżu. Wyciągnął słuchawki i telefon, i nagle uprzytomnił sobie, że bateria urządzenia jest kompletnie rozładowana, więc schował je z powrotem i skupił się na drodze, by się nie zgubić. Dopiero teraz miał okazję dokładniej rozejrzeć się po okolicy, przez co dojście na osiedle zajęło mu ponad pół godziny.
   W mieszkaniu panowała dziwna, nienaturalna cisza. Niemal namacalnie dawało się wyczuć ciężką atmosferę. Eren ostrożnie zamknął za sobą drzwi i cicho poszedł do swojego pokoju. Wyciągnął z szafy dżinsowe spodenki i czystą koszulkę.
   W drodze do łazienki minął się z Levim. Brunet nawet na niego nie spojrzał.
   Eren spojrzał na niego zdziwiony. Był ciekaw, co go ominęło. Postanowił zająć się tym później. Najpierw prysznic.

   Eren nie miał pojęcia, ile czasu już biegł. Spojrzał na zegarek, ale brak wskazówek uniemożliwił mu sprawdzenie godziny. Obejrzał się za siebie. Zdołał zgubić bezkształtną kreaturę, która go goniła. Skręcił w prawo za niewielką, drewnianą chatką i musiał gwałtownie się zatrzymać. Drogę zagrodził mi gigantyczny stwór, ten sam, przed którym uciekał. Szatyn spiął mięśnie, gotowy do dalszego biegu. Nie miał zamiaru się poddawać.
   - Ding dong - powiedział stwór, siadając na ziemi.
   - Co?
   - Ding dong!
   Eren zerwał się z łóżka, gotowy do walki o życie i otworzył oczy. Był w swoim pokoju, w mieszkaniu Leviego. Najzwyczajniej zasnął.
   Po raz kolejny rozległ się dźwięk dzwonka. Szatyn, jeszcze nie do końca rozbudzony, powoli poszedł do przedpokoju, rozglądając się po drodze. Wyglądało na to, że został w domu sam. Podszedł do drzwi i otworzył je. Zdziwił się, gdy w progu zobaczył niską, drobną postać.
   - Armin? Co ty tu robisz? - spytał, wpuszczając przyjaciela do środka.
   Blondyn uważnie rozglądał się na boki. Był tutaj po raz pierwszy i nie krył zainteresowania.
   - Mikasa do mnie dzwoniła. Masz wyłączony telefon. Próbowałem jej wytłumaczyć, że pewnie po prostu ci się wyładował, ale wiesz, jak się o ciebie martwi. Jesteś sam?
   - Tak, Levi i Hanji gdzieś wyszli. - Eren wzruszył ramionami. - Wejdź dalej - zachęcił Armina.
   Armin spojrzał na niego z zawstydzeniem.
   - Bardzo chętnie bym został, ale chyba powinienem wracać do Erwina. Ma przyprowadzić swojego przyjaciela z dzieciństwa i zależy mu, żebym też go poznał.
   Usta Erena rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
   - Ach tak - powiedział z przebiegłą miną. Z rozbawieniem patrzył, jak twarz Armina przybiera wszystkie możliwe odcienie czerwieni po kolei.
   Blondyn od dwóch tygodni był w związku ze sporo starszym od siebie mężczyzną. Znali się ponad rok i wreszcie, po długich miesiącach rozważania wszystkich za i przeciw postanowili spróbować być razem. Z opowieści Armina wynikało, że od razu świetnie się do siebie dopasowali.
   - Kiedy go poznam? - spytał Eren. - Swoją drogą to zabawne, ma na imię jak mój dyrektor.
   - Możesz iść ze mną teraz. To niedaleko, więc myślę, że Levi nie będzie miał nic przeciwko.
   Szatyn rozpromienił się.
   - Jasne, idziemy!
   Armin powstrzymał go gwałtownym ruchem dłoni.
   - Zwolnij. Najpierw zadzwonię do Mikasy, bo inaczej następny raz, gdy ją spotkam, będzie moim ostatnim.
   Eren przytaknął, nadal w fantastycznym humorze.
   - Powiedz, że jestem w toalecie, czy coś - szepnął, gdy Armin wybierał numer.
   Blondyn westchnął. Nie lubił kłamać, ale uznał, że to małe oszustwo nikomu nie zaszkodzi. Przyjął na siebie wybuch furii nadopiekuńczej siostry przyjaciela , po czym schował telefon.
   - Narażasz mnie na stres - poskarżył się.
   - Jesteś najlepszy - Eren pogłaskał go po głowie. - Idziemy, nie ma czasu do stracenia!
   - Mówiłem ci, że to niedaleko - uspokoił go Armin i poszedł za Erenem.
   Po wyjściu za ogrodzenie wieżowca przejął dowodzenie. Korzystając z bocznych uliczek ominęli kilka budynków i dotarli na miejsce. Cały spacer zajął im trzy minuty.
   - To rzeczywiście blisko. Powinieneś się tu jak najszybciej wprowadzić - stwierdził Eren.
   - Ćśś - uciszył go Armin i wcisnął przycisk domofonu.
   Rozległ się brzęk i mogli dostać się do środka. Weszli schodami na półpiętro i skręcili w lewo. Po chwili znaleźli się w ładnie urządzonym mieszkaniu Erwina.
   - Przyprowadziłem Erena, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? - zapytał Armin.
   - Oczywiście, że nie - rozległ się niski, przyjazny głos, który Erenowi wydał się dziwnie znajomy. Nie mógł sobie jednak przypomnieć, skąd go zna. Zagadka rozwiązała się dopiero, gdy Erwin wyszedł im na powitanie.
   Szatyn przyjrzał się postawnemu blondynowi i szeroko otworzył oczy.
   - Dyrektor Smith! Dzień dobry! - powiedział głośno, prawie stając na baczność.
   Blondyn zaśmiał się.
   - Cześć, Eren. Jesteśmy poza szkołą, więc śmiało możesz mówić mi po imieniu.
   Szatyn skinął głową i poszedł za Arminem, który poprowadził go do salonu. Pomieszczenie było dość duże i przestronne. Mimo niewielu mebli wyglądało bardzo przytulnie. Na ścianach wisiało kilka abstrakcyjnych obrazów. Eren zatrzymał na nich na chwilę wzrok, po czym przeniósł go na stojącą w rogu, kremową kanapę. Na środku siedział niski, czarnowłosy mężczyzna, którego Eren rozpoznał bez trudu.
   ,,Bo bez jaj - pomyślał, czując się jak postać z jakiegoś podrzędnego filmu. - Niemożliwe, żeby to był Levi...''.
   Wszystkie nadzieje na to, że się pomylił rozwiały się w chwili, gdy Levi wydał z siebie krótkie, charakterystyczne 'tsch!', mające być wyrazem zirytowania.
   - Ze wszystkich ludzi w tym pieprzonym mieście, to oczywiście ty musisz przyjaźnić się z dzieciakiem Erwina - powiedział znudzonym tonem.
   Eren westchnął w duchu. Zapowiadało się długie popołudnie.

   Armin przyglądał się przyjacielowi z zaintrygowaniem pomieszanym z niepokojem. Eren prawie nie ruszył czekoladowego ciasta, którym poczęstował ich Erwin. Eren uwielbiał czekoladę w każdej postaci i w normalnych okolicznościach dawno już pochłonąłby porcję zarówno swoją, jak i Armina. Tymczasem leniwie dziabał deser widelczykiem. Wyglądał, jakby myślami był gdzieś bardzo daleko. Co chwilę rzucał ukradkowe spojrzenia w kierunku Leviego. Armin zmarszczył brwi. Miał co do tego wszystkiego złe przeczucia, które tylko umocniły się w przeciągu następnych paru minut.
   Levi wstał i pożegnał się z Erwinem, na odchodne rzucając jakąś obelgę dotyczącą brwi blondyna (które, swoją drogą, Armin uwielbiał). Eren również zerwał się z miejsca, patrząc na Leviego wzrokiem pieska, który czeka na komendę pana. Jeśli wcześniej Arminowi coś ostrzegawczo dzwoniło w głowie, to teraz dźwięk alarmu nieraz rozsadzał mu czaszkę.
   - Idziesz ze mną? - zapytał Levi obojętnie, zatrzymując się w połowie drogi do wyjścia.
   Szatyn energicznie pokiwał głową, ale Armin złapał go za rękę. Nie chciał, by Eren już wychodził.
   - Zostań jeszcze - poprosił, robiąc minę, której nikt nie był w stanie się oprzeć.
   Eren zawahał się, po czym zerknął na Leviego, a następnie znów na Armina. Blondyn zauważył z zadowoleniem, że przyjaciel zaczyna mięknąć.
   - Okej, myślę, że nic się nie stanie, jak wrócę trochę później - uśmiechnął się lekko.
   Levi wzruszył ramionami, niedbale im pomachał i wyszedł. Gdy tylko drzwi się zamknęły, Armin przeprosił Erwina i zaciągnął Erena do drugiego pokoju, gdzie oparł się o dużą szafę i czekał na relację. Eren jednak nie odezwał się ani słowem. Wyglądał na kompletnie zdezorientowanego. Blondyn westchnął z rezygnacją.
   - Nic mi nie powiesz? Ukrywać coś takiego przed najlepszym przyjacielem? - zapytał ze śladem pretensji w głosie.
   Eren zrobił jeszcze bardziej zagubioną minę. Armin załamał ręce.
   - Może nie mam najlepszego wzroku, ale jeszcze nie oślepłem. Co się dzieje między tobą a Levim?
   - C-co? - Eren drgnął na dźwięk imienia czarnowłosego. - Nic się nie dzieje, o co ci chodzi?
   - Eren... Jesteś w niego wpatrzony jak w obrazek, słuchasz uważnie wszystkiego, co mówi, a co najważniejsze - śmiejesz się z jego beznadziejnych żartów. Nie wmówisz mi, że nie jesteś nim zainteresowany.
   - Bzdura! - warknął Eren. Armin nieco zwiększył dystans między nimi. Szatyn nigdy nie słynął z samokontroli, ale nie zdarzało mu się unosić na Armina. - Nie wiem, co ci przyszło do głowy i chyba nie chcę wiedzieć. Jestem zmęczony, więc może już pójdę. Do zobaczenia - rzucił, odwracając się do wyjścia. - Do widzenia, Erwin! - dodał i wypadł z mieszkania.
   Armin nie próbował zatrzymać przyjaciela. Wiedział, że Eren potrzebuje chwili spokoju by ochłonąć. Jego reakcja nie wróżyła niczego dobrego, ale nie było mowy o pomyłce. Blondyn był świetnym obserwatorem i szybko wciągał wnioski. Coś zdecydowanie było na rzeczy.

14 komentarzy:

  1. Czyżbym była pierwsza? Oho, to świetnie. Nie ukrywam, że nie umiem pisać długich komentarzy, więc powiem tyle. Rozdział był zajebisty czekam na więcej.
    Pozdrwiam
    Mira

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Zapłon mam niesamowity, bo trochę przerosła mnie rzeczywistość, ale próbuję się zebrać. Naprawdę bardzo próbuję D:

      Usuń
  2. Czeeeeść! :D
    Od razu napiszę, że jestem twoją nową czytelniczką i nie zamierzam zrezygnować z tego bloga.
    Piszesz bardzo ładnie, więc pochłonęłam te rozdziały w niecałą godzinę. :DDD Kocham tych dwóch panów, więc to tylko zaostrzyło mój apetyt. <3 XD
    Czekam na więcej i postaram się komentować w miarę regularnie. :--------)
    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj! Mam nadzieję, że jeszcze gdzieś tam jesteś! Opuściłam się w obowiązkach ze względu na dość trudne do ogarnięcia sprawy, ale powoli wracam do żywych więc witam jeszcze raz i pozdrawiam! <3

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. halooo, gdzie następny rozdział ;__; świetnie piszesz, uwielbiam leviego w twoim opowiadaniu. życzę weny i czekam na kontynuację!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć! <3 Dziękuję za przemiły komentarz! Dłuugo mnie tu nie było, bo leczę swoje brokoro. Wychodzę na prostą, więc planuję niedługo wrócić i wreszcie się ogarnąć - będę miała znacznie mniej na głowie, więc mam nadzieję, że wena wróci ;__;

      Usuń
  5. Damm, dziewczyno. Jedno z przyjemniejszych Riren jakie czytalam. Czekam z niecierpliwoscoa na kolejne rozdzialy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! <3 Jak już ogarnę życie (czyli pewnie za jakieś 3 tygodnie, to postaram się wrócić. Dobrze mi się to pisze, ale obecnie jestem pod taką presją, że wena uciekła...

      Usuń
  6. Witam, witam! :D
    Obserwowałam tego bloga już dosyć długo i nie moge się podgodzić z faktem, że nie ma kolejnego rozdziału :d To obowiadanie jest cudne! Jedno z lepszych jakie czytałam! Gdy zobaczysz ten komentarz, proszę, odpisz :c Będę czekać! Proszę nie pożucaj tego wspaniałego opowiadanka!
    ~Wegi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, jest mi niezmiernie miło! <3 Aż mi głupio, że tak długo mnie tu nie było, ale niestety pokonała mnie matura. Kończę egzaminy 17 maja i mam nadzieję, że do tego czasu - albo nawet wcześniej - zdążę się ogarnąć z czymś nowym. Mam napisane pół rozdziału, ale póki co nie jestem w stanie pisać dalej, mam kompletną blokadę ><

      Usuń
    2. Nie martw się! Ja będę czekać i naprawdę rozumiem - matura te sprawy <3 Trudne do ogarnięcia. Wytrzymałam tyle, wytrzymam jeszczę trochę. :D
      Ja życzę ci weny, kocyka i herbatki z cytrynką :3
      ~Wegi

      Usuń
    3. Puk, puk! *puka w monitor* Haloo? Jesteś tam? Mam nadzieję, że tak…
      Gdzie mój kochany lekarz? T-T I Erenełek? :c
      ~Wegi

      Usuń
  7. Jestem, jestem, mam już napisany rozdział! Muszę się tylko zebrać do przepisania go, nie cierpię tego :D Ale myślę, że dziś się zbiorę!

    OdpowiedzUsuń