środa, 9 września 2015

,,Halo, czy jest na sali lekarz?'' - Levi x Eren (Riren) - Shingeki no Kyojin, rozdział 4

Ufff... Nie było łatwo i zajęło mi to mnóstwo czasu, ale udało się! Jest rozdział. Przyznam szczerze, że gdyby nie komentarz zostawiony pod poprzednim postem pewnie długo jeszcze bym z tym czekała. Mam ostatnio sporo na głowie, ale Wasze odwiedziny i komentarze dają mi niesamowitą siłę do działania i robię, co mogę! :) Dzisiaj znowu krótko, ale przynajmniej coś zaczyna się dziać.
P.s.: Jeszcze raz dziękuję za każdy komentarz! ♥ Kocham Was!

   - Nie.
   Eren westchnął, ale posłusznie zabrał się do rozpinania kolejnej już koszuli. Od prawie dwóch godzin był z Levim na zakupach, które ten sam zaproponował. Brunet był sceptycznie nastawiony do każdego jego wyboru. Najgorsze było jednak to, że miał rację – szatyn nie czuł się dobrze w żadnej z przymierzonych dotychczas rzeczy, a początek roku akademickiego zbliżał się wielkimi krokami.
   Chłopak stał przed lustrem, obrzucając spojrzeniem swój tors, który ostatnio mocno opalił podczas gry w siatkówkę na plaży, gdy Levi bez słowa wtargnął do jego przymierzalni. Eren podskoczył i złapał wiszącą na wieszaku koszulkę, by się nią zasłonić. Brunet spojrzał na niego ponurym wzrokiem.
   - Mogłeś mnie ostrzec! – powiedział Eren z wyrzutem.
   - Nie ma tu niczego, czego już bym nie widział. Chyba, że rozbierasz się całkowicie, żeby przymierzyć pieprzoną koszulę. 
   Eren wymamrotał coś w odpowiedzi, czując się jak ostatni idiota. Nie było powodu do paniki, jaką przed chwilą zaprezentował.
   - Poza tym nie masz się czego wstydzić – dopowiedział Levi, obrzucając go ponownie spojrzeniem.
  Szatyn ze zgrozą poczuł, że na jego policzki wpełznął palący rumieniec.
   Levi podszedł jeszcze bliżej, wyciągnął rękę i po kolei dotykał rękawów przymierzanych przed chwilą przed Erena rzeczy.
   - Gówno – podsumował krótko. – Ubieraj się, idziemy stąd.
   Eren wciągnął na siebie wyblakłą od częstego prania koszulkę (stwierdzając, że naprawdę powinien zastanowić się nad zmianą garderoby) i odchylił zasłonę, puszczając bruneta przodem. Gdy wychodzili z przymierzalni, szatyn napotkał rozbawione spojrzenie dwóch dziewczyn, które szeptały między sobą zawzięcie, patrząc w ich kierunku. Eren zaczerwienił się jeszcze bardziej i spuścił głowę, po czym w pośpiechu wyszedł na zewnątrz.
   Gdy Levi otworzył drzwi niewielkiego sklepu na rogu dwóch spokojnych, mało uczęszczanych ulic, rozległo się cichy dźwięk złotego dzwoneczka. Szatyn wszedł do środka i rozejrzał się. Sklep miał pomalowane na kremowo ściany, z wiszącymi na nich lustrami w drewnianych, zdobionych ramach. W powietrzu unosił się specyficzny zapach, prawdopodobnie specjalnie rozpylanych perfum. W tle leciała muzyka relaksacyjna. Nieliczni klienci spacerowali między wieszakami z podniesionymi głowami, a za nimi kroczyli niestrudzenie pracownicy sklepu i nosili ich ubrania.
   Eren poczuł się nieswojo w tak ekskluzywnym miejscu. Nie lubił chodzić na zakupy, ubrania zwykle kupował przez Internet, nie martwiąc się, jak coś będzie na nim leżało. Lubił ciemne, luźne rzeczy i miał w nosie modę, dlatego nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić.
   Levi tymczasem zdążył już udać się do odpowiedniego dział. Zanim Eren zdążył do niego dołączyć i przejrzeć chociaż część asortymentu, brunet wyciągnął w jego stronę koszulę, która najwyraźniej najbardziej przypadła mu do gustu.
   - Przymierz – polecił, wciskając Erenowi szarą koszulę z guzikami w kolorze głębokiej zieleni.
   Pokazał Erenowi, gdzie są przymierzalnie, tym razem czekając na zewnątrz.
   Eren zapiął wszystkie guziki i przyjrzał się krytycznie swojemu odbiciu. Po chwili jego twarz rozjaśniła się w delikatnym uśmiechu. Szatyn nie przypuszczał, że może dobrze wyglądać i czuć się w czymś tak formalnym. Wyciągnął ręce, upewniając się co do długości rękawów i stwierdził, że są idealnie dopasowane.
   - Nie jest źle – stwierdził Levi, gdy szatyn mu się pokazał. – Weźmiemy tę.
   Eren skinął głową. Mina zrzedła mu dopiero, gdy zobaczył metkę z ceną.
   - Odpada, nie stać mnie na to – zaprotestował.
   - Twojego ojca stać.
   - Ojciec by mnie zabił. Nie lubił nas zbytnio rozpieszczać.
   - W takim razie mnie stać.
   Eren zrobił wielkie oczy.
   - Nie ma mowy, żebyś za to płacił!
   - Właśnie, że jest, więc zamknij się i mnie nie wkurwiaj. Skoro ze mną mieszkasz, to jesteś ze mną kojarzony i masz dobrze jutro wyglądać – uciął Levi.
   Eren zrobił buntowniczą minę, ale wiedział, że jest na przegranej pozycji. Podszedł za Levim do kasy.
   Brunet wyjął kartę kredytową i włożył ją do terminala. Kasjerka, młoda, atrakcyjna dziewczyna, patrzyła na niego z wyraźnym zainteresowaniem. Brunet zignorował ją, ale niemal niedostrzegalnie zmrużył oczy, co znaczyło, że był lekko podirytowany. Eren poczuł nieuzasadnioną złość, gdy dziewczyna zawachlowała sztucznymi rzęsami i wykrzywiła twarz w czymś, co według niej było zapewne uwodzicielskim uśmiechem. Szatyn pomyślał ze złością, że wygląda to, jakby pracowała tutaj dla możliwości podrywania bogatych facetów. Zacisnął lekko pięści i postanowił zrobić jej na złość w – jak sam później pomyślał – najgłupszy i najbardziej nieprzemyślany sposób. Podszedł bliżej Leviego, objął go w talii i cmoknął lekko w policzek.
   - Dziękuję – powiedział, schylając się i opierając brodę o ramię bruneta. Poczuł, że Levi lekko drgnął, ale nie poza tym zachował stoicki spokój. Eren uśmiechnął się do zdezorientowanej i wyraźnie zniesmaczonej blondynki. – Do widzenia! – rzucił radośnie, gdy wychodzili.
   - Co to, kurwa, było? – zapytał Levi, gdy wsiedli do samochodu.
   Eren wzruszył ramionami, nie dając po sobie poznać, że czuje narastający strach o własne życie.
   - Pomogłem ci się pozbyć natrętnej adoratorki – odparł, siląc się na obojętny ton.
   - Cholerny bachor. Odpłacę ci za to.
   Levi więcej się nie odezwał.   
   Wieczorem Eren dostał od Armina wiadomość z pytaniem, czy ma dziś trochę wolnego czasu. Blondyn właśnie skończył przeprowadzkę do innego akademika i chciał się z nim zobaczyć. Szatyn odpisał szybko, ciesząc się na spotkanie z przyjacielem z dzieciństwa.
   Armin był dość małomówny i spokojny. Umiał słuchać, co w przypadku gadatliwego Erena stanowiło doskonałe uzupełnienie. W dodatku był dyskretny i zawsze służył dobrą radą, więc był najbardziej zaufanym powiernikiem sekretów Erena.
   Umówili się w pobliskiej kawiarni, jednym z miejsc, które szatyn zdążył już polubić w nowym mieście. Miał jeszcze pół godziny wolnego czasu, więc poszedł wziąć prysznic i spróbował ułożyć fryzurę. Na nic jednak zdały się jego starania, bo włosy kategorycznie odmawiały współpracy i nadal sterczały na wszystkie strony. Zniecierpliwiony szatyn uczesał się tak, jak zwykle i zapukał do drzwi gabinetu Leviego. Brunet otworzył po dłuższej chwili.
   - Czego chcesz?
   - Wychodzę, będę z Arm...
   - Mhm – mruknął brunet, nie dając mu dokończyć i zatrzaskując mu drzwi przed nosem.
   Eren stał przez chwilę, wpatrując się tępo w ścianę. Nie był zły, że Levi tak go potraktował. Było mu raczej przykro. Zastanawiał się, czy mężczyzna jest obrażony przez jego głupie zachowanie w sklepie, ale nie miał czasu z nim o tym porozmawiać.
   W przedpokoju natknął się na Hanji, wnoszącą do swojej sypialni ogromną tacę z chipsami, paluszkami i innym śmieciowym jedzeniem. Patrząc na jej dietę trudno było pojąć, że nadal była szczupła i zdrowa jak ryba.
   - Coś się stało, Eren? – zapytała z troską.
   - Co? Nie – zaprzeczył trochę zbyt szybko i zmierzwił dłonią włosy w geście zakłopotania. – Wszystko w jak najlepszym porządku.
   Hanji popatrzyła na niego przenikliwym wzrokiem, ale nic nie powiedziała. Skinęła wolno głową.
   - Gdyby działo się coś złego, wiedz, że zawsze możesz do mnie przyjść. Jestem znacznie bardziej inteligentna, niż na to wyglądam.
   - Dzięki – odparł Eren, ściągając z haczyka swoje klucze. – Zapamiętam – dodał, zanim wyszedł.
   Na zewnątrz znacznie się ochłodziło i Eren odetchnął głęboko, ciesząc się orzeźwiającym wiatrem, niosącym ulgę po upalnym dniu. Skierował kroki do kawiarni, próbując wyrzucić z głowy wszystkie złe myśli, ale dziwne i wrogie, nawet jak na niego, zachowanie Leviego nadal go gnębiło.
   Eren rozejrzał się po małej, przytulnej salce i dostrzegł Armina, siedzącego przy schowanym w kącie stoliku. Blondyn prawie się nie zmienił. Gdy tylko zobaczył Erena, jego dziecięco wyglądająca twarz rozpromieniła się jak małe słoneczko. Armin wstał i uśmiechnięty od ucha do ucha podbiegł do szatyna, i objął so w przyjacielskim geście.
   - Ja też za tobą tęskniłem, Ar – zaśmiał się Eren. – Ale mam niesamowitą ochotę na kawę i coś słodkiego, więc usiądźmy i zamówmy coś, okej?
   - Levi cię nie karmi? – spytał Armin, chichocząc.
   Erenowi na myśl o brunecie trochę zrzedła mina, ale szybko przywołał uśmiech na twarz. Nie odpowiadając, usiadł na krześle na przeciwko przyjaciela. Blondyn przyjrzał mu się badawczo.
   - Co się stało, Eren?
   Szatyn westchnął. Mógł się spodziewać, że jeżeli cokolwiek będzie go trapiło, Armin zaraz się zorientuje. Czytał z niego jak z otwartej książki. Blondyn nigdy nie zmuszał go do odpowiedzi, ale ufał mu i nie chciał niczego przed nim ukrywać. Chwilę pomyślał, jak ubrać w słowa swój dzisiejszy wybryk. Nie wiedział, od czego zacząć, ale wreszcie odezwał się i z jego ust popłynął gorączkowy potok słów, podczas którego Armin patrzył na niego z coraz większym zdumieniem.
   - Co zrobiłeś?! – zapytał, najwyraźniej myśląc, że się przesłyszał.
   Eren zawstydził się i zniżył głos niemal do szeptu.
   - No... Cmoknąłem go – powtórzył, patrząc w bok i udając, że bardzo interesują go powieszone na ścianach obrazy. – A teraz on się do mnie nie odzywa, chyba, że koniecznie musi.
   Armin przechylił głowę i zamyślił się nieco.
   - Może nie chodzi o ciebie – powiedział łagodnie, uśmiechając się w sposób, który potrafił uczynić wszystkie troski mniej uciążliwymi.
   Eren zamrugał oczami. Oparł dłonie o stół i pochylił się w jego stronę, gwałtownie odstawiając swoje latte.
   - Jak to?
   - Pomyśl chwilę – Armin uniósł palec. – Jesteś jego podopiecznym i synem dobrego kolegi. Może Levi boi się, że jakoś dotrze to do twojego ojca, a on to weźmie na poważnie. A z drugiej strony...
   - Z drugiej strony co?
   - Może podejrzewać, że się w nim zakochałeś i próbować cię zniechęcić.
   Eren gwałtownie pokręcił głową i zakaszlał, bo zakrztusił się kawą.
   - Bzdura! – prawie krzyknął. – Kelnerka spojrzała na niego z wyrzutem .Posłał jej wymuszony, przepraszający uśmiech. – Przecież to tylko żarty. On o tym wie. Musi wiedzieć!
    Armin wzruszył ramionami.
   - To tylko teoria. W każdym razie przejdzie mu.
   Eren nie drążył tematu. Wyjaśnienie przyjaciele chwilowo go przekonało i miał zamiar trzymać się tej wersji. – Nie wiem, jak ty, ale ja zamówiłbym jeszcze bajgla!
   Armin zaśmiał się. Reszta wieczoru upłynęła w miłej, radosnej atmosferze. Po dziesiątej rozeszli się w swoje strony, by przygotować się do pierwszego dnia szkoły.

6 komentarzy:

  1. Jest !! w końcu nowy rozdział !!! :D Muszę przyznać, że świetnie piszesz i bardzo podoba mi się twoje opowiadanie, jest jednym z lepszych jakie czytałam do tej pory. Życzę Ci dużo weny i nie mogę się doczekać następnego rozdziału ! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, dziękuję! (〃´ノω`〃) Jak już wspominałam cierpię na brak czasu, ale staram się, jak mogę! Mam nadzieję, że już niedługo uda mi się coś wstawić.
      Jeszcze raz dziękuję za czas poświęcony na komentarz, dużo to dla mnie znaczy ♥

      Usuń
  2. Cudowneeeee~

    Ja chce więcej >.< Pisz, pisz...czekam niecierpliwie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! \(*w*)/ Nie spodziewałam się takiego odzewu pod tym opowiadaniem. Pracuję już nad kolejnym rozdziałem, największym problemem będzie stanowiło przepisanie go na komputer, bo piszę już dosłownie wszędzie :P Ale postaram się!

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń