Nareszcie wróciłam. Zajrzałam tu z ciekawości, by przypomnieć sobie, jak dawno udostępniłam poprzedni post, mając nadzieję, że da mi to motywacyjnego kopa w tyłek. Bardziej jednak poskutkował komentarz Echo, za co serdecznie dziękuję. Ogólnie nie wiem, czym zasłużyłam sobie na tak wspaniałych czytelników <3 Przepraszam, że tak długo zwlekałam z rozdziałem, ale znów dopadła mnie rzeczywistość, później brak weny, a na koniec problemy z Internetem. Wszelkie błędy proszę mi zgłaszać. Z tego rozdziału nie jestem zbyt zadowolona, chyba dlatego, że pisałam go w urywkach - trochę na lekcji, troszkę w pracy, reszta w domu nad atlasem od geografii... Ech. Jeśli to jest ta dorosłość, to ssie. Rozdział bardzo króciutki, naprawdę nie umiem w długie ;__;
Eren odwrócił się na pięcie, ignorując szydercze nawoływania Jeana. Ostatnim, na co miał teraz ochotę, było użeranie się z tym idiotą. Co on w ogóle robił w bibliotece? Udawał, że umie czytać?
Eren szedł przed siebie szerokim korytarzem, nie oglądając się, póki nie dotarł do nieużywanej już części uczelni. Panował tu lekki półmrok, a na długich, drewnianych ławkach siedziało kilka pojedynczych osób, zapewne tak jak on szukających wytchnienia od tłumu i hałasu. Doszedł do ściany kończącej korytarz i ujrzał Marco, siedzącego na nie prowadzących donikąd schodkach. Szatyn przyłączył się do niego. Marco uśmiechnął się.
- Ciekawe miejsce, nie sądzisz? - zagaił.
Eren wzruszył ramionami.
- No nie wiem. Jakoś tu... ponuro.
Marco ze zrozumieniem siknął głową.
- Zastanawiałem się właśnie, skąd się tu wziąłeś - powiedział, nie kryjąc rozbawienia.
Eren już podczas wyjazdu integracyjnego dał mu się poznać jako osoba niezwykle energiczna i lubiąca być w centrum uwagi, dlatego nie spodziewał się go tutaj.
- Moja popularność mnie przegoniła i chyba nie nadążam - odparł szatyn ironicznie.
Marco przyjrzał mu się badawczo. Słyszał o ostatnim dzisiejszym wydarzeniu. Jak prawie każdy.
- Nie powinieneś się tym przejmować, jeśli jesteś z nim szczęśliwy. Ludzie gadają, bo lubią gadać, ale w końcu się znudzą i przestaną. Zawsze tak jest. Wystarczy, że znajdą sobie inny temat do plotek.
Eren westchnął, Ostatnio często mu się to zdarzało i musiał zacząć się pilnować, by nie weszło mu to w nawyk.
- To zupełnie nie tak. Levi postanowił się odgryźć w taki sposób i... - Eren nie wiedział, jak wytłumaczyć koledze całą sytuację.
Od rana unikał wyjaśniania nieporozumienia, bo uważał, że i tak nikt go nie zrozumie. Z Marco było inaczej. Z jakiegoś powodu wzbudzał zaufanie i szatyn miał ochotę o wszystkim mu opowiedzieć. Podzielić się obawami i emocjami, które jak zwykle zbyt łatwo przejęły nad nim kontrolę. Nie miał pojęcia, od czego zacząć, więc zaczął od samego początku. Nim się zorientował, zarysował koledze relacje z Levim w ostatnich dniach. Mówienie niczego nie rozwiązało, ale i tak poczuł się, jakby ktoś zdjął z niego ogromny ciężar.
Marco wysłuchał go cierpliwie. Ani razu nie przerwał i nie poganiał go, gdy zaczął. Po prostu siedział obok, uważnie wsłuchany, patrząc przyjaźnie.
- Co właściwie sądzisz o Levim? - zapytał, przerywając ciszę.
Eren wyrwał się z chwilowego odrętwienia.
- Co masz na myśli?
- To nieistotne. Powiedz o pierwszym, co przyszło ci na myśl, gdy o nim wspomniałem.
- Jest niski i złośliwy - odparł Eren z niezadowoloną miną, łagodniejąc po chwili. - Ale jest też przystojny i piekielnie inteligentny. W dodatku ma świetnie wyćwiczone ciało - wyrwało mu się. Zorientował się, co powiedział, i odwrócił głowę, by Marco nie zobaczył jego zawstydzenia.
- Aha! - powiedział Marco triumfalnie.
- Co?!
- Lubisz go - powiedział Marco. - Powinieneś się zastanowić, w jakim stopniu. Nikt Ci nie uświadomi tego, co dzieje się w twojej głowie. Najpierw sam musisz przestać się okłamywać. A ja życzę ci jak najlepiej. Chodź, spóźnimy się na zajęcia.
Eren patrzył chwilę na oddalającego się kolegę, przetwarzając jego słowa. Wreszcie doszło do niego, co zasugerował mu Marco. Co za bzdury, to przecież niemożliwe!
Hanji opuściła teren uczelni, rozglądając się uważnie. Do tej pory udało jej się nie natknąć na Erena. Nie chciała, by za wcześnie dowiedział się, że od przyszłego miesiąca będzie uczyć go biologii. Obecny wykładowca wybierał się na dłuższy urlop, by pomóc żonie, która niedawno urodziła bliźniaki. Nie mogła jej się trafić lepsza okazja. Wreszcie znalazła satysfakcjonującą pracę i była pewna, że Eren też się ucieszy. Będzie miał niesamowitą niespodziankę!
Niemal frunęła z radości, cudem unikając potrącania ludzi. Zeszła na ziemię dopiero, gdy przypomniała sobie o czekającej ją w domu rozmowie.
Co ten Levi sobie wyobrażał? Mało brakowało, żeby wyszła z siebie, kiedy doszły do niej chodzące po uczelni pogłoski. Czuła się za niego odpowiedzialna wobec Erena. Powinna mieć na Leviego jakiś wpływ i miała zamiar zrobić wszystko, by uchronić Erena przed kolejnymi głupotami bruneta. Było jej szkoda podopiecznego, który na pewno przechodził piekło. Wiedziała z doświadczenia, jak niedojrzali bywają niektórzy studenci.
Przeszła przez parking i zauważyła, że samochód Leviego stoi na swoim miejscu. Najwyraźniej już wrócił, więc powinna zdążyć rozmówić się z nim przed powrotem Erena.
Spacerująca w pobliżu kobieta przyglądała się ze zdziwieniem Hanji, z furią wstukującej kod do mieszkania. Udało jej się dopiero za trzecim razem. Spojrzała w kierunku windy, ale zrezygnowała z tego pomysłu. Pobiegła na górę, pokonując po dwa stopnie naraz.
W głowie kotłowało jej się milion myśli. Trudno było jej dopuścić do świadomości fakt, że Levi zachował się tak lekkomyślnie. To zawsze on, razem z Erwinem, byli od trzeźwego i racjonalnego postępowania. Strofowali ją i troszczyli się, gdy robiła głupoty. Levi nigdy się do tego nie przyznał, ale wiedziała, jaki jest wobec niej opiekuńczy. I nagle, w wieku trzydziestu lat, opuścił go rozum i postanowił pocałować syna kolegi tuż przed jego uczelnią. Nie za wcześnie na kryzys wieku średniego?
Hanji weszła do przedpokoju i zrzuciła buty, zostawiając je na środku. Wiedziała, jak to złości Leviego, ale tym mogła się zająć później. Wtargnęła do kuchni. Levi nawet nie podniósł na nią wzroku. Hanji zabrała mu filiżankę z herbatą i wylała zawartość do zlewu.
- Co ty odpierdalasz? - zapytał głośno, patrząc na nią. Gdyby wzrok mógł zabijać, na pewno padłaby trupem.
- To moje pytanie! - odparła, z impetem odstawiając filiżankę na blat. - Wracam z uczelni Erena, gdzie byłam na rozmowie kwalifikacyjnej.
Przez twarz Leviego przebiegł cień niepokoju, ale znikł tak szybko, jak się pojawił.
- I? - spytał krótko, wstając i otwierając szafkę. Wyjął z niej pojemnik z zieloną herbatą.
- I?! Czy ty siebie słyszysz?! - szatynka zamachała rękami. - Eren jest pod twoją opieką.
- Masz rację - odparł spokojnie Levi, odmierzając idealny czas parzenia herbaty.
- Właśnie, że mam ra... Co?
- Masz rację. Eren jest pod moją opieką, więc przestań się wpierdalać - powiedział, po czym wyszedł. Chwilę później usłyszała trzaśnięcie drzwi od jego gabinetu.
- Jesteś idiotą! - krzyknęła, zaciskając pięści. - Sam powinieneś najlepiej wiedzieć, jak okrutni bywają ludzie w tym wieku!
Levi prychnął i uchylił lekko drzwi, pilnując jednak, by nie dało się wejść do środka.
- Wiem, ale potrafiłem sobie z nimi poradzić. Jeśli Eren nie umie, to już tylko i wyłącznie jego problem.
- Wiesz, co jest twoim problemem Levi? Nie to, że jesteś gejem. Nie to, że nie możesz wykonywać swojego zawodu. Twoim problemem jest to, że udajesz aroganckiego dupka, który nie przejmuje się innymi ludźmi - rzuciła. Chwyciła klamkę jego drzwi, zamykając je. Nie miała ochoty na niego patrzeć.
O rany
OdpowiedzUsuńMoje oczy widzą coś wspaniałego *O* Kolejny raz :xxx
Kiedy po tak długim oczekiwaniu zobaczysz kolejny rozdział, nic nie jest w stanie zepsuć Ci humoru :'3
Eren, ale ty masz PROBLEM (͡° ͜ʖ ͡°) Wygląda na to, że Levi go rozwiąże... (͡° ͜ʖ ͡°)(͡° ͜ʖ ͡°)
Marco~! Nie ma to jak żywy koniolub~ ^μ^
Zapowiada się kochająco (?) :'DDD
Dziękować? Mnie? Za co? D: Przecież wiadomo, że nie musi być większej okazji by coś wstawić, skoro wiesz, że NA PEWNO ktoś czyta twoje dzieła z bananem na ustach ;_____;
Ale nie ma za co, będę komentować QwQ
A więc życzę dużo weny, dużo słodyczy, dużo życia i jeszcze raz weny, bo ja ciągle czekam :D
Och, a co do błędów, to chyba znalazłam jeden o<o
Usuń"Do tej pory udało jej się nie natknął na Erena."
Chyba "nie natknąć"
A raczej nie chyba o.o
Poza tym wszystko ok, a uwierz mi, zwracam ogromną uwagę na błędy ^^
Aww, dziękuję, zarumienię się ヾ(〃ω〃ヾ))
UsuńO tak, Eren ma problem i przewiduję sporo komplikacji. Mam już miliard pomysłów na kolejne opowiadania z tą parką, ale zanim doprowadzę to jedno do końca, to się chyba zestarzeję xD
Lubię Marco, więc postanowiłam, że będzie w tym opowiadaniu. Jest cichy i inteligentny, Eren go potrzebuje prawie tak samo jak Armina :"D
W 7 rozdziale planuję trochę akcji i zbiegów okoliczności, lubię przesadną ilość zbiegów okoliczności. Taki fetysz.
Literówka oczywiście była, dziękuję za zwrócenie uwagi (*¯ ³¯*)♡ Jako gramatyczna nazistka cenię sobie uwagi na temat błędów. Na swoją obronę mam nieludzkie zmęczenie :D